Polityka w polskiej muzyce i sztuce

Jędrek Kodymowski

Do napisania tego tekstu sprowokował mnie niedawny koncert trójmiejskiego, mocno niedocenianego zespołu, o wdzięcznej nazwie „Apteka” (dzisiejsza Apteka to de facto jeden człowiek – Jędrzej Kodymowski, który co chwilę wymienia cały skład). Jest to, według mojego gustu muzycznego – jeden z najlepszych polskich zespołów rockowych. Twórczość zespołu Bracia czy Patrycji Markowskiej (z całym szacunkiem) to chuj, a nie rock. Aptekę cechują niebanalne teksty, dobre kompozycje, świetna aranżacja. Zapytałem znajomych narodowców, czy nie przeszliby się ze mną na ten koncert. Ich „odpowiedź” mocno mnie zdziwiła. Dostałem (soczysty w wulgaryzmy) wykład o tym, że Apteka to „brudy” oraz „lewaki”, a mój udział w tym koncercie będzie bardzo źle odebrany. Doszło do mocno ożywionej dyskusji i do dzisiaj te osoby patrzą na mnie z lekką dozą nieufności. Jest to dla mnie dziwna sprawa, bo twórczość zespołu Apteka na pewno nie jest lewacka. W latach 90-tych słuchało się piosenek tego zespołu w podróży na mecze wyjazdowe, gdy połowa pociągu to byli narodowi socjaliści w pomarańczowych flyersach. Jeden z nowszych przebojów Apteki: „Murzynek Bambo” również nie świadczy o lewactwie. Ostatnio Kodym robił sobie jaja z gościem z Pyta.pl na marszu KOD. Teksty Kodymowskiego są uniwersalne, powiedziałbym nawet, że mocno życiowe. Ani lewackie, ani prawackie. To według mnie prawidłowa postawa, bo nienawidzę, gdy artyści, podpuszczani przez media zaczynają politykować – nie do tego oni służą. Co więc tak rozjuszyło tych narodowców? Ano to, że niektórzy fani tego zespołu to lewaki. Istotnie – na wspomnianym koncercie (na który oczywiście poszedłem) było kilka osób, wyglądających „punkowo”. Kilka innych osób było wygolonych na łyso. Jednakże ponad 90% osób wyglądało ‚neutralnie’. Co ja mam na to poradzić? Albo Kodymowski? Ludziska przyszli, kupili bilety, to niech sobie są. Mi to nie przeszkadza, dopóki ktoś nie zaczyna politykować, albo rzygać mi na buty. Takie uroki imprez masowych, że miksują się tam osoby z różnych środowisk. Inny zarzut wspomnianych znajomych był taki, że Apteka grała na Woodstocku. Nie jest to dla mnie jakiś powód do chwały, ale prawda jest jednak taka, że prawie każdy polski muzykant chciałby tam wystąpić. Nie dla poglądów Owsiaka, ale dla sześciocyfrowej liczby widzów. Na tym polega zawód artysty, aby jego twórczość była „konsumowana” przez jak największą liczbę odbiorców. Nawet zaangażowane politycznie, lewackie pisarki ze stajni Gazety Wyborczej, jak Tokarczuk, Graff, Gretkowska, Chutnik – nie piszą na okładkach swoich „dzieł”, żeby konserwatyści trzymali się od nich z daleka. Poglądy poglądami, ale pecunia non olet.

Jeszcze bardziej pokrzywdzony przez „bojkot drugiej strony” jest zespół Dezerter. Byłem na kilku koncertach i tam już wśród publiki dominuje wkładka lewacko-punkowa (gdyby wspomniani narodowcy dowiedzieli się, że byłem na Dezerterze – pewnie nasz kontakt urwałby się całkowicie). Początkowo był to zespół uniwersalny i „ogólnobuntowniczy”, tak jak Apteka. W czasach PRL występowali w Jarocinie, którego publika była typowo antykomunistyczna. Przez pierwsze 10 lat istnienia – zespół na koncertach gromadził przekrój całego społeczeństwa z naciskiem na antybolszewizm. Zmieniło się to o 180 stopni na początku lat 90-tych. Pewien nieokiełznany splot okoliczności (być może był to udział w sorosowym projekcie ‚Muzyka Przeciwko Rasizmowi’) spowodował, że na koncerty Dezertera coraz więcej zaczęło przychodzić lewaków. Dzisiaj Dezerter to zespół, kojarzony ewidentnie z radykalnym lewactwem oraz antifą. Zabawne jest to, że ten zespól nigdy o to nie zabiegał. Po prostu tacy, a nie inni ludzie zaczęli przychodzić na ich koncerty i tak już zostało, przecież muzycy nie wywalą swoich klientów za drzwi, bo do garnka trzeba coś włożyć. Z czasem zespół pogodził się z tym, że ilość prawicowców na ich koncertach zawsze będzie znikoma, więc zaczęli angażować się w lewackie akcje. Wydaje mi się, że panowie z Dezertera chcieliby, aby na ich występy przychodzili ludzie o różnych poglądach, a nie tylko wąski, niereformowalny wycinek lewacki. Stąd do dnia dzisiejszego teksty Dezerera są raczej uniwersalne. Może i są lekko antykościelne, ale według mnie obecny kościół zasługuje na krytykę, bo odszedł od klasycznych wartości, a w dodatku na jego czele stoi antypapież Franciszek. Zresztą teksty takiego Kazika Staszewskiego też są antykościelne, a uznawany jest on raczej za artystę neutralnego, z lekkim odchyleniem prawicowym.

Ciekawe, co by było, gdyby w jednym filmie zagrali Maciej Stuhr i Janusz Rewiński. Pewnie mało kto by na taki film wybrał się do kina (o ile w ogóle zostałby nagrany, np. ostatnio Daniel Olbrychski z powodów politycznych nie zdzierżył prac nad wspólnym przedstawieniem z Anną Chodakowską). Jedni zbojkotowaliby, bo gra w nim resortowe dziecko żydokomuny, a drudzy – bo gra w nim członek „sekty smoleńskiej”… Problem jest tu, że obaj panowie (na własne życzenie) zbyt mocno poszli w politykę i teraz zbierają tego, nomen omen, pokłosie. Wystarczy poczytać komentarze pod artykułami o tych aktorach – większość z nich posiada naturę polityczną, a tylko niewielka część – artystyczną.

Są oczywiście przypadki poglądowo ekstremalne, jak np. zespół Obłęd (ex-Konkwista88) czy raper Tadek, a z drugiej strony zespoły Blade Loki, Big Cyc, Maria Peszek czy pewna polsko-amerykańsko-francusko-włosko-żydowska reżyserka, której brzydota psychiczna jest jeszcze większa, niż fizyczna. Oni raczej nie życzyliby sobie, aby „druga strona” konsumowała ich zaangażowaną światopoglądowo twórczość, słusznie wietrząc w tym jakiś podstęp. Według mnie – w tego typu przypadkach sztuka jest tylko narzędziem, służącym do rozpowszechniania swoich poglądów politycznych. Trudno więc mówić tu o artystach, bardziej o aktywistach. Taka pani „reżyser” w przeciągu jednego roku więcej razy była w politycznym programie „Tomasz Lis na żywo”, niż nakręciła filmów przez całe życie…

W obecnych czasach większość artystów ma poglądy lewicowe. Spowodowane jest to tym, że niemal przez 3 ostatnie ćwierćwiecza rządziła (i przyznawała dotacje) światopoglądowa lewica. Drugi ważny czynnik to potężna nadreprezentacja środowisk żydowskich w kulturze i sztuce. Zdecydowana większość Żydów zawsze wobec gojów promowała i będzie promować wartości lewackie. Od niedawna zaczęło się to jednak zmieniać – wśród młodzieży nastała moda na patriotyzm, a nowa siła polityczna zaczęła zwalczać żydokomunę, promując w jej miejsce żydoprawicę (nazwiska Stuhr i Holland zostały zastąpione nazwiskami Wildstein i Tyrmand). Jak śpiewał wspominany wcześniej Kazik: „wszyscy artyści to prostytutki”, więc im dłużej potrwa obecna sytuacja polityczna, tym bardziej polska kultura będzie skręcać w prawo. Ostatnim na to dowodem jest (słabej jakości, ale popularny) aktor – Tomasz Karolak, który jeszcze niedawno reklamował „kolorową niepodległą” i agitował za Bronisławem Komorowskim, razem z Tomaszem Lisem próbując zdyskredytować córkę Andrzeja Dudy. Niecałe 2 lata później – Tomasz Lis i jego portal już – Karolaka nie lubi

Według mnie – artyści powinni zająć się sztuką. Niestety – w ostatnich czasach jest dokładnie odwrotnie (a to, co się dzieje pod tym względem w Stanach Zjednoczonych po zwycięstwie Donalda Trumpa zakrawa już o szaleństwo). Dla mnie aktor czy muzyk nie jest większym autorytetem w dziedzinie polityki, niż piekarz, kierowca, magazynier czy kasjerka. Kompletnie nie rozumiem głupkowatego trendu, polegającego na robieniu z artystów autorytetów do spraw politycznych. Według mnie duża w tym zasługa środowisk żydowskich, które posiadają zarówno media, jak i duża część tychże artystów i ich menedżerów. Znam osoby, których ulubionymi filmami były do niedawna „Chłopaki nie płaczą” i „Poranek Kojota”, ale po ostatnich wyczynach Macieja Stuhra – nie potrafią oni na te filmy patrzeć (pomijam już to, że w obu filmach „klasę” zrobili Pazura, Milowicz i Lubaszenko, a nie Stuhr). Podobnie jest z Olbrychskim, Ostaszewską, Big Cycem czy z drugiej strony, wspomnianym Rewińskim i Zelnikiem. Zasadnicze pytanie brzmi: po co im to było? Nie lepiej było siedzieć cicho? Czy ci artyści nie widzą, że jawnie opowiadając się po jednej stronie politycznego sporu – tracą popularność i sympatyków? Jak pokazały wybory w Polsce i USA – przeciętny wyborca ma głęboko w dupie poglądy polityczne „ludzi kultury”, a być może z premedytacją zagłosuje dokładnie odwrotnie, niż każe mu Zbigniew Hołdys, Madonna i Miley Cyrus.

Dlatego na koniec mam ogromną prośbę do naszych artystów: zajmijcie się tym, co robicie zawodowo, a politykę zostawcie tym, którzy robią to zawodowo. Proste, jak konstrukcja cepa. W obecnej sytuacji na zaangażowaniu politycznym artystów tracą wszyscy – sami artyści, ich sympatycy, sztuka oraz polityka.

Druga puenta dotyczy osób pokroju narodowców, o których pisałem na początku. Nie skreślajcie niezaangażowanych politycznie artystów (takich, jak Kodym z Apteki) tylko dlatego, że na ich występy przychodzi trochę osób, z których poglądami jest Wam nie po drodze. Oni nie są niczemu winni. To tak, jakby zbojkotować sklep, bo feministka kupiła w nim pół kilograma jabłek…

RacimiR, 14.02.2017

Zobacz też:

18 myśli nt. „Polityka w polskiej muzyce i sztuce

  1. Duża część ludzi ma tendencję do utożsamiania aktora z rolą, którą odtwarza. Znam takich, którzy uważali, że Andrzej Kopiczyński był takim samym człowiekiem jak Stefan Karwowski, nie przyjmując do wiadomości, że to tylko jedna z wielu jego ról filmowych.
    Marian Opania grał w jakimś serialu lekarza i był na ulicy zaczepiany i proszony o porady medyczne. Bronisław Cieślak w jednym z wywiadów opowiadał jak jadąc dość długo pociągiem był indagowany przez pewnego współpasażera, by podjął się rozwiązania jakiejś zagadki detektywistycznej…. 😀
    Ci, którzy tych aktorów wpuszczają w te polityczne dyskusje o tym wiedzą i robią to celowo. No bo jeżeli Andrzej Kmicic, Maksymilian Paradys i Ferdynand Kiepski powiedzą w telewizorni, że Kaczor jest be, to z całą pewnością tak właśnie jest…. 😀

    od RacimiR: Co do ostatniego zdania, to właśnie ostatnie wybory udowodniły, że jest odwrotnie 🙂

    • Ostatnie wybory przede wszystkim dowiodły, że ludzie przestraszyli się muzułmańskiej dziczy, którą z entuzjazmem chcieli w Polsce osiedlić mieszkańcy ogrodzonych, ufortyfikowanych, luksusowych osiedli ulokowanych w ekskluzywnych miejscowościach takich jak Konstantynów czy Miasteczko Wilanów.
      Tam właśnie mieszkają postępowi i otwarci na „ubogacanie” osobnicy tacy jak Olbrychski czy Stuhr…..
      Po prostu przegięli i elektorat przestraszyli i wk***wili…..
      Do tego momentu aktorski bełkot w TV działał…….

      od RacimiR: Nachodźcy to był gwóźdź do trumny, ale jeszcze przed kryzysem imigracyjnym, w wyborach do europarlamentu w 2014 roku był już mniej więcej remis wyborczy (PO i PiS po 19 mandatów i groszowe różnice w liczbie głosów).
      Gdyby pojawiła się w Polsce partia o profilu lewicowo-antyuchodźczym, to pewnie z miejsca miałaby z 10%. Choć po dłuższym zastanowieniu uważam, że taką partią jest obecnie PiS (konserwatywna lewica antyuchodźcza).

  2. O! Jaki piękny tekst. RacimiRze, Jędrzej może być nielubiany przez Twych znajomych, bo Kodym to przede wszystkim bard narkomanów miękkich 😉 Zresztą jeden z jego lepszych utworów – synteza- wprost opisuje zażywanie grzybków halucynogennych, tzw. cudów. Politycznie, to śmiem twierdzić że Kodymowski jest anarchistą. Podobnie jak chłopcy z Dezertera utożsamiali się z anarchią, nagrywając piosenkę o tym co im w głowach siedzi, a co jest początkiem wyzwolenia. Tyle że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych anarchiści polscy byli przeciwko władzy komunistycznej, zatem baaaaardzo daleko im było do lewactwa (swoją droga niezły ewenement w skali świata). Lewactwo z zachodu walcząc z krwiożerczym kapitalizmem szybko zasymilowało wiele nedojd życiowych w kraju nad Wisłą i trend się odwrócił. Starzy anarchiści, jak ja, uwierzyli w moc wolnego rynku, a ten sobie zniknął po majówce 2004 roku. Na szczęście pije i czytam co lepsze w necie, więc nie narzekam 😉

    A Artysta Staszewski popełnił „Prosto”, pasujące na hymn dla formacji politycznej, która w końcu tę śmieszną scenę przemebluje i posprząta. Oby to było jak najszybciej

    od RacimiR: Kodym przez jednych uważany jest jako naziol, a przez drugich jako anarchista, czyli znaczy, że jest gdzieś po środku 🙂 Tenu dzisiejszemu Kodymowi na pewno bliżej do prawicy i konserwatyzmu, niż do lewactwa (o czym świadczy choćby jego podejście do KOD). Płyty pierwsze to faktycznie narkotyki i to nie tylko miękkie (Przypowieść, Psychodeliczny Kowboj), ale szacunek za to, że w miarę poważnie podszedł do tematu. Nie jest to Witkacy, ale jednak nie jest to też prymitywne polskie regge, gdzie co drugi kawałek jest „nabita lufa i ściągam bucha łołółoooo jejejeeee odrzuć babilon”. Te nowsze albumy Apteki (po reaktywacji) to już odejście od tego tematu, Kodym zresztą chyba już nawet nie ćpa, jest w całkiem niezłej formie fizycznej jak na swoje lata. Co do anarchistów to faktycznie niezły misz-masz. Za komuny byli oni antyrządowi, a po 1989 roku, gdy komuna tylko zmieniła garnitury – anarchiści stali się bezpiecznikami systemu (to chyba propagandowe dzieło Michnika, Owsiaka i Sorosa).
    Staszewski niestety się skończył, wg mnie nie nagrał nic ciekawego od czasu Las machinas de la muerte, gdzie spiewał, że ‚artysta syty nie ma nic do powiedzenia’ – no i się chłop nasycił. Prawdziwym cymesem były u niego płyty z lat 90 – Wydafca, oba Taty, Oddalenie, Spalam Się, Spalaj się, 12 groszy, KNŻ. Tam świetnie udokumentował czasy transformacji i klimaty geremkowsko-balcerowiczowskie. Teraz raczej lipa, ostatniej płyty nawet nie chce mi się słuchać.

    • Chodzi o tą panią, która w prostych, żołnierskich słowach ogłosiła program KODu: „Chcemy, żeby było tak jak było”? ;D

  3. Zastanawia mnie jedna rzecz: dlaczego większość aktorów, piosenkarzy i wszelkiego rodzaju celebrytów popiera KOD w obecnym sporze politycznym, czy mają z tego jakieś korzyści. Oczywiście zawsze znajdą się jakieś wyjątki (np. Wojciech Cejrowski), ale trzeba przyznać że to bardzo zadziwiająca sytuacja.

    od RacimiR: Wg mnie jest tak dlatego, że spora z nich część to Żydzi i szabas-goje, a kręgi sympatyków KOD rządzą w Polsce praktycznie od 1945 roku (z małymi wyjątkami w 1992, 2007 i od 2016) , więc wyhodowały sobie państwowymi pieniędzmi własnych artystów. Im dłużej KOD będzie poza korytem, tym mniejsze wsparcie wśród celebrytów będą mieli.

    • Moim zdaniem celebryci powinni być apolityczni chociażby dla własnych korzyści. Chyba domyślają się że jeśli wypowiadają się otwarcie po jednej stronie to część ludzi odsunie się od nich.

      • Nie da rady być apolitycznym.
        Jeżeli ktoś tylko powie, że jest polskim patriotą, kocha ojczyznę – to zostanie zaliczony do PISowców. Polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza o pochodzeniu sowiecko-ubeckim tak właśnie ocenia pozostałych.
        W mojej byłem pracy jedna z koleżanek zapytała tylko czy w Smoleńsku mógł być zamach – od razu została zaliczona do pisowców. Beż żadnej dyskusji – pisiara, bo przeszło jej przez myśl, że mógł być zamach…..
        Podobnie w tych środowiskach celebryckich – zobaczą cię z biało-czerwoną falagą – jesteś pisowcem!
        I koniec!
        Apolityczność jest WYKLUCZONA!!!

        od RacimiR: No jest tak, ale artyści po prostu nie powinni w ogóle wypowiadać się na ten temat publicznie.

      • Niestety, tak to już jest na tym świecie, że kto płaci ten i wymaga. Dlatego nie można dać d…py i zachować przy tym cnotę. C(w)elebryci, piosenkarze, artyści, aktorzy, dostają od władzuchny pieniądze, to odpowiednich opcji politykierzy przed wyborami chcą żeby ci ich wsparli. Bo inaczej np. taki aktor nie dostaje ról w firmach kręconych za państwowe pieniądze, albo piosenkarka polskojęzyczna nie dostaje zamówień od władz miasta na koncerty z okazji festynów w jakimś Pcimiu Dolnym.

        od RacimiR: Otóż to. Najlepszy jest fakt, że zwłaszcza w USA ludzie zagłosowali dokładnie odwrotnie, bo tam to chyba nie było celebryty, który by nie namawiał na Clinton (na Trumpa z tych znanych osób namawiał chyba tylko Clint Eastwood, ale on jest stary, spełniony i zawsze miał jaja ze stali).

        • https://www.youtube.com/watch?v=o9a6_PZL7QA
          Jon Voight także poparł Trumpa. Także jest na emeryturze, więc ma już wszystko w d***.

          W latach 50-tych znakomity reżyser Elia Kazan złożył zeznania przed komisją Mc Cathy’ego przeciwko kilku komunistom. Do końca życia był objęty ostracyzmem ze strony zlewaczałych, komunizujących amerykańskich c(w)elebrytów….

    • Bo to rozpuszczone, zdemoralizowane państwowym mecenatem (czyli kasą podatnika) towarzystwo!
      Niechcący prawdę niedawno wykrzyczała pani Janda – właścicielka PRYWATNEGO teatru DOTOWANEGO przez państwo: „To ja mam mój teatr utrzymać ze SPRZEDAŻY BILETÓW?”
      Tak , pani Krysiu! Teatr powinien się utrzymać ZE SPRZEDAŻY BILETÓW, a nie poprzez dotacje z kieszeni podatnika!!!!

      Większość tych celebrytów to PASOŻYTY! Oni sobie nie wyobrażają życia bez DOTACJI! I dlatego to lewacy – żyją na koszt innych, wystawiają jakieś lewackie „sztuki”, obsceniczno-pornograficzne koszmary i domagają się ciągle pieniędzy!

      Jest coś takiego jak Państwowy Instytut Sztuki Filmowej, który zajmuje się dotowaniem z kiesy podatnika właśnie sztuki filmowej…..
      I na co daje kasę ten „instytut”?
      Ano na antypolskie „Gnidy”, „Pokłosia” i inne badziewia…..
      Do dziś z funduszy PISFu nie powstał wysokobudżetowy film przedstawiający uderzenie husarii…
      Do dziś nie powstał film dokumentujący bohaterstwo rotmistrza Pileckiego czy generała Nila….
      Podczas wojny AK przeprowadzało takie akcje, że scenariusze filmów sensacyjnych piszą się same….
      Nie ma nic z tej tematyki na ekranach kin….
      A kto jest szefem PISFu?
      Syn stalinowskiego prokuratora…. Poszukajcie sobie w necie to nazwisko….
      Znany i popularny aktor…………………………………….

      od RacimiR: Rząd Platformy 12 dni przed przerżniętymi wyborami wsadził na stanowisko dyrektorki PISF Magdalenę Srokę – lewaczkę, wspieraną przez Gazetę Wyborczą. Jeszcze jej dali w tym samym czasie medal Gloria Artis, aby nie próbowała układać się z nową władzą. Te typy tak mają – Bronek przed wyborami wynosił fanty z pałacu, a PO wybierała sędzió TK „na zapas”, szefową PISF i wiele innych stanowisk „na ciężkie czasy”.

      • https://www.pisf.pl/pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2014/po-produkcja-filmowa/priorytet-3-filmy-fabularne-sesja-2-2014

        Masz rację – nie sprawdziłem. „Znany i popularny aktor” nie jest szefem PISF, tylko udziela się w komisjach opiniujących. Ale reszta się zgadza….

        od RacimiR: Sroka to tylko słup, najwięcej w PISF zawsze miał do powiedzenia duet Stuhr-Holland, choć ostatnio na szczęście coraz bardziej ich ciśnie nowa władza. Jak już o filmach – ciekawi mnie podejście do Wojciecha Smarzowskiego. Z jednej strony nie dostał nic na Wołyń i ogólnie film został skrytykowany przez „salon”, ale z drugiej strony Smarzowski jest członkiem tzw. Gildii Reżyserów Polskich, gdzie oprócz niego samo lewactwo.

    • W apolityczności chodziło mi o nie wypowiadanie się na tematy polityczne. Celebrytom po prostu nie wypada popierać którejś strony oficjalnie, niech swoje poglądy polityczne zachowują dla siebie (jak jakiś człowiek idzie po ulicy to nie wykrzykuje że jest za taką czy inną partią polityczną) . Jeśli dają się przekupić to znaczy że nie są prawdziwymi celebrytami.

      od RacimiR: Gdyby NIE dali się przekupić, to nie byliby prawdziwymi celebrytami 😉 Większość celebrytek za odpowiednią opłatą pewnie by pojechała uprawiać koprofilię do arabskich szejków 🙂

      • Już zdaje się Szpotański pisał – „Przez łóżek sto przechodzi szparko stając się damą i pisarką”.
        W Polsce „media” głównego ścieku – prasa, radio, telewizja, są zdominowane w większości przez resortowe dzieci, żydów, albo różne takie prezenterki, dziennikarki, pisarki, ktoś je musiał „wypromować”. Nie ma tam żadnego przypadku. Pisaniny takiej Gretkowskiej (i innych tego typu „pisarek”), nie da się czytać. Całkowite dno i beztalencie. Niedawno słynna była afera Durczoka, że molestował „dziennikarki”, które później zostawały gwiazdkami TVP i TVN. Tak samo różne czarnoskóre „pogodynki” w TVN itd.

  4. Ja odbieram ludzi filmu jak zwykłych obywateli i nie są dla mnie wyrocznią. Niestety społeczeństwu się wydaje, że jak jasteś w telewizji to musisz byś alfa i omega i twoje zdnaie ma decydujący wpływ. Taki karolak to nie wygląda na intelektualistę, ale jast obyty z kamerą i robi wrażenie na lemingach. Z muzykami to się nie zgodzę. Każdy ma prawo śpiewać o czym chce bo to o to chodzi. Jeżeli nie podoba mu się sytuacja w kraju to może o tym pisać i śpiewać ( tyczy się prawdziwych artystów co piszą z duszy). To że ktoś gra na woodstocku to nie można go przekreślać. Polecam posłuchać zespołu Domowe Meliodie i kawałka Grażka, który jest prorodzinny i cała publika woodstockowa śpiewa. Co do Dezertera to słucham od zawsze i będę w Krakowie 20 kwietnia. Tak że jak byś tam był przypadkiem to wiedz że nie jesteś jedyny o poglądach prawicowych. Jak byś był i chciał pogadać to łatwo mnie znajdziesz. Będę w koszulce Dezertera 🙂
    Pozdro i przepraszam za chaos w komentarzu.

    od RacimiR: To, że muzycy śpiewają o polityce mi nie przeszkadza, natomiast wkurza mnie, że gazety robią z nimi wywiady, stawiając w roli autorytetów. Na Dezertera może wybiorę się, ale mam bliżej do Czerwionki-Leszczyn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *