Zakompleksieni proeuropejscy fanatycy

Opiszę dziś denerwujące, przykre, nieuleczalne, ale bardzo popularne w Polsce zjawisko psychologiczno-socjologiczne. Chodzi o nieszczęśliwe osoby, które mają potężne kompleksy na punkcie swojej „przynależności” do Europy. Na domiar złego – kompleksy te wykorzystywane są w sposób polityczny przez partie prounijne (PO, Nowoczesna, PSL, SLD, Razem) oraz powiązane z nimi media (TVN, GW, liczne tytuły niemieckie i żydowskie). Opisywane zjawisko dotyczy Polaków, urodzonych mniej więcej pomiędzy 1945 a 1975 rokiem (oczywiście nie wszystkich, ale większość). Młodsi nie pamiętają komunizmu i są wolni od tych kompleksów, z kolei starsi doskonale pamiętają, z której strony przyszedł Hitler, więc podchodzą do zachodu z pewnym dystansem. Z kolei osoby, rodzone w latach 1945-75 nie pamiętają wojny, a w czasie upadku PRL byli już na tyle ukształtowani poglądowo i zakompleksieni wobec zachodniej Europy, że pozostaną tacy do końca swoich żywotów.

Zacznę od rysu historycznego. Po 1945 roku, do pewnego momentu wszystko w komunistycznej Polsce szło całkiem nieźle (gospodarczo, bo społecznie trwał stalinizm z wszystkimi jego „frykasami”, które odczuwalne są do dzisiaj). W latach powojennych Polska rozwijała się dosyć szybko, głównie z powodu pracowitości i umiejętności samych Polaków. Kraj był zrujnowany wojnami i zaborami, ale zmotywowana i wykształcona kadra szybko postawiła go na nogi, na bazie euforii po odzyskaniu niepodległości (w XX-leciu Międzywojennym trzeba było się intensywnie zbroić, a nie myśleć o elektryfikacji i wodociągach, więc de facto odbudowa Polski po rozbiorach zaczęła się dopiero w 1945 roku). Na odbudowę ciężko wówczas harowali praktycznie wszyscy – nie to co teraz, gdy połowa Polaków nie pracuje w ogóle, a połowa z tych, którzy teoretycznie pracują – nie wnosi nic pozytywnego do gospodarki. W latach powojennych Polacy byli przekonani, że kraje Układu Warszawskiego to najbardziej rozwinięte tereny na świecie (może z wyjątkiem USA, bo oni zawsze byli ‚krok do przodu’ i nie musieli odbudowywać zniszczeń wojennych). Nie było w tym wiele kłamstwa – oczywiście liderem bogactwa nie byliśmy, ale nasze tempo rozwoju budziło podziw w wielu częściach świata. Zniszczona Warszawa powróciła jak Feniks z popiołów, dzięki wysiłkowi całego narodu. W Polsce pojawiły się nowoczesne technologie inżynieryjne (głównie dzięki wykradnięciu ich z zachodu przez radzieckich szpiegów). W czasach powojennych w zachodniej Europie wcale nie żyło się lepiej, niż w Polsce – panowało tam stosunkowo duże ubóstwo. Czytałem ostatnio obszerną historię zespołu The Beatles, którego członkowie dorastali w powojennym Liverpoolu – opowiadali, że bieda aż tam wtedy piszczała. Z kolei w Hiszpanii stopa życiowa była wówczas nawet niższa, niż w Polsce (dlatego Polacy nie mieli powodów do kompleksów wobec zachodu, tym bardziej, że łączność z zachodem była zablokowana, nie było mass-mediów i internetu, zamiast tego miała miejsce całkiem skuteczna komunistyczna propaganda sukcesu).

Wszystko zaczęło się zmieniać w latach 60-tych. Polska w sposób polityczny zmuszona była do coraz większego eksportu swoich cennych dóbr i towarów do innych państw „wspólnoty”, na czym wychodziliśmy jak Zabłocki na mydle. Do tego dochodziły kolejne „wspaniałe” komunistyczne pomysły i reformy, które zarzynały gospodarkę. Dlatego Polska rozwijała się coraz wolniej, podczas, gdy na zachodzie trwał boom gospodarczy (dzięki zastosowaniu dużych swobód obywatelskich i wolnorynkowych). W latach 1945-65 szliśmy z zachodem niemal „łeb w łeb”, ale po 1965 roku nożyce dobrobytu między wschodem a zachodem zaczęły się szybko rozwierać. Coraz więcej Polaków zaczęło wyjeżdżać na zachód, gdzie na własne oczy widzieli, że różnice w stopie życiowej są coraz większe (później chętnie opowiadali o tym w kraju, budząc frustrację i kompleksy społeczeństwa). Popularne zaczęły być stacje radiowe, nadawane z krajów zachodu, których po nocach słuchali Polacy. Końcówka lat 60-tych to zmiana świadomości Polaków – od tego momentu zaczęła się rodzić moda na wszystko to, co z zachodu oraz panowała coraz większa pogarda dla komunizmu.

Warszawa , rok 1967. Zafascynowane „Europą” tłumy młodzieży czekają na muzyków zespołu Rolling Stones, który koncertował w Sali Kongresowej. Obecnie to pokolenie jest trzonem sympatyków KOD/PO/TVN oraz ma potężne kompleksy na punkcie izolacji z Europą. Fot: PAP

Polacy w latach 60-tych zdali sobie sprawę, że na zachodzie ludziom żyje się lepiej. W latach 70-tych sytuacja tylko się pogłębiła – Polska była wówczas bodajże szóstym krajem świata pod względem wydobycia węgla (ustępując tylko krajom wielokrotnie większym). Dotychczas „czarne złoto” zapewniało Polsce względny rozwój, jednak jego cena eksportowa zaczęła spadać (podobnie jak cena stali i innych wyrobów przemysłu ciężkiego). Komunistyczne władze zignorowały te wskaźniki i nadal inwestowały w wielki przemysł (np. w 1972 roku rozpoczęto budowę gigantycznej Huty Katowice oraz nowego, milionowego miasta w Zagłębiu Dąbrowskim, które miałoby być dla niej zapleczem kadrowym – dopiero po wybudowaniu około 30% huty i miasta zorientowano się, że ta „inwestycja” nie ma najmniejszego sensu). Ceny węgla i stali spadały, więc w Polsce narastała frustracja. Pojawiły się pierwsze anteny satelitarne, Polacy na własne oczy zaczęli oglądać, jak wygląda życie na zachodzie. Wielu Polaków po 1970 roku wyemigrowało na zachód, a w listach do rodzin w kraju opisywali, że ich życie w nowym miejscu stało się dużo lepsze (na poparcie swoich słów dołączano twardy dowód w postaci banknotu X-dolarowego). Kompleksy wobec zachodu narastały – gdy w Polsce brakowało towarów pierwszej potrzeby, a w zakładach zaczęły się pierwsze masowe antyradzieckie strajki – na zachodzie trwał sex, drugs i rock&roll oraz dziwki, koks i tajski boks (właśnie wtedy zaczął się tam upadek moralny społeczeństw, skutkujący dzisiaj islamizacją, ale to całkiem inna historia). Ważnym wydarzeniem była Olimpiada w Moskwie w 1980 roku (słynny „gest Kozakiewicza”), gdy Polacy nabrali kolejnych kompleksów oraz ciągotek do zachodu. W tym samym roku powstała „Solidarność”, ludzie zaczęli wyrażać masowe niezadowolenie z życia w ustroju komunistycznym. Całe lata 80-te to apogeum nabierania kompleksów wobec zachodu. Polacy coraz liczniej podróżowali do zachodnich Niemiec, gdzie oglądali domy handlowe, z półkami uginającymi się od luksusowych towarów (podczas, gdy w Polsce na sklepowych półkach stał przysłowiowy ocet). Wskutek tych obserwacji – kompleksy narastały do niewyobrażalnych rozmiarów. Ustrój komunistyczny chylił się już wtedy ku gospodarczemu upadkowi, jego najważniejsi przedstawiciele nawet nie próbowali ratować tego trupa, skupiając się na przygotowywaniu „spadochronów”, aby dobrze uwłaszczyć się w nowym systemie (co im się niestety świetnie udało). Podsumowując – w latach 1965-1989 Polacy wpatrzyli się w zachodnią Europę, jak w obrazek (mieli ku temu oczywiste powody, głównie chodziło o stopę życiową).

Wszystkie wydarzenia do tego momentu były niejako przypadkowe – starły się dwie potężne ideologie (komunizm i kapitalizm), z których jedna wyszła zwycięsko, a druga wyszła upodlona i zakompleksiona. Był to jednak efekt „eksperymentu” na dużą skalę. Eksperyment się nie udał, pacjent (Układ Warszawski) zmarł. Dalsza część zjawiska masowych kompleksów to już spryt podstępnych sił postkomunistycznych, które postanowiły te kompleksy wykorzystać do własnych interesów. Głównym zadaniem postkomunistów było wykreowanie się wśród zakompleksionych Polaków w nowej, antykomunistycznej i „europejskiej” roli. Zaczęło się już w roku 1989. Znana aktorka powiedziała w telewizji, że „w Polsce skończył się komunizm„. Polacy oszaleli ze szczęścia. W sklepach pojawiły się liczne towary i usługi, usypiając czujność społeczeństwa. Polacy, co zrozumiałe, zachowywali się jak pies, który po latach niewoli zerwał się z łańcucha – przez pierwsze chwile, ostatnią rzeczą, jaką ten pies zrobi jest pilnowanie własnego podwórka. W tym czasie uwłaszczała się postkomunistyczna agentura, transferując siebie, rodziny i przyjaciół w system kapitalistyczny. Złodziejstwo aż huczało, szalała hiperinflacja, a Balcerowicz „schładzał” gospodarkę, gdyż była ona „przegrzana”. Zapewniono przywileje emerytalne komunistycznym funkcjonariuszom, realizowano politykę „grubej kreski”, zaniechano lustracji i weryfikacji. Aby uśpić czujność społeczeństwa – na pierwszego prezydenta wykreowano idola zakompleksionych na punkcie zachodu tłumów – Lecha Bolęsę Wałęsę. W Polsce zainstalowała się też Fundacja Batorego, stworzona przez George Sorosa, którą kierował człowiek z zaufanej, żydostalinowskiej rodziny – Aleksander Smolar. Inny członek magnaterii żydostalinowskiej – Adam Michnik jeszcze przed upadkiem PRL otrzymał największe polskie drukarnie, aby móc wydawać postkomunistyczną i antykatolicką Gazetę Wyborczą. Jego kolega, Jerzy Urban zaczął wydawać wściekle antykatolicki tygodnik. Oczywiście najbardziej znienawidzonych komunistów (Jaruzelski, Kiszczak) siłą rzeczy nie próbowano kreować na bohaterów pozytywnych (tego byłoby już za wiele), jednak zapewniono im życie w „luksusowym cieniu”, wolne od wyroków sądowych (jedynym człowiekiem, który siedział w więzieniu w sprawie procesu Kiszczaka jest Zygmunt Miernik, który rzucił tortem w odwlekającą proces sędzię). Przebranie garnituru z komunistycznego na kapitalistyczny udało się nadspodziewanie dobrze (z małym, acz szybko ukręconym „incydentem”, jakim był rząd Jana Olszewskiego w 1992 roku). Komuniści stali się tak zuchwali, że dosyć szybko wyrzucili na śmietnik swój „bezpiecznik” – Lecha Wałęsę, który był dla nich dużym poniżeniem (podrzędny, imbecylowaty kapuś piastował główne stanowisko w kraju). Zastąpiono go zasłużonym towarzyszem komunistycznym, Aleksandrem Kwaśniewskim. Premierami byli wówczas m.in. Tadeusz Mazowiecki, Józef Oleksy oraz Włodzimierz Cimoszewicz, czyli legendy PZPR.

Antyfaszyści i lewaki

Bardzo ważne znaczenie dla rozwoju sytuacji miał przykry fakt, że zachodnia Europa regularnie skręcała w lewo i w czasie upadku PRL nie była już tą samą sielankową Europą, wobec której Polacy nabrali kompleksów. Początkowo polskojęzyczni postkomuniści chcieli po cichu odbudowywać geopolityczny sojusz z Rosją (otwarcie mówiono o budowie wschodniego sojuszu wojskowego, który miałby być alternatywą dla NATO). Jednakże Rosja w latach 90-tych nie była zbyt poważnym partnerem do rozmów. Był to jeden wielki burdel, na którego czele stał niezbyt rozgarnięty alkoholik – Borys Jelcyn. Naturalną więc koleją rzeczy w takich warunkach było zbliżenie się postkomunistycznych „elit” polskojęzycznych z bolszewizującą się Unią Europejską. Postkomuniści czuli się bardzo silni, wpadli w takie samouwielbienie, że zaczęli walczyć między sobą o wpływy, np. Afera Rywina i Michnika (bolszewicy mają to do siebie, że im mniej mają rywali zewnętrznych, tym bardziej żrą się między sobą o stołki i pieniądze). W tej sielance postkomuniści kompletnie nie zauważyli radykalizującego się, dorastającego pokolenia „dzieci stanu wojennego” (czyli m.in. mnie), którzy pomimo niezłego wykształcenia byli upodleni wysokim bezrobociem, żenująco niskimi płacami i wprowadzanym właśnie „instrumentem mobilności kadrowej”, czyli umowami śmieciowymi. Kto pamięta rynek pracy z lat 1999-2002, ten doskonale wie, o czym mówię – kto nie miał znajomości, mógł co najwyżej za psie pieniądze sprzedawać odkurzacze, albo cudowne proszki Amway. Młodzi Polacy, nie pamiętający PRLu traktowani byli jak bydło robocze, które miało pracować za miskę ryżu na szybko powstające fortuny pseudokapitalistów. Frustracja i bieda ówczesnej młodzieży została zignorowana przez „elyty”, co obecnie mści się na postkomunistach i prawdopodobnie będzie gwoździem do ich trumny (ale to całkiem inny temat).

Znów niepotrzebnie się rozpisałem o latach 90-tych, ale byłem wtedy nastolatkiem i chłonąłem te dziwne czasy, jak gąbka wodę. Gdy wpadnę w trans pisania o latach 90-tych, to trzeba mnie uszczypnąć, żebym wrócił do głównego tematu, czyli do osób zakompleksionych Europą, z pokolenia 1945-75 (a więc kilkunastu milionów Polaków). Po tym, co przeżyli oni w latach 1965-89, zrobiliby oni dosłownie wszystko „w imię Europy”. Gdyby Europa nasrała im na klatę – rozsmarowaliby oni tego kloca, osiągając stan nirwany. Bezkrytyczne uwielbienie wszystkiego tego, co „z zachodu” to bardzo smutna przypadłość i nieuleczalna choroba, ale nie należy śmiać się z tych osób, bo dorastały one w warunkach ekstremalnych. Należy próbować ich zrozumieć, co myślę, że niektórym ułatwiłem, opisując rys historyczny i genezę choroby. Zresztą w innych krajach postkomunistycznych ten syndrom także występuje, a w krajach byłego ZSRR jest nawet większy (np. u Ukraińców, którzy daliby się pokroić za zbliżenie z Unią Europejską). Polska weszła do UE w 2004 roku, czyli już w momencie, gdy wspólnota zaczynała chorować na lewackiego raka mózgu. Pamiętam, że przed referendum akcesyjnym miała miejsce intensywna kampania informacyjna na temat Unii Europejskiej (jej główną twarzą był Bogusław Wołoszański, zresztą jak się później okazało – TW). W tejże kampanii uderzyło mnie to, że była ona w 99% prounijna. Nie mówiono o żadnych minusach, tylko o plusach. Popularny był telewizyjny program „Europa da się lubić”, którego tytuł mówi sam za siebie. Wszelkich przeciwników Unii traktowano, jak oszołomów i psychicznych. Wynik referendum był oczywisty, zwłaszcza, że kilkanaście milionów Polaków miało gigantyczne kompleksy wobec przynależności do zachodniej Europy, wyniesione z czasów PRL.

W kontekście opisywanych problemów przypomniał mi się właśnie świetny film dokumentalny „Szczurołap”. Każdemu polecam go zobaczyć, trwa raptem 20 minut, a jest niebywale pouczający, ponadto zdjęcia są wręcz genialne (niestety na youtube jakość obrazu jest słaba, ale lepszy rydz, niż nic). Pierwsze 3 minuty (scena w laboratorium) można przewinąć. Film ukazuje historię tytułowego Szczurołapa, który ma za zadanie wytępić szczury z dużej rzeźni. Z góry uprzedzam – nie mam intencji porównywania kogokolwiek do szczurów, porównuję jedynie bliźniacze zachowania (szczury mają wiele wspólnego z człowiekiem, nieprzypadkowo wykonuje się na nich liczne eksperymenty behawioralne). Film „Szczurołap” musieli wziąć sobie do serca postkomuniści, bo postępują dokładnie tak samo – najpierw zjednują sobie pożytecznych idiotów, a potem – ciach… W 16 minucie filmu zaczyna się kluczowa scena. Główny bohater wysypuje trutkę, mówiąc: „tak mi ufają, że leżą trupy obok, zdychają, a następne ciągle jedzą. Zaufały do końca. Nie przyjdzie im do głowy, że ja mogłem je oszukać, zdradzić„. Dokładnie tak samo jest z zakompleksionymi euroentuzjastami. Oni zaufają do końca i nigdy nie przyjdzie im do głowy, że z zachodu mogłoby przyjść jakiekolwiek zagrożenie. Dlatego z entuzjazmem zgodzą się oni na wszystko, co przyjdzie z zachodniej Europy – kwotowy przydział nachodźców islamskich, podwyżkę podatków, kolejne dyrektywy i regulacje, walutę Euro, neokolonializm gospodarczy kapitału zachodniego, zaostrzanie swobód obywatelskich, pijanego Junckera, który robi wiochę w Watykanie i właściwie wszystko, czego tylko zażyczy sobie Bruksela. Jest to bardzo ważne w tym kontekście, że Unia Europejska ma obecnie gigantyczne problemy wewnętrzne i nie wykazuje żadnej długofalowej strategii do ich rozwiązania. Gdyby Unia była krainą mlekiem i miodem płynącą – pewnie każdy byłby jej zwolennikiem. Jednakże jest odwrotnie, więc euroentuzjaści „na dobre i na złe” są dla Brukseli na wagę złota. W Polsce są to właśnie osoby w pokolenia 1945-75, mocno zakompleksione na punkcie zachodniej Europy. Widać to zresztą doskonale na wiecach środowisk KOD, spotkaniach z Michnikiem, imprezach typu „wspólne śpiewanie Ody do Radości”, gdzie osoby z opisywanego pokolenia stanowią ponad 95% frekwencji (nie ma tam w ogóle młodzieży, ale nie ma też osób bardzo starych, pamiętających czasy wojny). Sam Michnik to też idealny przykład na zachowanie ze „Szczurołapa”. Pan Adam w czasach PRL był rzekomo gnębiony przez komunistyczne służby (choć de facto plażował sobie we Francji) i teraz żadnemu jego wyznawcy nie przyjdzie do głowy, że Michnik mógłby zbratać się z komunistami.

Agnieszka Holland często przywozi do Polski „opinie z zagranicy”

Mediom i politykom postkomunistycznym nie można odmówić cwaniactwa i sprytu. Dlatego środowiska te doskonale wiedzą, za który sznureczek mają pociągnąć i w które miejsce wbić szpileczkę, aby wyzwolić odpowiednie emocje wśród osób zakompleksionych na punkcie Europy. Bardzo popularna i skuteczna jest metoda medialna z serii: „co na zachodzie o nas powiedzą?„, która ma wywołać przerażający wstyd u „euroentuzjastów”. Na stronie „Żelaznej logiki” jest dział „zagranico”, gdzie ukazane są liczne tego przykłady. Na melodię wywoływania wstydu zorganizowano pikietę KOD w sprawie przepraszania Francji za brak kupna „Caracali” (pisałem o tym TUTAJ). Swoją drogą pan Konrad Materna, znany też jako „człowiek-helikopter”, przemawiający na TYM filmiku od 13 minuty oskarżony jest o członkostwo w zorganizowanej grupie przestępczej, handlującej polskimi kobietami w zachodnioeuropejskich burdelach. Niedawno w mediach propisowskich głośna była afera, dotycząca „wytycznych” o charakterze proniemieckim, jakie miał wydawać Mark Dekan dla swoich podwładnych z niemieckich gazet firmy Ringier Axel Springer. Media lewicowe starały się o tym nie mówić z oczywistych względów, ale mimo wszystko „honor” zakompleksionych euroentuzjastów „uratowali” Sewek Blumsztajn z Jackiem Żakowskim, którzy wysłali przeprosiny dla Niemców. Wszak nie po to się tyle namęczyli, żeby zbliżyć się do Europy, żeby teraz mieć pretensje do naszych odwiecznych przyjaciół zza Odry. Polak, dla własnego dobra, niech lepiej słucha Niemca, bo inaczej znów powtórzy Jedwabne czy holokaust…

Kolejny przykład to nasza ulubiona Gazeta Wyborcza. Proszę w google wpisać sobie frazę: „Reakcje Francuzów na ostatnie wydarzenia w Polsce”, wyświetli się znamienny filmik (nie daję linka, żeby nie pozycjonować im strony). Funkcjonariuszka Gazety podjudza tam Francuzów na ulicach Paryża, aby wypowiadali się negatywnie na temat Polski. Ja, gdy to widzę – odczuwam żenadę wskutek słabej jakości manipulacji, bo ci Francuzi pewnie nawet nie wiedzą, co to jest Polska, ale po takim podjudzeniu – nie mają oni wyboru i muszą nasz kraj skrytykować (kto tego nie zrobił – nie załapał się do reportażu). Jednakże, gdyby ten sam filmik z Paryża pokazać osobom zakompleksionym na punkcie Europy – zapadłyby one się pod ziemię, a niejedna pewnie wpadłaby w histerię, wszak Francuzi nas krytykują, koniec świata, demony przeszłości powracają, nieprzespana noc… Mnie osobiście krytyka (nawet szczera, nie mówiąc już o tej sztucznej, podjudzonej) ze strony obywateli państw zachodu Europy obchodzi mniej więcej tak bardzo, jak to, że pan Zdzisław z drugiego końca Polski kupił kilogram ogórków małosolnych. Czyli wcale. Jednakże, gdybym był 20 lat starszy – pewnie moje podejście do tego tematu byłoby diametralnie inne, a po usłyszeniu krytyki ze strony Francuza miałbym zepsuty cały dzień, a w nocy telepał się ze złości. Na szczęście urodziłem się na tyle późno, że „nie załapałem” się na kompleksy wobec zachodu.

Screenshoty z gazety.pl nastawione na odbiorcę zakompleksionego wobec Europy zachodniej, dużo więcej można tego znaleźć w „Gazetoidzie” (dział prasówka w górnym menu)

Zjawisko wykorzystania ludzi zakompleksionych na punkcie Europy jest dosyć kuriozalne. Wszak kompleksy u tych osób powstały wskutek ustrojowych niedoskonałości komunizmu, a teraz oni próbują leczyć je poprzez… bezkrytyczne posłuszeństwo dla obozu postkomunistycznego (gdybym miał wymieniać nazwiska wszystkich komunistów, którzy obecnie są euroentuzjastami, to ten tekst zająłby 3 razy więcej powierzchni). Z własnych obserwacji wiem jednak, że szeregowi zwolennicy KOD, PONowoczesnej i Unii Europejskiej sami często należeli do PZPR (tzn. nie byli działaczami, tylko zapisali się do partii dla świętego spokoju i ułatwień życia codziennego, np. większa szansa na przydział mieszkania). Ciągnie swój do swego, tylko pod innym przebraniem. Nawet podejście do odmienności mają oni typowo bolszewickie, wszystkich przeciwników ideowych oskarżając o faszyzm. Wydaje mi się, że po obu stronach występuje tzw. „syndrom wyparcia”. Obecnie w mediach panuje duża moda na chwalenie się swoją „opozycyjnością” z czasów PRL. Dosłownie wszyscy 50-70-latkowie chwalą się teraz, że regularnie napierdzielali się z ZOMO. Stała śpiewka uczestników marszów KODu wobec młodych to : „synku, gdy ja walczyłem z ZOMO, to ty sikałeś w pieluchy, albo cię jeszcze nie było w planach”. Problem w tym, że w całym Stanie Wojennym tragicznie zginęło raptem 40 osób (z czego 9 to górnicy z ‚Wujka’) – cały naród wojował z ZOMO na śmierć i życie (na czele z Krzysztofem Skibą, Ryszardem Petru i 12-letnim Mateuszem Kijowskim), a przez niemal 2 lata epickich walk ulicznych zginął jeden „wojak” na milion, a wśród ZOMO-wców nikt. Ciekawa statystyka. Obecnie nawet zasłużeni komuniści kreowani są medialnie na zażartych opozycjonistów, ostatnio załapał się nawet Jerzy Dziewulski…

Kilkunastomilionowe pokolenie „kompleksiarzy europejskich” miało fundamentalny wpływ na wyniki wszystkich wyborów po 1989 roku. Te osoby są niereformowalne i już zawsze będą głosować na tego, którego po plecach poklepie Bruksela. Jednakże demografia jest nieubłagana – na rynek wyborczy dumnie wkroczyli młodzi, którzy wolni są od kompleksów na tle Europy. Z nimi jest wręcz odwrotnie, niż z ich rodzicami i dziadkami, młodzi często są eurosceptyczni, bo doskonale widzą, jaki syf obecnie dzieje się na zachodzie. 50 lat temu ktoś opowiadał o niemieckich domach handlowych, a całe miasto sikało z zazdrości. Dzisiaj jest internet, a bilety lotnicze kosztują grosze. Młodzi na własne oczy widzą, co się dzieje na świecie. Nie dość, że nie mają oni kompleksów na tle Europy, to w dodatku zaczynają być coraz bardziej dumni z bycia Polakami. Bardzo mnie cieszy ta wymiana, ale nie o tym temat.

Obecnie zakompleksione pokolenie z lat 1945-75 liczy ponad 10 milionów osób, co daje około 35% Polaków uprawnionych do głosowania. Oczywiście wiele z tych osób nie dało się zmanipulować TVNowi, ale z drugiej strony polityczna zbieranina proniemiecka może liczyć na głosy „żelaznego elektoratu”, czyli urzędników, sądownictwa, penitencjariuszy, lewaków i idiotów, więc te 35% jest realne (na szczęście połowie z nich nie będzie się chciało pójść zagłosować). Tendencja liczebna pokolenia kompleksiarzy jest spadkowa, gdyż pokolenie to wchodzi w grupę wieku o zwiększonej umieralności (nikt nie żyje wiecznie, a zwłaszcza osoby zakompleksione i zestresowane). Dlatego raczej nie wygrają już żadnych wyborów, ale jeszcze przez dłuższy okres są w stanie być drugą siłą polityczną, czyli ‚opozycją totalną’, zdolną do blokowania wszelkich dużych reform. Tym bardziej, że stoją za nimi największe grupy medialne, karmiące ich regularnie Permanentną Rewolucją. Opisywane środowisko pod koniec 2015 roku zostało zmobilizowane pod szyldem KOD – wystarczy zresztą zobaczyć zdjęcia z ich manifestacji, żeby oszacować wiek uczestników, odpowiadający latom urodzenia 1945-75.

KOD powstał odgórnie, właśnie na bazie kompleksów wobec Europy zachodniej. Na ich spędach zawsze było więcej flag unijnych, niż biało-czerwonych. KOD jednak szybko się wypalił, obecnie będąc szczytem obciachu. „Oficjalnym” powodem upadku KOD jest żałosna osoba Mateusza Kijowskiego i jego słynne faktury, ujawnione w styczniu 2017, ale według mnie degrengolada zaczęła się już wcześniej (koniec KOD prognozowałem już w tekście z 2 sierpnia 2016). Sympatycy KOD od samego początku byli zbyt nasyceni, aby cokolwiek wywalczyć i na koniec im się zwyczajnie znudziło uliczne pajacowanie. Udane rewolucje zawsze robili ludzie, mówiąc kolokwialnie, wkurwieni. Nienasyceni, głodni, dyskryminowani, odczłowieczeni, oszukani, przyparci do muru.  A KOD? Byli to głównie nieźle sytuowani emeryci (ich emerytury często nie są powalające, ale i tak są dużo wyższe, niż otrzyma młode pokolenie, harujące na obecnych emerytów). Uśmiechy, bębenki, wuwuzele, przypinki, tańce, koncerty muzyczne, znani aktorzy i celebryci. Obrona Trybunału Konstytucyjnego, o którego istnieniu jeszcze w wakacje 2015 nie mieli zielonego pojęcia (gdyż TVN nie powiedział, że Platforma wybrała sobie wtedy sędziów na zapas). KODowcy mają po prostu dużo czasu na pierdoły, więc postanowili wrócić do młodości i zabawić się w rewolucję. Znudziło im się jednak po niecałych 6 miesiącach, zamieniając ulice na internet (od wakacji 2016 KOD nie zorganizował nic dużego), a po zimowych wyczynach Kijowskiego całkowicie przestali się identyfikować ze swym „rewolucyjnym” ruchem (ostatnio sprawdziłem, że KODowi spada liczba lajków na pejsbuku – mają więcej cofnięć, niż nowych polubień, pomimo ogromnej technicznej promocji przez portal Zuckerberga). Środowisko „zakompleksionych euroentuzjastów” jest schyłkowe, nierokujące, a najlepsze lata ma już za sobą. Ich stalinowskie „elyty” nie zadbały o młodych i teraz ponoszą tego konsekwencje. Aby ocenić kondycję emocjonalną tego środowiska – wystarczy włączyć sobie dowolny filmik ze spotkania Adama Michnika ze swoimi wielbicielami. Za każdym razem wygląda to tak samo – Michnik prawi dekadenckie smuty, nie mając żadnego pomysłu na przyszłość swojego środowiska, ożywiając się tylko w czasie wspomnień o złotych latach „opozycyjnej” młodości. Podobnie reaguje podstarzała widownia, której grobowe miny rozpromieniają się tylko na wieść o starych, dobrych czasach PRL.

Jakby tego było mało – sama Unia Europejska pogrąża się w wielkim kryzysie, a jej siła przyciągania jest coraz mniejsza. Jeszcze do niedawna stawiano Polakom za wzór Szwecję, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Włochy. Obecnie te kraje borykają się z gigantycznymi problemami imigracyjno-finansowymi, z których prawdopodobnie nigdy nie wyjdą, w dodatku w całej Europie w siłę rosną nacjonaliści. Nikt już nie stawia konkretnych krajów zachodniej Europy za wzór, bo od razu zostałby wyśmiany przez młodzież, a nawet przez swoich. Taka Agnieszka Holland jeszcze do niedawna w każdym wywiadzie mówiła w kółko: Francja, Francja i Francja. Dzisiaj już o Francji nic nie mówi, bo wypomnieliby jej terroryzm, islam, nacjonalizm, zadłużenie… Dzięki zabiegom socjotechnicznym – obecnie dla „zakompleksionych” wzorem jest jakaś mityczna „Unia Europejska”, ale bez wymieniania konkretnych jej terenów. Po prostu „Unia”, tak, jakby to było jakieś niedoścignione eldorado na innej planecie. Młodzi tego nie kupują, ale „kompleksiarze” owszem, wszak są tak „urobieni”, jak w 16 minucie „Szczurołapa” i do końca życia pójdą w „Europę”, jak w ogień. Media lewicowe doskonale o tym wiedzą, więc od dłuższego czasu tworzą propagandę o tym, że wkrótce dojdzie do Polexitu. Dla osób zakompleksionych na punkcie Europy nie ma nic gorszego, niż Polexit, bo kojarzy im się on z mrocznymi latami PRL i pustymi półkami w sklepach. Ustrój komunistyczny upadł z powodów gospodarczych, ale pokolenie „zakompleksionych” przekonane jest, że oni „własnymi ręcami” obalili komunizm, bo inaczej funkcjonowałby on do dzisiaj. Dlatego potencjalny Polexit to na nich najskuteczniejszy straszak, anulujący najważniejsze „dokonanie” całego ich pokolenia (jakim jest zbliżenie z zachodnią Europą).

Rzekomy Polexit nie jest jeszcze sprecyzowany przez judzące media – nie wiadomo, czy Polska sama miałaby opuścić Unię wskutek decyzji „opętanego karakana”, czy też mielibyśmy być z niej wydupczeni z wielkim hukiem, wskutek „braku przestrzegania europejskich zasad”. W mediach typu TVN naprzemiennie promowane są obie wersje (wbrew jakimkolwiek przesłankom, ale kogo by to obchodziło). Celem jest oczywiście podjudzenie i zmobilizowanie pokolenia dzisiejszych 60-latków, ale oni już i tak są podjudzeni do granic możliwości, więc strasznie Polexitem nic tu nie da, poza utrzymaniem zakompleksionych dusz. Tu trzeba zacząć walczyć o młodych, ale odchodzący układ nie jest w stanie tego zrobić, oni nawet nie wiedzą, dlaczego przegrali ostatnie wybory (jak to ładnie ujął Bronisław Wildstein: „Elity naszego świata każdą swoją klęskę muszą tłumaczyć obłędem zbiorowości„). Schyłek środowiska bezkrytycznych euroentuzjastów dobitnie obnaża historia Lecha Wałęsy, który po wielu latach niebytu nagle powrócił jako niekwestionowany autorytet. Do niedawna mówiono o nim albo pogardliwie, albo wcale (czyli tak, jak na to zasługuje). Jest on jednak w kręgach „zakompleksionych” symbolem zacieśnienia stosunków z Europą, więc środowisko, które nim gardzi z powrotem poniżyło się, wyciągnęło go z kapelusza i zrobiło z podrzędnego kapusia ważny autorytet.

Powitanie Donalda Tuska na Dworcu Centralnym

19 kwietnia 2017 środowisko „zakompleksionych euroentuzjastów” dostało pożywkę w postaci przyjazdu „króla Europy”, Donalda Tuska do Warszawy na przesłuchanie (wcześniej przez kilka tygodni promowano jego reelekcję w stosunku 27:1). Wizytę w lewicowych mediach rozprowadzono tak, jakoby Tusk był „blisko ludzi”, bo przyjechał pociągiem, jak zwykły Kowalski, robiąc mu podwaliny pod kampanię prezydencką (przypomina mi się nieudana kampania Ewy Kopacz, która wąchała ludziom kotleciki w Pendolino). Oczywiście te media nie zanotowały faktu, że na Dworcu Centralnym Donalda Tuska otaczał pierścień 9 rosłych ochroniarzy, których otoczył kolejny pierścień kilkunastu fotoreporterów. Oprócz tego, w okolicy znajdowało się kolejnych kilkudziesięciu „tajniaków”. No, ale „Tusk to swój chłop, co to nie boi się bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem, nie to co kurdupel, który ma osobistą ochronę” (tak nam powie każdy sympatyk TVN24). Na Dworcu Centralnym na Tuska czekał niecały tysiąc zwolenników, w dodatku z idiotycznymi czerwonymi kartkami. Jest to dla mnie niezrozumiałe, że za Tuskiem stoją potężne wpływy, pieniądze, media, agencje PR, agencje wizerunkowe, a powitalny wiec zostaje wyposażony w… czerwone kartki. Przecież te kartki trzeba było zaprojektować, wydrukować, przewieźć, porozdawać – nikt się nie zorientował, że to arcydebilny pomysł, zwłaszcza wobec powitania sympatyka piłki nożnej? W dodatku pod prokuraturą (sic!) odśpiewano mu jeszcze „sto lat”. To tylko pokazuje, jacy „profesjonalni” ludzie obracają się wokół Tuska. Tysiąc osób na Dworcu to śmiesznie mało, biorąc pod uwagę wielką mobilizację oraz siłę medialną tego wydarzenia. Gdy półtora roku temu byłem na manifestacji antyimigranckiej w Katowicach, gdzie było około 15.000 (głównie młodych) ludzi – w żadnych mediach tego nie pokazano (nie licząc kilku krótkich, lokalnych wzmianek tekstowych). Gdy jednak Tuska witało niecałe tysiąc osób (z czego połowa to jego partyjni koledzy i powiązani z nimi dziennikarze) – była to główna wiadomość miesiąca, w GW i TVN24 zrobiono z tego wydarzenia wielogodzinną „relację live”. Powitanie Tuska zainicjowała na Pejsbuku główna podjudzaczka pokolenia europejskich zakompkeksieńców, Krystyna Janda (jak na ironię losu – ulubiona aktorka ulubionego reżysera komunistów, Andrzeja Wajdy). Samo wydarzenie na Dworcu Centralnym przypomina mi wydarzenie dokładnie sprzed 100 lat, czyli przyjazd Lenina z Helsinek do Piotrogrodu, na Dworzec Fiński. Osoba Donalda Tuska prawdopodobnie w ciągu najbliższych miesięcy będzie głównym „mobilizatorem” i motorem Permanentnej Rewolucji dla osób z kompleksami wobec zachodniej Europy. Donald jest dla nich symbolem „Polski w Europie”, choć pewnie większość z tych fanatyków nie potrafiłaby nawet powiedzieć, jak dokładnie nazywa się stanowisko, piastowane przez Tuska. Podobnie nie potrafiliby wymienić ani jednego sukcesu Tuska na tym stanowisku, z kolei na temat brexitu czy kryzysu imigracyjnego zgodnie powiedzieliby, że Tusk nie miał z tymi zjawiskami absolutnie nic wspólnego…

Tak mniej więcej wygląda środowisko „zakompleksieńców”. Mógłbym o tym jeszcze dużo pisać, ale i tak już wyszedł jeden z najdłuższych moich wpisów. Co my możemy z tym zrobić? Niestety, nic. Zostaje nam tylko czekać. Musimy to przykre zjawisko zaakceptować i próbować zrozumieć tych ludzi. W czasach młodości przeżyli oni potężną traumę, jaką było życie w ustroju totalitarnym, a normalnym zjawiskiem jest, że „zły dotyk boli przez całe życie”, więc do końca swoich dni z uwielbieniem będą spoglądali w stronę zachodniej Europy. Oni już się nie zmienią. Wyjścia są dwa – pierwsze (najlepsze) to reforma Unii Europejskiej (pod wpływem wymiany rządów poszczególnych państw na prawicowe i nacjonalistyczne). Euroentuzjaści zawsze będą popierali Brukselę, jaka by ona nie była. Nawet wtedy, gdyby stała się ona antyimigrancka, prawicowa i antylewacka, więc wtedy euroentuzjaści przejdą na prawilną stronę mocy. Szanse na to są jednak małe, zwłaszcza w ciągu najbliższych lat, bo eurolewactwo jest niesamowicie skuteczne w trzymaniu się swoich ciepłych stołków i łatwo władzy nie odda. Bardziej prawdopodobne jest więc drugie, nieuniknione wyjście. Jak pisałem – nikt nie żyje wiecznie. Ja nikomu nie życzę śmierci, ale jednak każdego z nas ona kiedyś spotka. Statystycznie, najbardziej narażone są na nią osoby starsze. Pokolenie ludzi zakompleksionych na punkcie Europy naturalnymi prawami boskimi będzie zastępowane przez młodych, u których zamiast narodowych kompleksów pojawi się narodowa duma.

RacimiR, 25.04.2017

PS: Pisałem to (z przerwami) 3 dni.

Zobacz też:

„Błękitny marsz” KOD i PONowoczesnej, maj 2016

48 myśli nt. „Zakompleksieni proeuropejscy fanatycy

  1. Przeczytałem całość z wielką przyjemnością. Oby jak najwięcej tego typu analiz, (chętnie też przeczytałbym coś więcej o latach 90-tych.) Zgadzam się, że to pokolenie jest raczej pokoleniem straconym. Nam, młodym pozostaje przypilnować, żeby przy zmianie pokoleniowej nie doszło do przejęcia Polski przez kreatury w rodzaju Kingi Gajewskiej z PO, czyli następnego pokolenia euroentuzjastów.

    od RacimiR: Dzięx. Gajewska jest za głupia, żeby cokolwiek osiągnąć. Gdyby była brzydka, pewnie teraz tyrałaby za minimalną w hali lub supermarkecie. Ogólnie euroentuzjastów raczej nie będzie już przybywało, zadbają o to brodaci, sympatyczni informatycy z doliny krzemowej pod Calais.

    • I ja odczuwałem przyjemność z czytania, ale z kilkoma tezami się nie zgodzę. Nie można uogólnić aż tak, traktując „euroentuzjastami” ludzi z roczników 1945-1975. W mojej opinii to wygląda nieco inaczej.

      Pierwsze pokolenie to 1945-1959. Dzieci osób, których kręgosłupy były łamane przez bezpiekę i nie mam na myśli brutalnych przesłuchań tylko zwyczajny strach, że oni są i patrzą, oraz dzieci wielu karierowiczów wczesnego peerelu. Ci drudzy wynoszą z domu, że nic tak życia nie poprawia, jak czerwona książeczka żywicielki, tej która powstała na kongresie zjednoczeniowym w 1948. Nazwa na tyle plugawa, że do wyklikania, ja jej pisał nie będę;-)
      To pokolenie jest stracone, ale daje dobry plon- zbuntowaną dzieciarnię, która ma dość opowieści o dobrobycie, kiedy cukier jest na kartki, a na listopadowym apelu w szkole trzeba stać na baczność oddając hołd dzielnym październikowym rewolucjonistom. Fakt, to oni będą walczyć o podwyżki w zakładach pracy, bo przecież nie o wolność, nie nie, będą walczyć o towary na półkach, związki zawodowe i 2200 podwyżki.(inwokacja Lindy w „Psach” dokładnie to wyjaśnia)
      To pokolenie dziś się bawi, na emeryturach, nierzadko wysokich, wynikających z uprzywilejowania rozdawanego jeszcze w czasach, gdy inteligent mógł jedynie łazić po górach, bo nad morzem wypoczywać miał pan ślusarz z panem frezerem. W Europie z rzadka, czasem turyści, czasem i tak widać wszystko w TVN. Rdzeń KOD’u

      Pokolenie 1960-1969- jak śpiewał Artysta „Robal” : (..)konformiści(…)gwiazdy intelektualnych sporów, ambitne, przemądrzałe.. Pokolenie PETARDA, wychowani w komunie, wchodzący w wolny rynek na młodzieńczej fantazji. Popatrzcie na KRS polskich spółek z polskim kapitałem, większość prezesowskich peseli zaczyna się od liczby 196. Oni tworzą podwaliny polskiego kapitalizmu w dzisiejszej formie. Niestety, zbyt szybko przyswajają najważniejszą definicję kapitalizmu-ŚMIERĆ FRAJEROM, o której w zawoalowanej formie wspomina RacimiR we fragmencie dotyczącym zatrudnienia. Oni też się dopasowali, szkodząc, zamiast pomagać, gównopraca w schyłkowych latach dziewięćdziesiątych wymagała co najmniej habilitacji i znajomości, w tym znajomości wietnamskiego w stopniu zaawansowanym. Łyżka dziegciu też się znajdzie, to ci, którym mimo „właściwego” urodzenia nóżka się powinęła, czy tam złamał, niepotrzebne skreślić;-) Ci popędzą ku europie, bo to ich jedyna szansa i ich potomstwa, takie życiowe przegrywy skupione na edukacji dzieci w naukach pokroju logistyki, czy socjologii, czy tam innej psychologii, albo inżynierii społecznej. Namiętni pasjonaci der szechter zeitung. Powód takiego działania? Podjęta jeszcze za schyłkowej komuny praca, w której ścieżka kariery nie występuje, lub jest wręcz załamana przez Wielkiego Chłodniczego, profesora leszka be. Widzą, że wolny i rynek i wolna, pozbawiona choćby legnickiego kontyngentu pasterzy świńskiego raju Polska nie daje im przysłowiowej manny z nieba. To tzw. sympatycy KOD’u, przeciwnicy wierzącej lewicy PIS, prawdziwi europejczycy, część była na saksach zbierając szparagi, część ma rodziny w Efie, wielu było tu i tam. Ale nie dalej.

      Pokolenie 1970-1979. Buntownicy. Beneficjenci trzech systemów. W jednym dorastali, na szczęście się przewalił. Bez ich udziału. W drugi, europejski weszli jako ukształtowani trzydziestolatkowie. Trzeci przeżyli od początku do końca. Wolną Polskę lat dziewięćdziesiątych, z jej całym dobrodziejstwem inwentarza, jak wielki schładzacz, agent bolek podający nogę agentowi alkowi, parafianka, tzn premier Suchocka podpisująca konkordat, zetchaenowy duet Marek Jurek und Sztefek Niesiołowski (dziś przeciwnicy polityczni na śmierć, nie na niewolę hehehe (drugim nawiasem pisząc-w tej zacnej partii było i miejsce dla wałszawskiej pani płezydent też, takie to były zabawne czasy), zaprowadzeniem religii do szkół i powrotem postkomuny zaoranym przez potop z 1997. To pokolenie daje potomstwo, które w najbliższych wyborach wystawi mu laurkę. Albo będzie dobrze, albo i to pokolenie zapiszemy po stronie KOD’u – jako piątą kolumnę. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, bo to moje pokolenie i wstyd byłoby mi. Bo ja kompleksów nie mam rozglądając się po świecie. Zawsze powtarzam, dajcie nam choć z trzysta lat spokoju, dajcie wymienić bezkrwawo 10-12 pokoleń, a zobaczycie jak zachowuje się ten Naród, jak nie musi kombinować jak pozbawić wroga życia, samemu go nie tracąc.

      Przepraszam za zbyt długi wpis, ale artykuł zasługuje na długie komentarze. Pozdrawiam

      od RacimiR: Kapitalny wpis, aż się mały zrobiłem czytając go, bo ewidentnie masz większą wiedzę na ten pokoleń rodzonych w PRL. Nie pisałem, że wszyscy z 1945-75 to euroentuzjaści, ale z pewnością jest to większość.
      Moje pokolenie (80-89) jest dosyć zróżnicowane, w zależności od tego, jak poradzili sobie ich rodzice w czasach transformacji. Me pokolenie komuny nie pamięta, słuchało Wzgórza Ya-pa 3, amerykańskiego rapu, Kazika i 2 Unlimited, oglądało w telewizji japońskie bajki o Tsubasie i Daimosie (z włoskim dubbingiem!), co drugi dzień dostawało po mordzie na ulicy i w szkole, po skończeniu edukacji pracowało w uwłaczających warunkach u „byznesmenów”, przez co po 2004 roku w większości wkurwiło się i wyjechało do Wielkiej Brytanii, Irlandii i Holandii. Ci, którzy zostali radzą sobie różnie, z poglądami też jest dwojako – są i lewaki i prawaki, mniej więcej po równo.

      • Super tekst. Pozdrawiam.

        Znam kilku sk****synów, których PESEL rzeczywiście zaczyna się od196x. Byli prezesami/dyrektorami firm, które były „prywatyzowane” na przełomie 20 i 21 wieku.
        Dziś tam są tylko ruiny, ale oni pławią się w luksusach i mają dobre stanowiska w pewnych specyficznych firmach……
        Wtedy nie rozumiałem co się dzieje, o co właściwie chodzi….. Teraz wiem, że to po prostu agenci WSI, którzy wykonywali swoje zadania polegające na doprowadzeniu „swoich” firm do bankructwa , wyprowadzeniu z nich maksimum gotówki i wysłaniu tysięcy ludzi na bezrobocie….
        Za dobrze wykonane zadania dostali potem posady w firmach WSI gdzie tkwią do dzisiaj i mają się całkiem dobrze….
        Marzę, by tych gnojków zobaczyć kiedyś w więziennych drelichach…
        Niestety – nie mam złudzeń….. 🙁

        od RacimiR: Dzisiaj 10 rocznica śmierci Barbary Blidy, wprawdzie ona jest z 1949 roku, ale idealnie wpisuje się w ten obraz. Z racji tego, że działała w mojej okolicy (Katowice i okolice, często widywana na stadionie Ruchu Chorzów) mam o niej wiedzę, której nie posiada przeciętny Polak. To była ścisła czołówka w Polsce pod względem przewałów transformacji, specjalizacja: węgiel i paliwa płynne. Mafia przez duże M. Oby jak najmniej takich hochsztaplerek, nie wiem czy sama się odstrzeliła, czy ją sprzątnęli, ale jak to mówił Boguś Linda, wspomniany przez Rycha – to zła kobieta była. Chociaż jedna, która teraz się z nas nie śmieje, jak jej uwłaszczeni koledzy.
        Gazeta Wyborcza w dzisiejszym artykule robi z niej męczennicę i krystaliczną legendę, a cały KOD łyka to jak pelikany.

        • Wyglądało to na przykład tak: przewodniczący Rady Nadzorczej kopalni „Y” wzywał do siebie prezesa tejże kopalni i oznajmiał mu: „Jutro zgłosi się do ciebie przedstawiciel firmy „Z” i podpiszesz z nim kontrakt wynajmu waszego placu na węgiel. Za składowanie waszego węgla, kopalnia będzie płaciła firmie „Z” 10 mln PLN miesięcznie. Jasne?”
          „Jasne, Panie Przewodniczący” – odpowiadał prezes, który nie był zainteresowany utratą swojego intratnego finansowo stanowiska…..

          Tak w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych robiło się w Polsce milionowe (a może i miliardowe) fortuny…………

        • Jeszcze parę słów, bo widzę że rozkminki śląsko-śląskie są w dniu „przekroczeń uprawnień” cenne. Tak się przypadkowo składa, że jak śpiewa Artysta Joka w utworze Artysty Miuosha reprezentuję miasto ogrodów;-)
          Warto przypomnieć dobrodzieja naszego, posła I,II,III i IV kadencji umiłowanego sejmu RP, niejakiego Jędruli z Czeladzi, czyli posła Szarawarskiego, Ale wcześniej rys historyczny.

          Już RacimiR nieco wyżej pisał o Hucie Katowice z Dąbrowy Górniczej, że nie trafiona inwestycja. Owszem, ale tylko trochę. Gwóźdź do trumny tego kombinatu przynosi na skrzydłach wolności decyzja o sprowadzeniu Polski do roli brudasa Europy. Oczywiście mogę się mylić, bo jestem zwyczajnym Ryśkiem i do tego pijakiem, ale dziwi mnie do dziś decyzja o budowie trzech gigantycznych stalowni w formule COS (ciągłe odlewania stali) w Krakowie, Częstochowie i Dąbrowie Górniczej. Ja rozumiem, że potrzeby są duże, ale bez przesady. Zamiast modernizować zakłady przeróbcze, tzw. wykańczalnie hutnicze, inwestuje się w brudne, energochłonne inwestycje tworzące prefabrykaty do produkcji blach, kształtowników, czy rur.
          To w efekcie skazuje polskie hutnictwo na regres. Zainwestowane w trzech największych polskich hutach środki, można było z powodzeniem zainwestować w park maszynowy służący do obróbki wsadu. Bo jeden COS na Polskę zupełnie by wystarczył. Ale nic to, mamy trzy wybudowane przez austriacki, niemiecki i chuj wie jeszcze jaki kapitał stalownie, wstążeczki, pokropki, bal na Titanicu. W tzw. międzyczasie holenderski bank Śląski, znaczy się ING robi rachu-ciachu kroplówce kredytowej przeznaczonej na dokończenie inwestycji zwanej gdzie nie gdzie jako Nowa Walcownia Huty Jedność w Siemianowicach Śląskich. To był zakład przetwórczy, którego przykład daje w kontraście do wyżej wymienionych i dokończonych inwestycji.
          Ktoś tam się jorgnął że zamach, ale reszta mówiła że nie. Potem jeszcze kilka razy komuś nie pasowało, jak kompletny, w miarę nowoczesny zakład można zaorać, ale reszta mówiła, że europejskie są lepsze, bo europejskie —> tu chłopina walczył, ale był od Leppera, a wiadomo, że to debile, bo od innego Jędrka nie mogą być mądrzy i do tego gnojowica się z gumofilców im wylewa i noszą te biało-czerwone krawaty;-) http://orka2.sejm.gov.pl/IZ4.nsf/main/187BB789

          Wróćmy do Huty Katowice, ta już ma COS i zasuwa pełną parą, ale przynosi straty. Trzeba pomóc zakładowi. Ówcześni komuniści, tzn. europejscy entuzjaści z lsd konsolidują dziwny twór, do którego koptują Hutę Tadeusza Sędzimira w Krakowie, Hutę Cedler, Hutę Katowice, oraz Hutę Florian w Świętochłowicach. Te huty nie bez powodu restrukturyzowano razem. Dwie mają COS, a wszystkie cztery produkują stal w ilości 70% całej polskiej produkcji. No i pogonili te 4 huty do beżowych, gdzie skarb państwa zbył swoje akcje za 25gr, podczas gdy banki trzymały cenę 10zł :-))

          Prwadziwa magia – umowę podpisywał syn generała LWP, Piotrek, który znany był z tego, że był ministrem na czas podpisania kwitów w rządzie LSD, u Leszka. Piotrek do dziś szaleje jako wybitny ekspert od LOT’u czy innego banku, bo jest fachowcem. To wyczytałem w wikipedii, ale generalnie od razu widać fachowca.
          A Jędrula terminował wtedy jako sekretarz stanu, czy inny ważniak w ministerstwie…
          W 2004 boom stalowy spokojnie spłaciłby zobowiązania PHS, bo obudziły się Chiny i stal fruwała w cenach niespotykanych nigdy wcześniej(chyba że w epoce wiktoriańskiej) i nigdy później.
          Ale obłowili się beżowi zamiast Skarbu Państwa, który ogolił polskie hutnictwo za 6 mln złotych. SZEŚĆ MILIONÓW!!! Pozyskali mniej hajsu, niż pisowcy wydali do caritasu na nachodźców w Syrii i nikt do dziś za to nie beknął
          A sam czeladzki Jędrula błąka się pewnie do dzisiaj po sądach w wyniku donosów złych ludzi
          Tak to zapodała PAP drzewiej:

          „W 2007 roku, po doniesieniu przedstawicieli US Steel, warszawska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie domniemanych nieprawidłowości w procesie prywatyzacji. Chodzi o płatną protekcję, której mieli dopuścić się przedstawiciele firmy konsultingowej Invex.

          Mieli oni powoływać się na nadzorującego prywatyzację PHS Szarawarskiego i żądać od przedstawiciela banku obsługującego US Steel pieniędzy na wykup wierzytelności hut oraz ok. 30 mln zł prowizji, co uznano za próbę wymuszenia łapówki. (PAP)”

          a na deser raport nik wyciągnięty z wiki

          https://www.nik.gov.pl/kontrole/wyniki-kontroli-nik/kontrole,1268.html

          od RacimiR: Przerażające, Polska „prywatyzacja” w pigułce. Mittal ewidentnie dał w łapę komu trzeba, co wyszło go 100 razy taniej, niżby miał kupić huty po rynkowych cenach. Mam znajomego w Hucie Florian i zarabia niewiele ponad minimalną, nastroje w zakładzie są raczej kiepskie. Ostatnio przypomniał mi się Wiesław Kaczmarek – swego czasu główna postać polskiej polityki, a teraz cholera wie co on robi. Mówiąc o hutnictwie nie można zapomnieć też o geniuszu finansów – Józefie Jędruchu i „Colosseum”, które miało uratować polskie hutnictwo (efekt oczywiście był odwrotny do zamierzonego). Później odnalazł się w GKSie Katowice, gdy piłkarze nie dostawali wypłat od kilku miesięcy, ale Jędruch załatwił im kilka palet… kafelek. Chyba potem startował nawet w jakichś wyborach (na prezydenta Polski?). Pamiętam z lat 90-tych też tzw. „świadectwa udziałowe” – po odpowiedniej kampanii reklamowej społeczeństwo rzuciło się na nie jak Reksio na szynkę, a (uwzględniając gigantyczną inflację) skończyło się oczywiście tak, że można było sobie tymi papierami podetrzeć tyłek.

  2. W mediach i Brukseli trwa feta. Wszyscy cieszą się ze zwycięstwa Makarona. Eksperci z tajemniczymi usmiechami są pewni zwycięstwa ,,niezależnego centrysty”. Wychodzi więc że kolejnych 5 lat wartości Europejskich Francja nie przetrwa. Na Ndie, jest opis akcji pobicia przez imigrantów ochroniarza oraz nauczyciela w szkole na Mazowszu

    od RacimiR: Smolar (polecam poczytać o nim i jego rodzinie) też się już wczoraj cieszył. Jednak jest jeszcze druga tura. Z wygranej Bronka i Clinton też już się cieszyli… Le Pan lubi Putina i dlatego jakoś specjalnie jej nie popieram, zresztą Francja i tak już „kaput”.

  3. Ja zauważyłem taką rzecz. W Gazecie Wyborczej i TVN-nie komentarze użytkowników są zwykle proPO-wskie, proKOD-owskie, prolewackie, antyPiS-owskie zwłaszcza przeciwko Kaczyńskiemu (Kaczyński często jest tam obrażany, wyzywany a nawet życzy się mu śmierci no ale wtedy nie jest to mowa nienawiści – ciekawe co by było gdyby PiS-owcy życzyli śmierci np. Schetynie).
    Trochę inaczej jest na portalach takich jak WP, Onet czy Interia. Jeśli artykuł jest o PiS-ie to wtedy leci wyżej wymieniony hejt na PiS. Ale jeśli jest artykuł o PO, KOD, Nowoczesnej, o imigrantach to wtedy komentarze są antyPO-wskie/KOD-owskie/lewackie i proPiS-owskie. Na tych niemieckich portalach i tak dobrze że takie komentarze się pojawiają.

    od RacimiR: Na wszystkich dużych portalach jest cenzura, a największa oczywiście na Gazecie. Kiedyś czytałem komentarze na portalach, ale teraz szkoda mi czasu i nerwów, bo wiem, że to głównie dzieło trolli, w dodatku przefiltrowane przez cenzora. Niekiedy tylko poczytam na potrzeby robienia „gazetoidu”, ale to mi zajmuje godzinę. Mowa nienawiści wiadomo – organizacje Sorosa decydują, co nią jest, a co nie.

  4. Paradoks psychiczny neo- lewaków. Niby chcą być nowoczesnymi, światłymi europejczykami ale z drugiej strony mają mentalność byle murzyna z kolonii, tą swoją wrodzoną poddańczość rodem z XIXw, z różnymi Tuskami i Makrelami niczym wodzowie plemion.
    Skoro w tekście zostali wspomnieni min Kwaśniewski (Stolzman) czy Wałęsa (Lejbe Kohne), to będzie można liczyć na tekst o nieco za bardzo semickich korzeniach „czempionów polskiej wolności”?
    Pozdrawia dumny z Polski, gardzący UE rocznik 93 🙂

    od RacimiR: No jest to paradoks, europejscy opozycjoniści, a w sposób poddańczy układają się z postkomuną. Co do Żydów to nie wiem, co miałbym tam pisać, prócz powielenia list semickich, dostępnych w internecie – każdy wie, że spora część najbardziej wpływowych ludzi to Żydzi (konkretnie żydokomuna postradziecka, bo z prawicy to dosłownie garstka np. Wildstein, Tyrmand), co tu więcej wyjaśniać? 🙂 Wczoraj pojawił się na youtube ciekawy filmik, w którym Żydzi „przywitali” Michalkiewicza w Gorlicach. Według mnie Wałęsa to nie jest żyd, tylko durny szabes-goj. Trudno to sprawdzić, ale według mnie sporo list żydów (zwłaszcza tych od Leszka Bubla) robionych było na siłę i każdego próbowano podciągnąć pod Żyda.

    • Wałęsa to typowy fornal z czworaków – nie wiem kto i po co dorabia mu żydowskie pochodzenie? Sam zresztą wierzy, że pochodzi od rzymskiego cesarza Walezy….. 😀 😀

      od RacimiR: Gdyby był potrzebny Żyd na stanowisku przywódcy Solidarności to przecież podstawiliby dużo sprytniejszych Blumsztajna, Geremka albo Michnika, a nie Bolęsę. Dlatego wzięto szabes-goja, dla zminimalizowania ryzyka niemiłej niespodzianki – niezbyt bystrego.
      Dorabianie żydowskiego pochodzenia to wg mnie dzieło Leszka Bubla – on potajemnie próbuje rozmyć i ośmieszyć tych, którzy twierdzą, że w Polsce są Żydzi (bo oficjalnie przecież ich nie ma). Wypuszcza on liczne fałszywe tropy. Na jego stronie praktycznie wszyscy są Żydami, a największymi Ruch Narodowy, ONR, Młodzież Wszechpolska, Kaczyńscy, Korwin, Kukiz15…

      • Serwus,

        co do Bolęsy to myślę jak michnikuremek [BTW : kapitalny nick 😉 ], to zwykły chłopek – roztropek z kujawskiej zapadłej wsi, który pewnie nóź i widelec zobaczył w wojsku…

        Co do tego cesarza – to czytałem, jak Bolęsa twierdzi, że pochodzi od Walensa :-)))

        PS Pomyśleć, że w 1995 r. potrafiłem wdać się w bójkę w jego obronie… Boże wybacz…

        • Nick zapożyczyłem od Stanisława Michalkiewicza. Był kiedyś taki felieton o transformacji ustrojowej w roku 1989r. w „krajach demokracji ludowej”.
          „Demokracja demokracją, ale ktoś tym wszystkim musi zarządzać.” Chodziło o to, że w każdym z tych krajów musiał być jakiś miejscowy Michnik, Geremek i Kuroń – czyli michnikuremek, którzy będą zarządzali „demokracją”. 😀 😀

          od RacimiR: Po 27 latach „wolności” sprawa ewoluowała do postaci „demokracja demokracją, ale narodowo-katolicki plebs nie powinien mieć prawa głosu”.

  5. Dziekuje za artykul. Jestem pokoleniem lat 60 i doskonale rozumiem to co pan napisal. Ja sie wyzwolilam ale znam wiele osob,ktore sa za Unia jakby nie przyjmujac do siebie wiadomosci ktore naplywaja z zachodu. Sa tak bezkrytyczni ze az boli.

    od RacimiR: Gratulacje. Są wyzwoleńcy, sam znam wielu, ale niestety w skali ogółu jest to może z 20% pokolenia. Są to głównie osoby, które antykomunizm mają we krwi od urodzenia, sympatycy Solidarności Andrzeja Gwiazdy.

  6. 3 dni z życia wyjęte, ale zrobiony kawał dobrej roboty. Dzięki!

    od Racimir: No nie tak całkiem wyjęte, bo robiłem też inne rzeczy 🙂 W sumie z 8 godzin mi to zajęło. Dzięx 🙂

    • Np. wizyta na Bułgarskiej? 😉

      Pozdrawiam

      od RacimiR: To też, ale w sobotę (bilans dwumeczu – 8:0 i pewnie ostatnia wizyta tam na długi czas). Pisać zacząłem w niedzielę, skończyłem we wtorek o 23:59 🙂

  7. Witam, mimo że artykuł długi to czytało się przyjemnie i bez ziewania 🙂
    Jedyny minus Twojej strony to częstotliwość publikacji, zdecydowanie za rzadko piszesz, ale jeśli miałoby się odbić to na jakości pisanych tekstów, to niech zostanie tak jak jest
    Mam pytanie, jakie portale czytujesz na co dzień? Szukam jakiegoś obiektywnego źródła wiedzy na temat codziennych wydarzeń. Wiadomo że większość mediów i portali jest albo skrajnie antyrządowa (GW, NT), skrajnie głupia o tematyce plotkarskiej (ONET, WP) lub mocno prorządowa (republika). Co Ty czytujesz? Może są jakieś podobne strony do Twojej?

    Pozdrawiam ze Szczecina, kibic Pogoni

    od RacimiR: Dzięki, że wytrzymałeś do końca 🙂 Co czytam? Nie kupuję nic papierowego , tylko internet. Ciężko mówić o czytaniu, zazwyczaj tylko przeglądam nagłówki i wstępy, bo dalej zazwyczaj już nic ciekawego nie ma,. a gdybym miał czytać wszystko, to nie miałbym już czasu na inne czynności. Czytam z lewackich Gazetę i KryPol (wp, onet i interię omijam, bo tam nigdy nie ma nic ciekawego), z Pisowskich niezależną, dorzeczy, wsieci (oczywiście też nagłówki, obrazki i pogrubione słowa – na resztę szkoda czasu). Do tego ndie i euroislam. Z piłkarskich – weszlo i 90minut. Z zagranicznych breitbarty amerykański i londyński. Najwięcej treści jest chyba na pejsie, na stronach typu Żelazna Logika, Logikatory, Nagroda Złotego Goebbelsa, Lemingopedia itd – tam mamy przegląd wszystkich mediów i nie trzeba tracić czasu. O obiektywne media ciężko, ja nie znam żadnych dużych. Nie znam stron podobnych do mojej, ale pewnie jakieś są. Pogoń ciekawy klub i obok Ruchu ostatni „oldschoolowy” stadion 🙂 Pamiętam śmieszną historię, gdy Pogoń zatrudniła samych Brazylijczyków (+ Majdan w bramce). Miało być mistrzostwo, a wyszło dokładnie odwrotnie.

    • Pogoń i Ruch – ostatnie oldskulowe stadiony – zgadzam się.
      W Szczecinie – catering to dwie babki, które podają kiełbasę w bułce przez wyciętą kratę w płocie 😉 Na Cichej jest już lepiej – na dole sektora gości jest taki namiocik jak w ogródku działkowym 😉
      No i Szczecin to podkowa 😉
      Powrót do lat 90 🙂
      Pozdrawiam

      od RacimiR: Na Cichej nieraz dym z tego grillowego namiotu robi toksyczną chmurę na cały sektor gości 🙂 Jest też ciężarówka z wysięgnikiem telewizyjnym, który zasłania gościom i tak już nienajlepszy widok. Na uwagę zasługuje też zaplecze sanitarne – KLIK (od 0:50). Wkrótce (na 4 ligę) może przeniesiemy się na Stadion Śląski 🙂
      Ten e-mail m….k…@…pl jest prawidłowy? Jak nie to poślij mi działający, to coś kibicowskiego odeślę.

    • RacimiR
      Jak już kiedyś wyraziłem swoja opinię – robisz dobrą robotę tutaj.
      Przede wszystkim chodzi mi o uświadamianie bliźnich.

      Dlatego jeżeli nie znasz jeszcze to polecam Ci dwa linki:
      – amerbroker pl – zwłaszcza komentarze #Szachownicy pod artykułami prognozy giełdowe na 2015, 2016, 2017
      – independenttrader pl – również komentarze dot. głównie geopolityki

      Mądrych nigdy za wiele.
      Powodzenia

      od RacimiR: Zobaczę te strony. Ja to w geopolitykę wolę nie wchodzić, bo Polska nie jest tu rozgrywającym, a najważniejsze decyzje nigdy nie wydostają się do mediów. Nawet najwięksi przyjaciele, patrioci i konserwatyści, jak zaczną gadać o geopolityce, to rychło kończy się kłótnią. Wolę do tego nie dopuszczać i skupić się na punktach wspólnych. Spece od geopolityki jak Grzegorz Braun czy Witold Gadowski tracą reputację wskutek swojego przekonania o tym, że Polska jest pępkiem świata, a ich prognozy w 99% nie sprawdzają się.

  8. Przede wszystkim chciałem się przywitać i pozdrowić autora bloga.
    Chciałem też podzielić się jedną ciekawostką, co prawda luźno związaną z tematem tego wpisu.
    Zauważyliście, że wszystkie zdjęcia Georga Sorosa ukazują go jako starca, którym obecnie jest? W sieci nie ma zdjęć młodego Sorosa. Albo ja nie umiem szukać.

    od RacimiR: Cześć! Słuszna uwaga z Sorosem, jest kilka jego zdjęć z młodości, ale faktycznie 99% to czasy „starcze”. Być może w czasach, gdy robił największe wałki finansowe chciał pozostać incognito, bo brudne interesy nie lubią rozgłosu. Teraz, gdy przeszedł na „filantropię” nadrabia swoje celebryckie kompleksy. Ostatnio się dziad ożenił z młodą śliczną dziewczyną, głupia szmata, piosenka „suchy konar” mi się przypomina…

  9. Czasami bywa odwrotnie. Mnie i moim przyjaciółkom (emerytki) obecna Europa wcale się nie podoba, natomiast corka i zięć jednej z nich są euroentuzjastami. I zwolennikami Tuska. Przyjaciolka nawet sie nie odzywa w domu na ten temat, bo od razu jest zakrzykiwana i nazywana „babcią ktora nie rozumie współczesności” lub zgola pisiorka. Na szczescie moje dzieci sa bardziej rozumne. A poza tym artykul świetny

    od RacimiR: Bywa i tak, w skali niemal 40-milionowego kraju muszą być jakieś wyjątki, choć podejrzewam, że urodziłyście się w czasach powojennej traumy, natomiast dzieci podpadają zakompleksione Europą pod „pokolenie Rolling Stones”.

    • Nie jesteśmy aż tak wiekowe. Dzieci lata 80-te, my 50- te

      od RacimiR: A to przepraszam, identycznie jak ja i moi rodzice, tylko u mnie „poglądowo” jest dokładnie odwrotnie.

  10. Artykuł jak zwykle w punkt, ale dwie małe uwagi:
    1. „Kraj był zrujnowany wojnami i zaborami, ale zmotywowana i wykształcona kadra szybko postawiła go na nogi, na bazie euforii po odzyskaniu niepodległości. ” – no raczej nie z „niepodległości”, bo większość sobie zdawała sprawę, że jej nie ma, co z faktu, że zakończyły się masowe łapanki na ulicach, rozstrzeliwania i wywózki do obozów. Terror NKWD/UB był bardziej selektywny i jeżeli ktoś otwarcie nie deklarował wrogości do Polski Ludowej, to raczej nie był represjonowany. Zresztą euforia skończyła się w 1956r.
    2. Wolna Europa, Głos Ameryki, BBC czy Radio Luksemburg nadawały na falach KRÓTKICH, ewentualnie na średnich. Na falach długich nadawała Warszawa 1 (nadaje do dziś). Swoją drogą nie wiadomo dlaczego komuna produkowała radioodbiorniki z zakresem fal krótkich? Wszystkie odbiorniki z tamtych czasów miały ten zakres: Szarotka, Domino, Jowita)? Przecież w tamtych czasach wystarczyłaby jedna decyzja Biura Politycznego …. Komuna chciała, by ludzie słuchali RWE? Oczywiście zagłuszali, ale cała sztuka polegała na znalezieniu tej jednej stacji, której sami słuchali… 😀

    Sam jestem z zakresu 1945 – 75, ale nie dotyczy mnie to zjawisko, które opisałeś. Wystarczy tylko zdrowy rozsądek i trzeźwe spojrzenie. Ale masz rację – wiele razy spotykałem ludzi, którzy jęczą: „cały świat się śmieje z polskiego zaścianka i ciemnogrodu” (już nawet nie Europa, tylko cały świat).
    I masz rację – oni są nieuleczalni. Tylko biologia rozwiąże ten problem…….

    od RacimiR: Z odzyskaniem niepodległości chodziło mi o to, że było pod tym względem lepiej, niż podczas zaborów. Dużo ludzi uwierzyło też w komunistyczną propagandę. Wielu szczerze opłakiwało Lenina i Stalina, wierząc, że to byli mężowie stanu i przyjaciele Polski. Wujek mi opowiadał, że całe klasy szkolne były zmuszane do opłakiwania tych zbrodniarzy. Z falami radiowymi faktycznie wtopa (wynikająca z braku praktyki „kombinatorycznej” w tamtych czasach), poprawiłem to.
    Z Polski to właśnie się wszyscy śmiali podczas schyłkowej komuny. Wystarczy obejrzeć wideoklip Lady Pank „Minus zero”, gdy próbowali robić karierę w USA (z marnym skutkiem). Pies ukradł kiebłasę i schował się pod czołg, ha ha ha. Obecnie nikt się z Polski nie śmieje, wystarczy poczytać komentarze na temat Polaków na zagranicznych stronach – coraz częściej stawiani jesteśmy za wzór, zwłaszcza w kwestii nachodźców. Jedyna negatywna opinia, z jaką nas kojarzą na zachodzie to łatwe, głupie kobiety, dobre do seksu, gotowania i sprzątania. Natomiast jeśli chodzi o jakiś Trybunał czy inne pierdoły, to na zachodzie nikt o tym nawet nie wie, nie mówiąc już o jakimś śmianiu się z Polski.
    „Pedagogika wstydu” to zjawisko wykreowane sztucznie przez media, zresztą w każdym kraju jest to samo. Niemcom do dziś wmawia się, że cały świat ich nienawidzi za holokaust i wojnę, Anglikom wmawia się, że cały świat ich nienawidzi za kolonializm itd. Cel jest taki, że wszyscy mają jakieś poczucie winy, wtedy nie są skłonni do walki i łatwiej nimi sterować.

  11. Serwus,

    artykuł świetny, zazdroszczę (pozytywnie) tej lekkości pióra i dobrej ironii.
    Merytorycznie oklaski – widać, że nie jesteś produktem gimbazy i tvn-u, 😉
    Też jestem dzieckiem „stanu wojennego”, ja tak bardziej naciągany, bo urodziłem się jeszcze za tow. Kani, a przed Jaruzelem, ale odnajduje w Twoich tekstach swoje dzieciństwo, młodość, osiedle, LO, studia, itd.
    Z tą unią i referendum w 2004 – to był majstersztyk, nawet ja, od zawsze o mocnych poglądach prawicowych [w LO w Lidze Republikańskiej z Mariuszem Kamińskim ;-)], dałem się nabrać i zagłosowałem za… Wstyd… Do tej pory żona się ze mnie śmieje… 😉 Boję się, że dzieciom powie jak dorosną 😉

    Myślę, że Twoja strona ma też charakter edukacyjny – i na pewno – ktoś, kto jeszcze ma odrobinę krytycyzmu i zdrowego rozsądku, a nie jest ogłupiałym lemingiem, ma szansę wyjść na ludzi i zmienić zdanie 😉

    Pzdr,

    Kaliski Fan Lecha

    od RacimiR: Ja też głosowałem za Unią, ale wtedy interesowało mnie głownie piwo, bongo i kobiety. Człowiek z wiekiem szlachetnieje 🙂 Co do walorów edukacyjnych – wątpię, żeby lewactwo tutaj zaglądało. Jedynie różne hejtsopy regularnie czytają w poszukiwaniu haka, ale tych gamoni na pewno nie wyedukuję.

    • Ja w 2004 roku oczywiście nie potrafiłem wyartykułować tego wszystkiego co dziś, ale już wtedy coś mi się nie podobało z tą całą Unią – a więc zbojkotowałem to referendum.
      Podobno karty do głosowania po referendum zostały bardzo szybko zniszczone….
      Chociaż patrząc po znajomych raczej nie trzeba było fałszować wyników….. Dominowało przekonanie – jak mawia Stanisław Michalkiewicz – „Wstąpimy do Unii i znowu będzie jak za Gierka”. 😀

  12. Świetna analiza tematu. Z moich obserwacji wynika, że jest nas może trochę więcej niż myślisz, przebudzonych, w opisywanym przedziale wiekowym. Ze wstydem wspominamy ostrzeżenia rodzinnej starszyzny przed u-e i słowa ” sprzedacie Polskę”. Wtedy jednak nie mieliśmy świadomości jakiego spustoszenia dokonał na zachodzie marksizm kulturowy. A potem ze zgrozą obserwowaliśmy ewoluowanie u-e w kierunku tego absurdu jakim jest teraz. Niestety, wśród rówieśników mojej córki (rocznik 86) widoczny jest fatalny wpływ lewackiej edukacji. A nasze ostrzeżenia i próby otworzenia im oczu zdają się do nich nie docierać. Dlatego to co robisz RacimiR ma ogromne znaczenie, bo teraz musimy tą POLSKĘ ODZYSKAĆ!!!
    Serdecznie Cię pozdrawiam.

    od RacimiR: Dzięki, również pozdrawiam. Co do lewackiej edukacji – najgorzej jest na dużych uniwersytetach, na wydziałach humanistycznych. To istne królestwo lewactwa. Na naukach ścisłych jest na szczęście inaczej, bo tam nie ma czasu na pierdoły.

    • Powiedziałbym nawet że uczelnie techniczne są nastawione prawicowo, a wynika to z 2 powodów. 1 to fakt iż nauki ścisłe zmuszają człowieka do logicznego myślenia a 2 to to iż absolwenci uczelni technicznych są w przyszłości ludźmi generującymi zysk dla gospodarki a więc płacącymi podatki więc nie uśmiecha im się zabawa w socjalizmy i organizacje pozarządowe. Przemiany ustrojowe doprowadziły do zabicia polskiego przemysłu, (np z mojej dziedziny upadła znana firma Unitra ktora produkowała np procesory). Dlatego spory odsetek absolwentow kierunkow technicznych a przede wszystkim ściśle technicznych(informatyka,elektronika,telekomunikacja,automatyka,mechatronika i pochodne) jest zmuszona do zakladania wlasnych firm. Polskie państwo rzuca im jednak kłody pod nogi i bardzo często zdarza sie tak że produkty kupują egzotyczne kraje jak singapur a panstwowe firmy wybierają slabsze i droższe rozwiazania firm niemieckich czy francuskich. Takie przyklady powodują że polscy inżynierowienie mają kompleksów wzgledem zachodu a zaczynają dostrzegać zepsucie UE a także poddańczą postawę Polski wzgledem zachodnich sasiadow

      od RacimiR: Zgadzam się, z wyjątkiem tego, że niemieckie produkty są słabsze. Chciałbym, żeby tak było, ale niestety tak nie jest. Są co najmniej takie same, a niestety najczęściej lepsze, natomiast są droższe, co nas ratuje. Zwłaszcza jeśli chodzi o informatykę – polskie firmy typu Prokom czy Comarch są 100 lat za murzynami, a jak państwo zamówi u nich jakiś drogi system to od razu wiadomo, że będzie on: droższy niż planowano, później niż planowano, a najczęściej nie będzie działał jak należy. Dlatego zresztą najlepsi informatycy pracują w zagranicznych firmach, bo w polskich nie ma ani atmosfery, ani zarobków, ani prestiżu, jest za to „czeski film”.

      • Pantaleon – zapewniam Cię, że zbyt optymistycznie oceniasz absolwentów uczelni technicznych….. Nawet tych po 50-tce, którzy kończyli te uczelnie jeszcze w czasach gdy – niby – poważnie podchodzono przynajmniej do fizyki, algebry, geometrii czy chemii….
        Pracowałem z takimi….dyplomowanymi durniami…..
        Ręce opadają mi do dzisiaj…….

        od RacimiR: Wszędzie znajdą się czarne owce, ale na polibudach są dużo mniejsze szanse, niż na uniwersytetach. A już humanistyczne wydziały Uniwersytetu Warszawskiego to jedno wielkie lewactwo i dżenderyzm.
        Pewnie wpływ na to ma fakt, że humanistyka to studentki, a polibuda to studenci.

        • Nie wiem jak jest dziś (wiadomo postęp, feminizm, dżenderyzm), ale za moich czasów kobiety szły studiować na politechnikę (mechanika, elektrotechnika) tylko po to, by….. znaleźć męża.
          Wiadomo – 3 kobiety i 150 facetów – zawsze się coś wyselekcjonuje 😀 😀
          Kobiety te z reguły nie były ponadprzeciętnej urody i to one musiały się starać, by ustrzelić jakiegoś równie zdesperowanego jak one samca…….
          Zawsze taka kogoś trafiła….
          Szczęście? Nie – raczej rachunek prawdopodobieństwa….
          😀 😀

          od RacimiR: U mnie było identycznie – po 2-3 kobiety na grupę, z tego prawie same o „radiowej” urodzie. Dokładnie odwrotnie jest na humanistycznych wydziałach, dlatego lewactwo tam dużo większe (gdyby nachodźcami były młode, ładne, dobrze ubrane i napalone to pewnie byłoby w tej kwestii dokładnie odwrotnie – humanistyczne uczelnie byłyby teraz „faszystowskie”).

          • Laski to były na uniwerku: biologia, polonistyka, historia. politologia itp.
            Dużo ładnych dziewczyn było też na medycynie, ale te były bardzo zarozumiałe i niedostępne (przynajmniej taką pozę przyjmowały)……
            A na Politechnice – desperatki, które wiedziały – jeżeli nie teraz – to NIGDY……
            😀 😀

  13. Dziękuję Panu za ten essej. Pokaże go mojemu synowi ( ma teraz maturę ) . Ja też się wyzwoliłem ( podobnie jak ten pan lat udzorony w latach 60 ) . W latach 90 – tych akceptowałem wszystko co napiszała GW , kłóciłem się z moim ojcem ( który wtedy był zwalniany z wielkiego zakładu lotniczego na Podkarpaciu, teraz mi wstyd na moje ówczesne poglądy ) . Dobrze , że są tacy ludzie jak Pan, którzy otwierają ludziom oczy ( ale to jest możliwe tylko w erze internetu , wcześniej najwyżej jakies ulotki były możliwe ).

    od RacimiR: Dziękuję, zawsze jest dobry czas na zmądrzenie 🙂 Faktycznie, internet to dla nas zbawienie – zdecentralizowana sieć, której nie można wyłączyć. Tak wiele osób jest od niego uzależnionych, że każda próba jego kontroli z góry jest skazana na porażkę (np. ACTA). Istny czarny sen dla propagandystów.

  14. IMHO wszystko sprowadza sie do emerytur. U nas emeryci uwielbiaja Bruksele, bo widza w niej sponsora dla polskiego budzetu. W Rosji emeryci nienawidza kapitalistow, bo w latach 90-tych na skutek radosnych reform przestano wyplacac emerytury.

    • Próbowałem kiedyś dyskutować z człowiekiem, który twierdził, że UE daje nam pieniądze z dobrego serca.
      Nic z tego.
      Nic do niego nie docierało.
      Facet był z tego zakresu wiekowego, który podał Racimir.
      Te roczniki są już stracone….. Tylko biologia może zakończyć ich cierpienia…. 🙁

  15. A propos lat 90-tych to pomimo (czy też może z powodu :P) mojego młodego wieku wspominam te czasy naprawdę bardzo miło. Były to dla mnie takie różowe lata 90-te :). Rodzice nie mieli żadnego problemu z pracą, ceny nie były zbyt wysokie, w domu jakoś nie brakowało. Pamiętam kasety magnetofonowe, disco relax co niedziela na polszmacie, ganianie za piłką, zabawy w chowanego, oranżadę ptyś spożywaną na miejscu, gumy turbo i te z kaczorem donaldem, gry w kapsle, wodę z syfonu, glany, kurtki „fleki”, jak dziewczyny grały w gumę lub skakały na skakance, klapki „kubota”, drechy adidasa i podróbki, kolonie i obozy – te czasy były pełne kiczu i tandety ale bardzo fajnie je wspominam. Było zajebiście nawet jak się nie miało ani grosza w kieszeni. Cholera gdzie to się wszystko podziało? 😛

    od RacimiR: Mam podobne wspomnienia. Chyba chodzi o to, że każdy miło wspomina swoją młodość 🙂 Klapki „Kubota” ostatnio kupiłem sobie w Auchanie z sentymentu, gumy Turbo też są, ale jakoś dziwnie smakują.

  16. Witaj RacimiR!
    Dołączam się do grona fanów i również cieszę się, że piszesz i możemy poczytać coś mądrego i wnikliwego!
    A swoją drogą widzę po wpisach, że czasy młodości (nie ważne jak odległej) budzą sentymentalne wspominki i każdy widzi swoją młodość kolorowo i różowo! I nie ma znaczenia czy to by ły lata 50-te, 70-te czy 90-te! Tylko guma do żucia się zmienia i telewizyjne „dobranocki”!
    Rzeczywiście polskie społeczeństwo ma dobrze namieszane w głowach i możemy za to podziękować „czerwonym baronom” z byłej PZPR – zrobili świetną robotę! 🙁
    Sądząc po wpisach czasami nawet młodzi wpatrzeni są w tzw. „zachód” ale mam nadzieję, że sprawdzi się to co piszesz o młodym pokoleniu, które poczuło patriotyzm i wyzwoliło się z kompleksów, jest dumne z bycia Polakami!
    U mnie w rodzinie 80-cio latkowie są za PO i bezkrytycznie „łykają” jad z TVN a plują na PiS i Kaczyńskiego a 50-cio latkowie i nieco młodsi popierają PiS a TVN, GW i kreatury pokroju Michnika trzymają na dystans! Jak to jednak różnie się układa!
    Może uda kiedyś Polakom całkowicie wyzwolić z kompleksów – boję się jednak, że potrzeba wielu pokoleń i spokoju którego niestety ani światowe klany żydowskie i lewackie nam nie dadzą!
    Pozdrawiam!

  17. Bardzo dobry artykuł – gratuluje.
    Odnośnie pokolenia moich rodziców tj 45-75 to przypomina mi się żart w miarę popularny z okresu komunizmu:
    „Co zrobić żeby w Polsce zapanował powszechny dobrobyt?
    Wypowiedzieć wojnę USA i się poddać się bez walki :)”

    To pokazuje bardzo dobrze logikę myślenia osób wychowanych w tamtym czasie. Osoby te traktują to poddaństwo jako metodę na dobrobyt w Polsce. W niedużym ułamku mają rację, jakby nie patrzeć to Kowalskiemu jak na razie żyje się lepiej niż w czasach komuny. Młodym to jednak nie wystarcza i nie zgadzają się żeby być poddanymi kogokolwiek!!!

  18. Według ,,sondażu” dla Faktów TVN-u PO wygrywa z PiS-em (PO ma 31% poparcia a PiS 29%). W to to ja nigdy nie uwierzę, Polacy chyba nie są aż tak głupi. W ,,sondaże” TVN-u to w życiu nie uwierzę.
    Tym bardziej że kilka dni temu sondaż CBOS twierdzi że PiS ma 38% poparcia a PO 19%
    http://wiadomosci.wp.pl/po-przed-pis-najnowszy-sondaz-polityczny-6116213954029185a

    PS: Kiedyś napisałem komentarz o tym gdy PO zaczynała doganiać PiS a ty RacimiR odpisałeś że teraz sondaże będą się różnić w zależności kto je (tzn.sondaże) będzie robił. Jesteś jasnowidzem.
    PS 2: A może napisz artykuł o obecnych sondażach.

    od RacimiR: Trzeba patrzeć, kto zamawia sondaż. Klient płaci – klient wymaga. Aż sobie Fakty włączyłem teraz – oczywiście sondaż to główna wiadomością dnia. Stary sondaż prezydencki Millward Brown dla Faktów ustawiłem sobie nawet jako „zdjęcie w tle” na pejsie – KLIK. Równie wiarygodny.

  19. A co sadzisz o glosowaniu PIS przeciwko rezolucji w europarlamencie (chodzi mi o rezolucje wzywajaca Erdogana do uwolnienia opozycjonistow,dzinnikarzy i wiezniow politycznych)? Ja zdaje sobie sprawe ze cala EU moze cale g…..o zrobic Erdoganowi ale wizerunkowo to chyba nie najlepiej wyglada.W zeszlym roku Waszczykowski popieral Turcje do przylaczenia do EU, teraz ta rezolucja.Oni wszyscy cierpia na jakas schize. Blaszczak straszy zreszta bardzo slusznie nachodzcami a minister chce sie bratac z Turasami.

    od RacimiR: Nie wiem jak tam dokładnie było (może im tak kazali głosować kazali szefowie frakcji), ale masz rację – mogli zagłosować za „wolnością”. Erdogan i tak ma w dupie to głosowanie, a PR-owo dużo lepiej by to dla PiSu wyglądało.

  20. Nie no, stary, jesteś moim idolem. Znakomicie się Ciebie czyta. Ja jestem z rocznika 87 i na wiele spraw mam dokładnie ten sam pogląd. To tacy ludzie jak Ty powinni reprezentować interesy Polaków w sejmie, tylko tam takich porządnych nie biorą.

    od RacimiR: Dzięki 🙂 Ja to do sejmu się nie nadawałbym.

  21. Mówisz, że eurolewactwo trzyma się stołków, ale w końcu wymrą. Jest jeszcze jeden, najczarniejszy dla nas scenariusz. Całe to światowe lewactwo i żydomasońskie rządy wywołają w końcu jakiś globalny konflikt, a jak wiemy na wojnę, szczególnie na linię frontu wysyłani są młodzi, najbardziej gorliwi obywatele gotowi ginąć za swój kraj. Wówczas tetrycy u steru pozbywają się młodych gniewnych, przy okazji zarabiając krocie na wojnie. Następnie w powojennej rzeczywistości następuje boom demograficzny i na świat przychodzą kolejne rzesze nowych, gotowych do indoktrynacji trybików tej chorej machiny (patrz: powojenne pokolenie dotknięte PRL-owską traumą). Straszne, co?

    od RacimiR: Według mnie nie będzie już światowej wojny w takim rozumieniu, jak poprzednie (globalny konflikt zbrojny). Teraz wojny będą hybrydowe i informacyjne, no i ta nieunikniona – religijna (agresorem oczywiście islam), ale to będzie wojna domowa i uliczna, nie będzie już potężnych „frontów”, znanych z Ii W.Ś.

  22. To o protestach organizowanych za ciężkie pieniądze, które przyciągają z 500 osób top, a potem media z tego muszą zrobić „magię telewizji” i rozmnożyć tłumy, jest bardzo pozytywną wiadomością za każdym razem gdy o czymś takim czytam.

    Jest coś czego pieniądze nie mogą kupić, czyli porządny prosty wkurw. Ale od czasów protestów o ACTA obawiam się, że Polacy jako naród właśnie trochę za mało obecnie protestują….powinien być znacznie większy rozgardiasz w tym zakresie,ale z drugiej strony reagować na samoorających się KODowców to by był strzał w stopę bo by ich to bardziej legitymizowało. A jak widać po mediach, czy to tradycyjnych czy internetowych, nie ważne co się mówi, ważne by się mówiło- choć w wypadku akcji jak KOD to już nie do końca. Sęk w tym by zwyczajnie KODowców nie podekscytować do dalszego działania,a dać inicjatywie zdechnąć śmiercią naturalną. Nawet jeśli kusi, oj kusi, by to przyspieszyć tak progresywną rzeczą jaką jest eutanazja.

    od RacimiR: Pamiętam w Wyborczej, że jakoś 2 lata temu zrobili newsa na główną stronę z protestu antykatolickiego, w którym uczestniczyła 1 (słownie: jedna) osoba (+ kilkunastu dziennikarzy). Tam chyba było ze 40 zdjęć tej jednej protestującej osoby (zresztą feministki wygolonej na łyso). Wydźwięk artykułu był taki, jakby ta jedna baba była dowodem na bunt całego społeczeństwa przeciwko katolicyzmowi 😀

  23. Wchodzę sobie od czasu do czasu na wp – wiecie, tak żeby się pośmiać lub zastanowić na ludzką głupotą – i tam po prawej stronie są dodawane ankiety.

    Ostatnio była o tym na kogo oddamy głos w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Donald Tusk miał ponad 50% głosów, jeszcze rok temu bym się zastanawiał kto w takie brednie uwierzy ale dzisiaj już wiem że są ludzie którzy właśnie takie ankiety – lub te sondaże gdzie PO pogoniło PiS – biorą całkowicie poważnie. Niestety, także moi krewni. Jak ja bym poszedł w grupkę młodych ludzi i wypytał o sympatie polityczne to strzelam że Korwin miałby 40 do 60%. Te sondaże są robione bez oytania kogolwiek ale chciałem Wam pokazać że można uzyskać wynik jaki się chce, wystarczy odpowiednie osoby zapytać 😛

    Druga sprawa z wp to teraz pytanie o treści „Czy jesteś zadowolony(a) z członkostwa w UE?”. 79,8% odpowiedziało że tak, tam w redakcji mają wszystkich ludzi za otumanionych idiotów którzy wierzą w wersje TVN czy GW. Kupa śmiechu 🙂

    od RacimiR: Wszystko zależy, gdzie się robi ankietę. Portal wp jest miejscem dla lewaków i poddańców niemieckich. Sam tam kiedyś wchodziłem (dla jaj), ale od kilku miesięcy nie mogę tego zdzierżyć – przyjęli grupkę „dziennikarzy” od Tomasza Lisa i skręcili jeszcze bardziej w stronę Niemiec i lewactwa. Druga Gazeta Wyborcza się robi – reszta normalnych ludzi stamtąd ucieka, no i potem ankiety wychodzą takie, a nie inne.

    • Spytałem kiedyś znajomego leminga co mu się konkretnie nie podoba w Andrzeju Dudzie, którego ciągle przeklina? Odpowiedź była taka: „Bo uśmiecha się jak taki głupek”.
      😀 😀 😀

      od RacimiR: Ja wczoraj z lemingami oglądałem „Wiadomości” – mówiono tam, że portal defense24 podał, że amerykanie przeniosą europejskie dowództwo NATO z Niemiec do Poznania. Co na to lemingi? Najpierw skrytykowali, że informację podaje portal, a nie MON, a potem że to i tak nic nie da, bo Ruscy są od nas silniejsi militarnie.

  24. Na zagrożenie płynące z zachodu dla polskiej tożsamości już kiedyś ostrzegał Dmowski . Miało to wynikać z pewnego kompleksu niższości wobec kultury zachodu i zarazem poczucia wyższości względem kultury rosyjskiej . Po prostu rusyfikacja oznaczała schamienie i regres cywilizacyjny natomiast germanizacja mogła wynikać z uznania dla kultury prawnej na zachodzie Europy .
    Ciekawe jest że po wprowadzeniu stanu wojennego kilkanaście tysięcy tzw. nacjonalistów Solidarności zmuszono do wyjazdu za granice, gdzie na ogoł podjęli działalność zarobkowa i polityczny ślad po nich zaginał. Mimo niewątpliwego patriotyzmu polski aktyw solidarnościowy byl bardzo surowy politycznie , nie wyrobiony , nie orientujący się w międzynarodowych kulisach pierestrojki . Po banicji tego aktywu w kraju pozostal KOR i agentura bezpieki czyli odpady . Totez Solidarność w okresie po roku 1989 weszła w sojusze z organizacjami pro- korowskimi i stracila spoleczne poparcie.
    Jaka jest świadomowść dzisiaj kulisów stanu wojennego ? , a Jaruzelskiego czyniąc jedynym winowajca stanu wojennego , doprawdy nie wiem . Dlaczego np. resztki polskiego aktywu solidarnościowego nie winią za niego co najmniej w równym stopniu KOR-u , też nie wiem .
    Jak się okazało udana prowokacja zachodnich trockistów tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego była skuteczna również infiltracja solidarności w 1981 przez trockistowski KOR doprowadziła do stanu wojennego i pacyfikacji wszystkich organizacji patriotycznych w tym Narodowej Demokracji czy Młodzieży Wszechpolskiej .
    Trockistowski KOR w kierownictwie Solidarności dostrzegł zagrożenie perspektywą oddolnego organizowania się związkowców przy pomocy Kościoła Katolickiego i wspomnianych organizacji patriotycznych i narodowych .
    Było to w sprzeczności z programem trockistowskiego KOR który postulował proklamowanie Europejskiego kraju rad – który obecnie teraz mamy jako Unie Europejską .
    Podobnie jak podwyżka cen miesa była prowokacją w celu obalenia Gierka – tak samo prowokacje trockistowskie podjudzające do pochodów i niepokojów a nawet do strajków w zakładach były prowokacją mającą na celu doprowadzenia do konfrontacji z Kremlem .
    Są autentyczne dowody historyczne z trockistowskiej gazety „Walka klas ” rozdawanej w solidarnosci przed stanem wojenym w której nawołują do centralizacji związków zawodowych a potem do konfrontacji z Kremlem . To była inicjatywa trockistów w PZRP , organach siłowych MSW oraz w szeregach KOR .
    Proszę sięgnąć do tekstów mecenasa Barańskiego którego teksty są świadectwem historii przełomu lat 1975 – 1982 . Kiedy zachód dążył poprzez kanały wpływu do destabilizacji sytuacji w Polsce . I to się zachodowi udało dzięki obozowi koniunkturalistów i trockistów w PZPR którzy zawarli sojusz – tzw słynna „grupa trzymająca władzę” przeciwko frakcji patriotów w PZPR .
    Wbrew tworzonym mitom Solidarnośc nie obaliła tzw. komunizmu , natomiast odegrała swoja , byc może zaplanowana role .
    Prawdopodobnie wydarzenia w Polsce , masowośc ruchu solidarnościowego, przerosły zaplanowany scenariusz i zaistniała potrzeba likwidacji tego ruchu a przynajmniej jego katolicki i narodowy charakter .

  25. http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,65134,Efekt-Domina-Tom-1-2-Czy-Ameryka-obalila-komunizm

    W tej książce jest ponoć (nie czytałem jeszcze) dokładnie opisane to o czym piszesz.
    Jest tam też opisana sprawa funduszy jakie „S” dostawała z Zachodu. 80% tych pieniędzy zostało zwyczajnie rozkradzionych, a podane nazwiska „podziemnych” złodziei to „legendy”…….. To również może wyjaśniać pochodzenie niektórych majątków (np. dużej firmy transportowej z Wrocławia) oraz karier politycznych sterowanych na przykład szantażem…. Jest tam opisana historia Kornela Morawieckiego i jego kontaktów z Rockefellerem…. To może być klucz do kariery bankowej jego syna, Mateusza….

    Polecam również tą pozycję:
    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/204713/victory-czyli-zwyciestwo

    • W atmosferze oskarżeń o szpiegostwo najlepiej się czują szpiedzy . Podobny mechanizm z pomówieniem o kontakty Rockefellera z Morawieckim . Ciekawe komu wychodzi korzystniej takie oskarżenie ?
      To jest stara metoda stosowana przez tajną policję jeszcze w 19 wieku . Potem metodę kontrolowanych prowokacji przejęła carska ochrana która jakimś ” cudem ” uniknęła eksterminacja za czasów rewolucji bolszewickiej i praktycznie funkcjonowała jako Czeka a potem KGB .
      Te metody można było zaobserwować w czasie poprzednich rządów PO podczas manifestacji patriotycznych 11 listopada .
      Polegało to najczęściej na tym że ludzie z policji wmieszali się w tłum się po cywilnemu i najgłośniej wykrzykiwali hasła prowokowali do starć z policją oraz niszczyli mienie prywatne i publiczne .
      Również historia sowietów jest pełna takich historii – czystki oficerów armii czerwonej inspirowane przez niemieckiego agenta – szefa NKVD Jeżowa i przy okazji akcja NKVD na Polakach 1937-38 , czy udana prowokacja ( polskiego żyda ) Józefa Światło zakończona śmiercią Stalina i potem samego Berii .

      • Nie chcę polemizować, bo jeszcze nie czytałem książki Pawła Zyzaka.
        Natomiast ciekawa jest odpowiedź na pytanie jakie to sprężyny wepchnęły młodego Morawieckiego (który przecież nie jest resortowym dzieckiem) na posady gdzie kasowało się miliony?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *