Mundialowe pogaduszki

Jak wszyscy wiedzą- właśnie trwają Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Rosji, więc z tej okazji kilka moich okołofutbolowych przemyśleń, między którymi przemycę trochę hejtu na marksizm, lewackie media i ubogacenie kulturowe. Temat piłkarski oczywiście jest mocno odmienny od podstawowej tematyki niniejszego bloga, ale chyba każdego ogarnęło mundialowe szaleństwo i trudno mu się w ostatnich dniach skupić na czymkolwiek innym. Nachodźcy mocno ubogacają Europę, a my w tym czasie oglądamy zmagania piłkarzy, no ale co zrobić, to silniejsze od nas. Grożę tym od dłuższego czasu, ale teraz już finalnie obiecuję, że wkrótce nadrobię zaległości i będę pisał więcej poważnych tekstów, bo dzieje się sporo. Ostatnio cały swój wolny czas musiałem poświęcić na coś innego, ale pojutrze kończę i będę miał dużo czasu na pisanie (zwłaszcza, że nadchodzi 5 rocznica założenia niniejszego bloga). Tymczasem zapraszam na garść piłkarskich spostrzeżeń, dla lepszego porządku- będzie w punktach. Na początek media i telewizja, a potem czysta piłka.

  • Oficjalną piosenką mundialową, wyłonioną w konkursie na festiwalu w Opolu został utwór „Polska Drużyna” zespołu Kombi (przez jedno „i”). Zawsze ceniłem Sławomira Łosowskiego i byłem po jego stronie w sporze ze Skawińskim, ale teraz magia i czar pana Sławka prysł jak bańka mydlana. Wprawdzie nie jest to aż taka żenada, jak „Koko koko euro spoko”, ani to, co punkt niżej, ale piosenka Kombi jest prymitywna, wtórna, a wokalista nie dość, że próbuje podrobić Skawińskiego (wokalem i wyglądem), to jeszcze używa auto-tune.
  • Screen z teledysku Godlewskich, fot: youtube

    Nie lepsze są nieoficjalne piosenki mundialowe, druga najbardziej znana to „utwór” sióstr Godlewskich: „Biało-czerwone”. Tego nawet nie da się normalnie skomentować, muzycznie dno i pięć metrów mułu, a teledysk to jakieś kiczowate soft-porno. Nie przepadam za Nergalem, ale celnie on zauważył, że Godlewskie powinny odpowiadać karnie za znieważenie barw narodowych.

  • TVP ze swoich zadań wywiązuje się dobrze. Jakość 4K to jakiś kosmos. Wszystkie mecze są w otwartym paśmie, w przeciwieństwie do TVP z czasów rządów PO/PSL, gdzie mistrzostwa emitowane były przez Polsat, a większość z nich była zakodowana i najeżona reklamami.
  • Razi mnie Dariusz Szpakowski- wiem, że komentował on mecze, gdy mnie jeszcze nie było na świecie, ale nie potrafię słuchać tego pana (chyba, że dla beki). On jest w stanie przekręcić każde nazwisko, a już zwłaszcza latynoskie. Przez pierwsze 20 minut jest to nawet śmieszne, ale potem już zaczyna być denerwujące. Przykłady? Żezus (inne wersje: Żesus, Dżezus), Kaszemiro, Nawasz, Hutinio, Doglas Koszta czy Fernando Santosz. Niestety, Dado Pyrszo już zakończył karierę. Większe „komentatorskie drewno” to już chyba tylko Zimoch (i to nie dlatego, że jest skrajnym KODziarzem, tylko dlatego, że jedyne co potrafi to darcie japy). Dla mnie najlepszym polskim komentatorem jest bezapelacyjnie Mateusz Borek, szkoda, że Kurski go nie wynajął od Polsatu na te kilka tygodni mistrzostw. W meczu z Senegalem wizja była opóźniona o około sekundę w stosunku do komentarza, przez co zdarzały się sytuacje, gdy piłkarz jeszcze nie podał piłki, a komentator już mówił do kogo jest podanie. Bardzo nieprofesjonalnie, ale w następnym meczu już obraz był równo z fonią.
  • Idiotę zrobił z siebie Mariusz Max-Kolonko, którego poniekąd lubię. TVP zapłaciła za prawa do transmisji mundialu grube miliony, oglądalność jest gigantyczna, a Kolonko marudzi, że mecze lecą w „prime-time”. To kiedy mają być niby puszczane, w nocy z kilkugodzinnym poślizgiem? O czym mają mówić we „Wiadomościach”? Obwinianie PiS i Kaczyńskiego o mundialową porażkę to zadanie dla Róży Thun, Macieja Stuhra i Tomasza Lisa, a nie poważnego dziennikarza, jakim (chyba) jest pan Max-Kolonko.

  • Na co dzień nie oglądam telewizji, więc siłą rzeczy także reklam telewizyjnych, z którymi mój szerszy kontakt zakończył się w czasach „Ojciec prać„. Teraz jednak z oczywistych względów jestem na bieżąco w tym temacie. Moje wnioski są bardzo smutne- społeczeństwo głupieje i nie jest w stanie myśleć samodzielnie (co wpisuje się doskonale w założenia NWO, ale nie o tym, temat). Spece od marketingu nie są w ciemię bici, więc widocznie reklamy są takie, na jakie zasługuje odbiorca. Wszędzie chcą nam dać coś za darmo! Wszędzie niepowtarzalna okazja, przypomina mi się Franek Dolas na targowisku: „zwariowałem, rozdaję pieniądze!„. Superokazja, lokata na 2%! Superokazja, kredyt na 150%! Zabawne są wszechobecne reklamy środków na erekcję. Zawsze występują w nich całkiem młodzi, zadbani mężczyźni oraz piękne kobiety, przy których nawet Quasimodo by się wyprostował. I nagle młody facet przy takiej kobiecie u boku potrzebuje zażywać jakieś wspomagacze? Rozumiem parę po 50-tce, gdzie otyły mężczyzna ma średnią ochotę na 3000 noc ze swoją zapuszczoną żoną, ale to co widzimy w reklamach? Idiotyczne. Reklamą, która najbardziej mnie denerwuje jest reklama pewnego specyfiku, wspomagającego rzucanie palenia papierosów, która emitowana jest 100 razy dziennie, praktycznie w każdym możliwym bloku reklamowym (przed, w przerwie i po meczu). TUTAJ można ją zobaczyć. Wypowiada się w niej jakiś „ekspert”, który mówi: „badania dowodzą, że jeśli uda ci się wytrzymać pierwszy tydzień bez papierosa, twoje szanse na rzucenie palenia wzrosną 9-krotnie„. Może ja jestem jakiś niekumaty, więc niech mi ktoś wytłumaczy, o co chodzi w tym zdaniu? Według mnie szanse rosną nieskończoną ilość razy (a nie tylko x9), gdyż ci, którzy zapalili w pierwszym tygodniu- nie rzucili palenia. To tak, jakby powiedzieć: „jeżeli uda ci się nie utonąć w jeziorze przez pierwsze 5 minut pływania- twoje szanse na przeżycie wrosną 9-krotnie„, albo „jeżeli piłkarzom uda się nie przegrać meczu, ich szanse na remis lub zwycięstwo rosną 9-krotnie„. Porównując dowolną liczbę dodatnią do liczby zero- nigdy nie wyjdzie nam dziewięć, każde dziecko wie, że nigdy nie dzielimy przez zero. Ta reklama dowodzi dobitnie, że reklamodawcy traktują swoich odbiorców jak idiotów i być może nawet mają rację.
  • Nie odkryję Ameryki, ale z kilometra widać, że reklamy telewizyjne ewidentnie są targetowane według płci, co gorsza- w sposób typowo seksistowski i dyskryminacyjny. Reklamy wszelkiego AGD oraz środków czystości zawsze są „kobiece” (mężczyzna w tych reklamach co najwyżej robi głupie miny i jest wiecznie zdziwiony). Z kolei reklamy samochodów, konsol do gier, produktów finansowych, w dużej części także piwa i przekąsek- są nastawione na typowo męskiego klienta (kobiety w tych reklamach co najwyżej świecą cycami/dupą, albo robią głupie miny i są zdziwione). Oczywiście feministki udają, że tego zjawiska nie widzą, co dowodzi po raz kolejny, że jest to środowisko odgórne i systemowe (które tylko udaje antysystemowe).
  • Inna reklama, która bardzo często emitowana jest podczas mundialu okraszona jest piosenką „Are you ready” zespołu AC/DC. Nawet nie wiem, jaki produkt jest reklamowany, choć widziałem tą reklamę milion razy (to chyba największy błąd marketingowców- widz zapamiętał samą reklamę, a nie potrafi wymienić nazwy reklamowanej marki). To dla mnie osobiście bardzo ważna piosenka, w dziecięcym wieku byłem na koncercie AC/DC na Stadionie Śląskim (supportem była mało znana wtedy Metallica!), a promowana była najlepsza ich płyta: „The razors edge”, z której pochodzi „Are you ready”. Od koncertu minęło kilka lat, po osiągnięciu pełnoletności mój główny problem polegał na tym, że nie potrafiłem być przygotowany na pozytywne emocje („ready for a good time”). Z porażkami i emocjami negatywnymi jakoś sobie radziłem, ściskałem dupę i stawałem na nogi, natomiast dużo gorzej było paradoksalnie z miłymi chwilami. Głównie przejawiało się to w kontaktach z kobietami, które bardzo lubię i które też zawsze bardzo mnie lubiły. Schemat był klasyczny i trwało to około 10 lat: spotkanie z kobietą (w liczbie takiej, że szybko straciłem rachubę), potem „finalizacja znajomości”, odwiezienie jej do domu, w drodze powrotnej kupienie alkoholu lub/i narkotyków i na koniec samotne urżnięcie się w trupa (a po przebudzeniu „zombie” i na kacu do roboty, i tak w kółko). Dopiero po 30-tce pojąłem, że nie potrafię radzić sobie z pozytywnymi emocjami- zamiast wykorzystać chwilę „naładowania” na jakieś twórcze i pożyteczne zajęcia, ja się resetowałem, marnując czas, zdrowie i pieniądze. Na szczęście moje życie później diametralnie się zmieniło. Piosenka „Are you ready” bardzo mi pomogła, niby z pozoru jest prosta, ale ma w sobie dużą głębię. Zatem polecam wszystkim być przygotowanym na dobre chwile, którymi często obdarowuje nas życie, jak śpiewają nam chłopaki z AC/DC. To taka moja osobista refleksja, która mi się przypomniała dzięki wszechobecnej reklamie „czegoś” 🙂
  • Dwóch piłkarzy reprezentacji Szwajcarii (Granit Xhaka i Xherdan Shaqiri) podczas meczu wykonali gesty solidarności z Albanią i Kosowem. Bardzo mnie to zdenerwowało, głównie dlatego, iż uważam, że ‚Kosovo je Srbija’. Obaj piłkarze dostali za to niewielką (jak na ich zarobki) karę finansową.
  • Przed pierwszym meczem reprezentacji Szwecji dumałem, czy (wzorem np. Francji) cała reprezentacja Szwedów będzie uposażona pigmentalnie, czy może znajdzie się jakiś biały rodzynek? Gdy zobaczyłem skład- przecierałem oczy ze zdumienia: wszyscy biali jak ściana, toż to perfidny rasizm! Analiza tego zjawiska nadaje się na solidne badania naukowe i pracę doktorską, prawdopodobnie główną przyczyną jest brak asymilacji nachodźców i brak przeszłości kolonialnej Szwecji. Aż dziwne, że szwedzcy lewacy nie wprowadzili w sporcie jakichś parytetów rasowych, być może nie chcą osiągnąć spadku formy w sportach zimowych.
  • Nie zaskoczyła nasza ulubienica, Krystyna Janda, która była „gościnią” TVN i prowadzącego Marcina Mellera (autorytet moralny, którzy przez wiele lat jeździł samochodem bez prawka, OC i przeglądu). Pani Krycha mówiła m.in.: „Polscy kibice przy byle sukcesie dostają zupełnie irracjonalnego obłędu i manię wielkości„, „Myślę, że gdybyśmy zwyciężyli to nie dałoby się wytrzymać już tutaj dalej. Tej euforii zwycięstwa„, ale też: „Lubię Christiano Ronaldo. Nie lubię piłki, ale lubię tego chłopca. Jego bezczelność mi się podoba i jego absolutna wiara w swoją wartość” (szkoda, że dokładnie za to samo nienawidzi Kaczyńskiego). Pani Janda ubolewała też, że społeczeństwo woli w prasie czytać o sporcie, niż o kulturze (byłoby to nawet uzasadnione, gdyby nie to, że dzisiejsza „kultura” to np. wsadzenie sobie krzyża w odbyt).
  • Nie zaskoczył także pastor Chojecki, który zbeształ Roberta Lewandowskiego, za to, że wystąpił w reklamie telefonów Huawei („Z komunistycznym telefonem się pokazuje!„). Pastor w ostatnich miesiącach już odleciał całkowicie, dawniej nawet dało się go słuchać, a teraz w każdym odcinku temat po 3 minutach zawsze schodzi na Chiny i lizanie dupy USraelowi. To tak, jakby krytykować Senegal i Kolumbię, że ośmieliły się wykorzystać nasze słabości, jednocześnie wychwalając pod niebiosa reprezentację Adama Nawałki…
  • Na mecz Polska-Senegal do strefy kibica w Lublinie przyszła samotna senegalska studentka w swoich narodowych barwach. Opluli? Zbesztali? Mowa nienawiści? Zbrodnia nienawiści? Układali hakenkrojce z wafelków? No to może chociaż wyrzucili za drzwi? Nic z tych rzeczy. Studentka została bardzo ciepło przyjęta przez polskich kibiców, a po meczu mówiła: „Przyszłam tu sama, bo czytałam wiele o polskiej historii. Wiedziałam, że Polacy szanują kobiety. To jeden z tych krajów gdzie się je szanuje„. Co na to Gazeta Wyborcza, TVN czy Ośrodek Monitorowania Rafała Gawła i inne NGO Sorosa? Jak można się było domyślić- dostali surowy zakaz wspominania o tej sytuacji, która ośmiesza całą retorykę, którą od lat próbują w Polsce wprowadzić.
  • „Dziennikarz” TVN wybrał się do Senegalu, aby przedstawić widzom nastroje lokalnych kibiców przed meczem z Polską. Tam spotkał się z bronią palną i panem, który przy aktywnej pomocy kija przepędził z wizji zaciekawione dzieciaki. Oczywiście TVN nie dostrzegł w tej sytuacji nic niestosownego, co innego w Polsce, gdzie „kibole” stanowią wielkie zagrożenie, a najgorzej jest, gdy odpalą racę (oczywiście nie w sylwestra i nie na marszu KOD, bo wtedy można to robić). W celach humorystycznych polecam zobaczyć materiał, wyguglać można po frazie: „Mundialowa gorączka w Senegalu. Reporter „Faktów” TVN wśród kibiców” – „dziennikarz” jest posrany ze strachu, wokół wyłącznie młodzi mężczyźni, od 1:30 „klamka” w tle, od 2:00 facet z kijem, gdyby Polska wygrała to spotkanie, to pewnie „dziennikarz” wróciłby stamtąd w plastikowym worku (na jego szczęście przegraliśmy). Ciekawi mnie, co byłoby, gdyby ta senegalska studentka z poprzedniego akapitu oglądała mecz (w koszulce na ramiączkach) tam, gdzie kręcono materiał TVN. Podejrzewam, że skończyłoby się to dla niej dużo gorzej, niż w Polsce, ale to oczywiście my jesteśmy najgorsi i powinniśmy popełnić zbiorowe samobójstwo dla dobra całej ludzkości…
  • W strefie kibica w holenderskiej Antwerpii, podczas tego samego meczu (Polska-Senegal) rozegrała się niewielka bijatyka między kibicami obu drużyn. Nikomu nic się nie stało, nie wiadomo też, kto zaczął. Oczywiście polskojęzyczni lewacy od razu zaczęli wstydzić się, że Polacy nie potrafią się zachować. Jedna z „dziennikarek” Polsatu „przetłumaczyła” artykuł z holenderskiej gazety. W „tłumaczeniu” napisała, że to Polacy zaczęli bijatykę, ale w oryginale stoi jak byk, że nie wiadomo, kto zaczął. Oczywiście na tego fejka powołało się potem 20 innych lewackich mediów…
  • Głównym pozasportowym newsem w polskojęzycznych mediach lewackich po meczu z Senegalem było to, że kibice z Afryki… posprzątali po sobie sektor (można wpisać w guglu frazę „Senegalczycy posprzątali”, aby docenić skalę ogromnego zjawiska medialnego- pisały o tym największe portale w wyeksponowanych miejscach). Na filmiku widać, że sprzątają 3 (słownie: TRZY) osoby- niesamowita baza na dużego newsa… Oczywiście teksty były z podtekstem, że Polacy nie posprzątali i zostawili po sobie stertę gnoju, więc oczywiście średniowiecze, zaścianek i wstyd na cały świat. Pytanie brzmi- co Senegalczycy sprzątali? Skoro sprzątali, to wcześniej musieli narobić syfu, zamiast od razu wyrzucać śmieci do kosza, prosta logika. Skoro było ich 300, a sprzątało 3, to jaki powód by ich chwalić, przy okazji krytykując Polaków? Ja chodzę na mecze prawie 20 lat i chyba nigdy nie zdarzyło mi się zostawić śmieci na stadionie. U mnie na Ruchu Chorzów niektórzy skubią słonecznik i faktycznie zostaje bałagan, ale jest to lokalny folklor, niespotykany nigdzie indziej. Największy syf, jaki w życiu widziałem na stadionie to sektor gości na Legii Warszawa, zabrudzony totalnie przez przebywających tam kilka dni wcześniej kibiców… Ajaxu Amsterdam (którzy notabene często lubią wywiesić flagę państwa, którego nazwy nie można wymawiać). Prawda jest taka, że polskie ulice należą do najczystszych na świecie, z kolei jak „sprzątają” Afrykańczycy- można się na własne oczy przekonać w ich dzielnicach w zachodniej Europie, lub w samej Afryce. Oczywiście nie neguję tego, że senegalscy kibice (3) faktycznie sprzątnęli sektor, ale robienie z tego reguły i uderzanie tym wydarzeniem w „Polaków-brudasów” uważam za kolejną bezpodstawną próbę rozniecania u Polaków tzw. pedagogiki wstydu przez antypolskie media.

Tyle o wydarzeniach pozasportowych. Na koniec moje spostrzeżenia czysto piłkarskie (kobiety już mogą przestać czytać). Jak każdy Polak- jestem załamany fatalną dyspozycją naszej reprezentacji. Ja osobiście spodziewałem się, że nie wyjdą z grupy, postawiłem tak nawet u bukmachera (pecunia non olet, jak to mówił Wojciech Kowalczyk- reprezentacja Polski jest tylko po to, aby dać zarobić), ale myślałem, że odpadną w trochę lepszym stylu. Zaczęło się od idiotycznej kontuzji Kamila Glika (gdyby grał, to może byśmy zdołali jakimś cudem wyjść z grupy i Glik pewnie nie strzeliłby gola Szczęsnemu, jak jego elektryczny zastępca).

Mecz otwarcia z Senegalem to było jakieś kuriozum. Przede wszystkim nie potrafiliśmy wymieniać celnych podań. Pal licho, gdyby to były jakieś prostopadłe, finezyjne podania na kilkadziesiąt metrów, wtedy wiadomo, że może dojść do straty. My jednak nie potrafiliśmy wymieniać najprostszych podań, nawet podając bez żadnej presji do boku, albo do tyłu- piłka najczęściej mijała się z adresatem o kilka metrów- w najlepszym przypadku nasz piłkarz zdołał do niej cudem dobiec, ale często trafiała ona do rywala, albo poza linię. Najlepszym przykładem jest „rozegranie” Arkadiusza Milika w meczu z Senegalem- TUTAJ można zobaczyć kompilację jego podań, to jest według mnie zbrodnia i piłkarski sabotaż. Strata za stratą, a co gorsza- Milik po stracie zamiast (przepraszam za słowo) zapierdalać i próbować naprawić swój błąd- wymachiwał łapami i miał pretensję do wszystkich, tylko nie do siebie samego. Inni zresztą nie byli wiele lepsi. Nasze „rozegranie” wyglądało tak, że Szczęsny podawał do obrońców, ci wymieniali między sobą kilka bocznych, kiepskiej jakości podań pod naszą bramką, następnie (jeżeli dotychczas jeszcze nie stracili piłki), to podawali ją z powrotem do Szczęsnego, a ten: laga do przodu na 50 metr i oczywiście strata. Nie dało się tego oglądać. Jedynie Pazdan i Rybus z Senegalem zagrali jako-tako, reszta totalne dno. Piszczek z Błaszczykowskim wyglądali kondycyjnie tak, jakby palili dziennie 3 paczki papierosów (bez 9-krotnie większej szansy na rzucenie), ten drugi zresztą doznał kontuzji w niegroźnej sytuacji i potem już nie zagrał. Obie bramki dla Senegalu kuriozalne. Thiago Cionek nie wiem, co chciał zablokować swoją „interwencją”, skoro nawet nie stał między piłką, a bramką. Większego piłkarskiego drwala chyba nie ma, aż dziw, że to Brazylijczyk. Nie wiem co Nawałka widzi w tym piłkarzu. Ja na „technice” Cionka poznałem się już wiele lat temu na meczu Ruch-Jagiellonia, gdy głupią interwencją połamał on kość twarzy Andrzeja Niedzielana (chyba nawet czerwonej kartki nie dostał, a Niedzielan po tym faulu praktycznie musiał zakończyć karierę). Drugi gol dla Senegalu to jeszcze większy kabaret. Znaczny udział mają tu trzy osoby dramatu (Krychowiak, Bednarek i Szczęsny), gdyby chociaż jeden z nich nie dostał małpiego rozumu, to tego gola by nie było. Zaczęło się od Krychowiaka (wg mnie główny winowajca tej bramki, choć potem zrehabilitował się golem kontaktowym). Grzesiek mógł zrobić milion innych rzeczy, ale wybrał najgorzej. Gdyby całkiem przepuścił tą piłkę, nie dotykając jej w ogóle, to prawdopodobnie byłby spalony. Nie był pod specjalną presją, więc mógł piłkę spokojnie przyjąć, albo podawać w prawo, gdzie stał dobrze ustawiony kolega. Mógł też na upartego podać do Szczęsnego (mocno). Pan Krychowiak jednak postanowił wpisać się w protokół meczowy z „asystą” i podał do murzyna. Teraz na scenę wychodzi drugi gwiazdor, czyli Bednarek. Był bliżej piłki od rywala, więc spokojnie mógł ją przejąć, ale nagle przyszło mu do głowy odwrócenie się i zwolnienie. Po co on się odwracał? Chciałbym poznać jego odpowiedź na to pytanie. No i Szczęsny- jego decyzja o wyjściu z bramki była idiotyczna. Koncertowo minął się z piłką, a rywalowi nie pozostało nic innego, jak trafić do pustaka. Gdyby Szczęsny został w bramce, to Senegalczyk mógłby jeszcze spartolić to na tysiąc sposobów, wszak miał on na plecach rozpędzonego Bednarka, który w międzyczasie złapał kontakt z rzeczywistością. Kabaret i Monty Python, ten gol będzie mi się długo śnił po nocach. Na otarcie łez niezasłużony gol na 2:1, ale ostatnie minuty to kolejny Monty Python. Mamy kontaktową bramkę, więc trzeba naciskać za wszelką cenę i próbować osiągnąć remis. Tymczasem my graliśmy tak, jakby wynik meczu nas w pełni zadowalał i trzeba było zabrać rywalom parę minut. Szczęsny – Pazdan – Cionek – Pazdan – Cionek – Pazdan (do którego podbiega rywal) – Cionek – Szczęsny – Cionek – Szczęsny – laga do przodu o paraboli lotu 3 cosinusów. Coś niesamowitego. Ciekawe co myśleli sobie Chiellini, de Rossi czy Arjen Robben, patrząc na to „rozegranie” (w kontekście tego, że nie pojechali do Rosji, a pojechała Polska, która nie potrafi wymienić 3 celnych podań). Jedyna „okazja” dla Polski po golu Krychowiaka to „strzał” Grosickiego na 21 piętro Uniwersytetu im. M. Łomonosowa, reszta to pykanie między obrońcami i straty piłki.

Z Kolumbią zagraliśmy trochę lepiej niż z Senegalem, ale rywal był dużo silniejszy. Do pewnego momentu trzymaliśmy się całkiem dobrze w obronie. Niestety- znów zabrakło playmakera, więc siłą rzeczy napastnicy nie mieli okazji się wykazać, gdyż notorycznie traciliśmy piłkę przed 60 metrem. Znowu podania do boku, albo do tyłu, mnóstwo głupich strat. Podanie do najbliższego, niekrytego piłkarza to łatwizna, ale nawet to potrafiliśmy psuć, np. podając tak, żeby piłka odbiła się pół metra przed adresatem i ten miał problem z jej opanowaniem. Nie odkryję Ameryki pisząc, że podania do przodu to kluczowy aspekt piłki nożnej. Piłka to nie bajka o Tsubasie, który potrafił sam przedryblować całe boisko i na koniec oddać strzał, który rozerwał siatkę, a piłka na koniec wbijała się w budynek, położony 30 metrów za bramką. Bez dobrych podań ani rusz, a tego kompletnie u Polaków nie uświadczyliśmy. Nie chce mi się już więcej o tym „widowisku” pisać. Przed nami mecz z Japonią, historia pokazuje, że zazwyczaj mecze „o honor” wygrywamy, ale mi się wydaje, że tym razem czeka nas kolejna klęska i nasza ostateczna liczba punktów nie będzie liczbą dodatnią. Japończycy są bardzo zdyscyplinowani, honor to dla nich rzecz święta, a muszą osiągnąć dobry rezultat, aby liczyć się w walce o awans. Polska pozostawiła po sobie fatalne wrażenie, chyba najgorsze (obok Panamy) z wszystkich drużyn na mundialu. Nawet drużyny arabskie, które też odpadły- włożyły w mistrzostwa więcej serca. Polska nie pokazała nic pozytywnego na tym mundialu, a grupę mieliśmy dość łatwą (wydaje mi się, że kto by z naszej grupy nie awansował, to odpadnie w pierwszym meczu fazy pucharowej).

Dlaczego tak się stało? Na ogół zawsze winny jest trener, który zresztą po meczu z Japonią będzie mógł zameldować się w Urzędzie Pracy. Nawałka ma swoich ulubieńców, których wystawia nawet, gdy są oni kompletnie bez formy. Chodzi mi przede wszystkim o Milika, którego osobiście „odkrył”, prowadząc Górnik Zabrze. Milik nie grał praktycznie przez cały sezon, był kompletnie bez formy, na Euro 2016 też zagrał tragicznie, a mimo to Nawałka postawił na niego od pierwszej minuty, w dodatku jako rozgrywającego. Skończyło się kompromitacją. Inni ulubieńcy Nawałki również najczęściej mieli stracony sezon. Niechciany w PSG Krychowiak albo ława, albo ogony w WBA, które zresztą spadło z ligi. Grosicki również ława albo pojedyncze minuty w jakimś śmiesznym klubie z 2 ligi angielskiej. Piszczek poważna kontuzja przez pół sezonu, w dodatku metryka robi swoje. Błaszczykowski również starzejący się, problemy ze znalezieniem klubu, kontuzje, a jak mógł grać to ława albo ogony. Zieliński niby warty 32 miliony euro, ale w Napoli również ława, albo ogony. W dodatku wg mnie ma on jakąś blokadę psychiczną w ważnych meczach. Szczęsny w Juventusie zazwyczaj ława, ewentualnie mecze z nastawionymi defensywnie ogórami. Wymienieni piłkarze mieli stanowić trzon naszej drużyny, ale byli kompletnie poza rytmem meczowym, często także bez kondycji. Nawałka ich wybrał, popełnił błąd, ale z drugiej strony- kto byłby lepszy? Z Kolumbią zagrało kilku innych piłkarzy (którzy grali w klubach) i od Pablo Escobarów dostaliśmy trójkę. Według mnie Nawałka powinien zabrać do Rosji Adriana Mierzejewskiego. Miejsce było, bo wzięty został Sławek Peszko, który w ogóle nie był brany pod uwagę przy ustalaniu składu, jego rola miała ograniczać się do „robienia atmosfery”. Skoro wiadomo było, że Peszko i tak nie zagra, to po co wpisywano go w protokół? Przecież mógł pojechać jako członek sztabu, tak jak Sebastian Mila pojechał na Euro 2016 do Francji z żoną i dziećmi, a przy okazji „robił atmosferę”. Zajęte przez Peszkę miejsce należało się Mierzejewskiemu. Miał on świetny sezon w Australii. Ktoś powie, że liga australijska jest gówniana, ale popatrzmy na reprezentację Australii. Tam mnóstwo piłkarzy gra w tej właśnie lidze i ich gra nie wyglądała najgorzej. Dlatego uważam, że absolutny gwiazdor australijskiej ligi, czyli Mierzejewski powinien znaleźć się w kadrze Polski na mundialu (zamiast Peszki, który równie dobrze może rozpalić grilla i skoczyć po piwo bez zajmowania miejsca na liście piłkarzy). Mierzejewski w ostatnim czasie miał dużo asyst, potrafi błyskotliwie i celnie rozegrać piłkę, a tego najbardziej nam brakowało na tych mistrzostwach. Aż się prosiło go wpuścić z ławki, (np. gdy Błaszczykowski doznał kontuzji), no ale Adriana w Rosji nie było…

Nie ma sensu, bym oceniał piłkarzy z osobna, bo musiałbym zbesztać każdego po kolei (może poza Pazdanem). Zagraliśmy tragicznie i nie widzę specjalnych nadziei na poprawę. Kilku piłkarzy będzie powoli kończyło kariery reprezentacyjne (Piszczek, Kuba, Grosik, Pazdan, Glik, Fabiański), a zdolnej młodzieży kompletnie nie widać. Naszą największą nadzieją na przyszłość jest… 24-letni Piotr Zieliński (Wayne Rooney debiutował w Premier League w wieku 16 lat, rok później był podstawowym graczem w klubie i kadrze, a my uważamy, że 24-letni Zieliński, który jest niemal na półmetku kariery, jest obiecującym juniorem, bo niekiedy dostaje kwadrans gry w Napoli). Dodając do tego żenujący poziom naszej ekstraklasy i to, że kolejny mundial odbędzie się zimą (!) w Katarze (!), zostaje chyba tylko przestać interesować się piłką nożną, aby nie psuć sobie nerwów, ale jak to zrobić? Na otarcie łez może chociaż Rafał Majka wygra jakiś etap na Tour de France… Póki co zostaje obejrzenie mundialu do końca, bez udziału Polaków. Mi póki co najbardziej podobały się mecze Portugalia-Hiszpania i Chorwacja-Argentyna. Ciekawy był też mecz Niemcy-Szwecja, gdzie skończyło się „jak zwykle”, choć Thuny von Hohensteiny kazały czekać na zwycięskiego (przepięknej urody) gola do samego końca. Trener Joachim Löw musiał być pewny swego, bo dłubał tylko w nosie, a nie w majtkach, ale co się odwlecze, to nie uciecze…

Jak pisałem na początku- wkrótce zacznę pisać więcej, powracając do podstawowej tematyki (marksizm i ubogacenie kulturowe). Komentarze piłkarskie mile widziane- najlepiej dla porządku, żeby wszystkie pojawiały się tutaj, a nie pod innymi tekstami.

RacimiR: 26.06.2018

24 myśli nt. „Mundialowe pogaduszki

  1. WTF .. „The razors edge” najlepszą płytą AC/DC ????????? ????????????

    od RacimiR: trudno wybrać najlepszą, ale Żyleta jest na pewno w gronie najlepszych. 3 wielkie przeboje (w tym największy hit całej kapeli) + kilka innych solidnych kawałków. Miałem na kasecie, którą tak zakatowałem od ciągłego odtwarzania, że na koniec przestała grać. Dla mnie najlepsza płyta, być może z sentymentu, pierwsza którą usłyszałem, ten koncert też zrobił swoje, pierwszy duży koncert na jakim byłem w życiu.

  2. Jeśli weźmiemy reprezentatywną ilość osób powiedzmy 1000 oraz ustalimy czas po jakim uznajemy że dana osoba rzuciła palenie (powiedzmy rok) i 24 osobą udało się rzucić palenie to szansa na rzucenie palenia wynosi 24/976.Jeżeli teraz wyodrębnimy nową grupę z tych 1000 osób która spełniła jakiś warunek , w twoim przypadku wytrzymała pierwszy tydzień testów to szansa na to że dotrwają do końca nie musi być równa szansie którą wyliczyliśmy dla grupy pierwszej. W twoim przykładzie szansa dla grupy drugiej jest 9 razy większa niż dla grupy pierwszej , łatwo wyliczyć więc że do grupy drugiej zakwalifikowały się 132 osoby. Swoją drogą słuszne jednak jest nie dawanie wiary wy takie reklamy a bardziej ogólnie w różne quasi-naukowe sensacje których nie możemy zweryfikować w rzetelnym źródle.Widziałeś sam że wynik eksperymentu rzucania palenia bardzo silnie zależy od przyjętych kryteriów np jeśli zamiast roku wzięlibyśmy jeden miesiąc to szansa mogła by być o wiele większa należy więc być czujnym z jakich źródeł się korzysta oraz dokładnie je analizować, oczywiście niektóre rzeczy ciężko czasem jest samemu przeanalizować w takich przypadkach zalecał bym zdrowy sceptycyzm i neutralność co do stawianej tezy.

    od RacimiR: Wiadomo, że na chama można to jakoś tłumaczyć, ale reklama powinna być logiczna i prosta w odbiorze, zawierając przystępne informacje, np. „po naszej kuracji rzuca trzech na pięciu”, a tu mamy że 9 razy większa szansa, ale nie powiedzieli w stosunku do kogo i weź się człowieku domyśl co autor miał na myśli. Skoro zestawiają ze sobą dwie grupy, to chcę znać obie grupy, a tu znam tylko jedną i to też nie do końca (wszak nie wiadomo jaki procent tych, którzy wytrzymali tydzień dało radę rzucić całkiem), a druga grupa to jacyś tajemniczy kosmici, o których wiemy tylko tyle, że jest ich 9 razy więcej, niż tych pierwszych. To tak, jakby mieć równanie x=y+z bez żadnych danych i robić z niego tezę na reklamę telewizyjną.
    Wydaje mi się, że tą reklamę wymyślili marketingowcy, a nie naukowcy i że żadnych badań nie było. Głupia masa zobaczy, że mają niepowtarzalną szansę (9 razy większą niż tajemniczy „ktoś”) na rzucenie i poleci do sklepu po N… Dzisiaj znów widziałem tą reklamę, za każdym razem ciśnienie mi rośnie, że aż mi się palić zachciewa 😉
    Logicznie rzecz biorąc- tej firmie nie zależy, żeby ludzie rzucili palenie na stałe (bo wtedy tylko raz im wcisną swój produkt i stracą klienta na stałe), tylko żeby rzucali na okrągło (np. po tygodniu niepalenia wrócili do nałogu), kupując coraz to nowe wspomagacze.

    • Odnośnie obliczeń.
      Jeśli z grupy reprezentatywnej 1000 osób palenie rzucą 24 osoby, to szanse na rzucenie palenia wynoszą 24/1000. Dlaczego nie 24/976? Ponieważ jeśli palenie rzuci 500 osób, to według Twojego wzoru (który jak się domyślam wygląda tak: szansa = n/(1000-n) * 100%) szansa na rzucenie palenia wyniesie 100%.

      od RacimiR: Słusznie, do mianownika zawsze bierzemy całkowitą liczbę badanych osób.

    • Zapewne masz racje że teza z reklamy jest wymyślona i nikt żadnych badań nie przeprowadzał. Jednak nie zgadzam się że zdanie z reklamy nie ma sensu.
      Wprost przeciwnie jest bardzo logiczne i interesujące z matematycznego i dedukcyjnego punktu widzenia.

      Np
      Powiedzmy że przeczytałeś w gazecie że „3 na 5 osób które spróbowały rzucić palenie, rzuca palenie całkowicie ” .To zdanie jest równoważne powiedzeniu że prawdopodobieństwo rzucenia palenia jest równe 3/5
      lub równoważnie że szansa na rzucenie palenia to 3/2

      Teraz załóżmy że zdanie „po pierwszym tygodniu bez papierosa szansa że rzucisz rośnie 9 krotnie” jest prawdziwe.

      Więc teraz jeśli spotkasz osobę która powie ci że próbuję rzucić palenie
      to na mocy pierwszego zdania (przy założeniu że jest prawdziwe)
      wiesz że prawdopodobieństwo że rzuci jest 3/5 jednak jeśli powie ci że wytrzymała już tydzień to na mocy zdania drugiego wiesz że prawdopodobieństwo że rzuci wynosi 93%.

      Możesz być teraz skonfundowany tym co pisze gdyż wiem że większość ludzi nie interesuje się matematyką po za kończeniu edukacji szkolnej
      i na przykład nie odróżnia szansy od prawdopodobieństwa i takich tam dupereli, ale sednem mojego argumentu nie jest bronienie reklamy bo ja zwyczajnie im nie wierzę tylko powiedzenie wyraźnie że zdanie

      ”po pierwszym tygodniu bez papierosa szansa że rzucisz rośnie 9 krotnie”

      Jest całkowicie klarowne i zrozumiałe.

      P.S
      ” a tu mamy że 9 razy większa szansa, ale nie powiedzieli w stosunku do kogo i weź się człowieku domyśl co autor miał na myśli. Skoro zestawiają ze sobą dwie grupy, to chcę znać obie grupy, a tu znam tylko jedną i to też nie do końca (wszak nie wiadomo jaki procent tych, którzy wytrzymali tydzień dało radę rzucić całkiem), a druga grupa to jacyś tajemniczy kosmici, o których wiemy tylko tyle, że jest ich 9 razy więcej, niż tych pierwszych.”

      W moim argumencie nie chodziło oto że są dwie odrębne grupy testowe z których jedna jest nam znana a druga to jacyś kosmici których jest 9 razy więcej .
      Tylko że jest jedna grupa testowa która na początku liczy ileś osób które chcą rzucić palenie a po tygodniu jest ta sama grupa tylko już mniej lub ewentualnie
      tak samo liczna jak poprzednio (ponieważ ktoś mógł się podać i zapalić lub każdy opar się pokusie i wytrzymał ten tydzień).
      I teraz zdanie z reklamy mówi że jeśli policzysz szanse dla stanu grupy
      po tygodniu (która jest podgrupą grupy początkowej ) to będzie ona 9 razy
      większa niż ta liczona dla grupy w pierwszym dniu.

      P.S 2!!!

      Na koniec żeby już wszystko było jasne i klarowne o co mi chodzi użyje jeszcze raz tego samego argumentu tylko w wersji piłkarskiej.

      Wyobraź sobie swoją ukochaną drużne wiesz że średnio wygrywa 5 meczy na 10 ale też wiesz że jeśli strzelą gola w pierwszych 10 minutach
      to są w świetnej formie i w takim przypadku wygrywają 10 na 10 meczy.

      Kwintesencja prawdopodobieństwa warunkowego jeśli wiesz więcej jesteś wstanie przewidywać dokładniej 🙂

      PS3
      Zależność między szansą (s) a prawdopodobieństwem (p) wyraża się
      p=s/(1+s)
      PS4
      Jeśli chcesz żeby ci wytłumaczyć skąd wzięły się pewne liczby to pytaj.

      od RacimiR: Jam jest ścisły umysł, więc doskonale rozumiem, że pod pewnymi naciąganymi warunkami ta reklama może być prawdziwa. Problem jest taki, że nie znamy tych warunków, więc automatycznie cała reklama jest głupia.
      NP:
      – Kurski robi reklamę, że Polacy zarabiają 9 razy więcej. Podnosi się słuszny wrzask KODziarstwa, a Kurski później mówi z szelmowskim uśmieszkiem, że reklama mówi prawdę, bo przecież w Burkina Faso ludzie zarabiają 9 razy mniej (w samej reklamie oczywiście nie ma ani słowa o Burkina Faso)
      – Reklama jakiegoś kiepskiego filmu, że jest 9 razy lepszy (bo przecież są 9 razy gorsze gnioty typu „Gulczas a jak myślisz”)
      – Reklama walca, że jest 9 razy szybszy (w razie szydery można potem dodać, że od żółwia)
      – Reklama kredytu na 1000% odsetek, który jest 9 razy lepszy (bo mafia w Kolumbii pożyczyła kiedyś komuś kasę i po roku chcieli 90 razy więcej).
      i tak dalej. Wszystkie te przykłady są głupie, ale w nawiasie podałem, że pod pewnymi warunkami mogą być prawdziwe.

      W pewnych oczywistych przypadkach na upartego można pominąć opis drugiej (porównywanej) grupy, np:
      – Kobiety żyją średnio 7 lat dłużej (oczywiste, że od mężczyzn, a nie od borsuków, więc gdy nie wspomnimy o mężczyznach, to nie będzie wielkiej zbrodni)
      – Napój izotoniczny nawadnia organizm 2 razy lepiej (skoro nie powiedzieli od czego, to pewnie mieli na myśli wodę, czyli najpopularniejszy napój)

      Z kolei w reklamie rzucania palenia nie mamy ani słowa o kryteriach przynależności do drugiej grupy. Wiemy tylko tyle, że przerwali abstynencję w ciągu tygodnia i że są 9 razy liczniejsi od tych, którym udało się rzucić palenie. Ale musi być coś jeszcze, czego nie wiemy i pewnie nigdy się nie dowiemy (i o ten brak informacji mam całe pretensje). Najbardziej oczywistymi kryteriami byliby ludzie, którzy przerwali abstynencję od nikotyny i palą do teraz, ale te kryteria nie są prawdziwe, gdyż wtedy nie sklejałoby się to z tym „9” (bo skoro pali, to nie może jednocześnie nie-palić, więc tych, którzy rzucili jest 0, a dzieląc przez 0 nigdy nie wyjdzie nam 9). Czyli muszą być jeszcze jakieś inne, tajemnicze kryteria, których reklamodawca nie raczył nam przedstawić. Pewnie chodzi o to, że 1/9 z nich potem jednak rzuciła, ale nie wiadomo w jakim czasie i pod jakimi motywacjami. Możemy wysnuwać miliony naciąganych spekulacji, dotyczących drugiej grupy, żeby się równanie zgadzało np:
      – Osoby, które w ciągu tygodnia przerwały abstynencję, jedna dziewiąta z nich ósmego dnia między godziną 13 a 15 nie zapaliła papierosa, a ośmiu w tym czasie zapaliło.
      – Osoby, które przerwały abstynencję w ciągu tygodnia, ale w ciągu kolejnego roku dowiedziały się że mają raka płuc i 1/9 ze strachu rzuciło palenie.
      Istnieje nieskończenie wiele takich spekulacji (dowolna motywacja + dowolny okres czasu). Wszystkie warianty łączy to, że nie możemy stwierdzić z całą pewnością, że właśnie o to reklamodawcy chodziło. Prawdopodobnie reklamodawca sam nie wie o co mu chodziło, a co dopiero my.
      – na upartego prawdziwe (wg tej reklamy) mogłoby być zdanie: Nicorette jest 9 razy skuteczniejsze niż Desmoxan i tu nawet mogłoby skończyć się w sądzie, gdyby tym od Desmoxanu się chciało, wszak druga grupa jest tajemnicą i widz może sobie podstawić tam inne środki na rzucanie palenia.

      Podejrzewam, że tworzenie tej reklamy wyglądało następująco (rozmowa faceta od tabletek z agencją marketingową):
      – Słuchaj, chcemy zamówić reklamę.
      – OK.
      (po 3 dniach)
      – Mamy reklamę. Kluczowe będzie zdanie, że nasze tabletki są 9 razy skuteczniejsze.
      – Skuteczniejsze od czego?
      – A nie wiem, ale ludzie są głupi i nie będą się nad tym zastanawiali, tylko polecą do sklepów, żeby być 9 razy lepsi od innych.
      – Masz rację, kręcimy tą reklamę!

      Nawet w durnowatych reklamach płynów do naczyń jest podane, że płyn jest x razy skuteczniejszy od zwykłego płynu (czymkolwiek jest „zwykły” płyn), a nie że płyn jest 3 razy skuteczniejszy od nie wiadomo czego, tak jak w reklamie rzucania papierosów.

  3. Jak reklama była fajna to nie zapamiętałeś co reklamuje, a w reklamie nie chodzi o to, żeby była fajna i mądra tylko, żeby utkwiła (nawet poprzez swoja głupotę) w pamięci potencjalnego klienta, przez co dana marka staje się rozpoznawalna, co również przekłada się na zaufanie i finalnie na sprzedaż. Osobiście staram się bojkotować wszystko, co reklamuje Dorota Wellman bo uważam, że są pewne granice.

    Tylko Janusze z zawyżonym mniemaniem odnośnie potencjału naszej kadry byli przeciwni powołaniu Mierzejewskiego. To prawda, że liga Australijska nie jest jakąś potęgą, ale z drugiej strony na mundial pojechali zawodnicy ekstraklasy i rezerwowy ligi Bułgarskiej (wcale nie wypadł gorzej od Krychowiaka), więc w sytuacji kiedy na skrzydłach mieliśmy do dyspozycji tylko emerytowanego i połamanego Kubę, oraz Grosickiego, trzeba było dać szansę KOMUKOLWIEK z Mierzejewskim na czele, co oczywiście nie mieści się w głowie Nawałce, który stawia zawsze na te same nazwiska, przez co nie robi zmian i nie reaguje na wydarzenia na boisku, przez co z kolei nie udało nam się dowieźć zwycięstwa ze Szwajcarią i Portugalią i przez co mało co nie przejebaliśmy eliminacji, nie raz do końca drżąc o wynik w wygranych meczach. Szkoda słów na tego amatora, drugiej takiej szansy na ugranie czegoś historycznego jak ostatnie Euro nie będziemy mieli pewnie przez najbliższe 40 lat, albo nigdy. Budzi to mój gorzki żal, zwłaszcza jak pomyślę o Grecji i Euro 2004. Idąc dalej, skoro mamy taką bryndzę na skrzydłach, że stawiamy na rezerwowego z niższej ligi angielskiej to dlaczego nigdy w kontekście reprezentacji, nie mówiło się na przykład o takim Waldemarze Sobota, który od tylu lat gra na poziomie drugiej bundesligi. Druga bundesliga pewnie nie odstaje jakoś poziomem od premiership a już tym bardziej od ekstraklasy, więc nie było nic do stracenia a zwiększyło by to pole manewru na pewno bardziej niż powoływanie Peszki, które było po prostu skandalem. Nie chcę się już bardziej na ten temat rozpisywać, tyle dobrze z tego wszystkiego, że ten Dziad Nawałka zostanie pogoniony. Zawsze stwarza to szansę, że jego miejsce zajmie ktoś kompetentny. Są na świecie selekcjonerzy, którzy potrafią coś wykrzesać z takich drużyn jak Maroko albo Iran, więc Rozwałka nie powinien dłużej zajmować tego stanowiska bo to jakieś nieporozumienie.

    od RacimiR: Otóż to, a nie zapamiętałem marki (tzn. już wiem, że to coca-cola, bo znów ją puścili przed chwilą i nie było siły, by nie zobaczyć czego to reklama, skoro o niej się tak rozpisałem). Co do Wellman- ja robię tak samo, nie znoszę tej baby, nie mam telefonu z niemieckiej sieci, a do niemieckiego marketu nie chodzę, mimo że mam blisko (wolę kupować u Ronaldo, bo polskiego sklepu nie ma w pobliżu- Dino, na co czekacie?).
    Liga australijska na pewno jest lepsza od ekstraklapy. Skoro Mierzejewski grał regularnie i wciągnął tą ligę nosem, wcześniej był gwiazdą kilku innych lig, to powinien jechać, tym bardziej, że był na to mocno napalony, a miejsce było zamiast grillowca Peszkina, który wiadomo było, że nie zagra nawet, gdy wszyscy inni połamią obie nogi. To chyba do dziś jest najdroższy transfer piłkarza bezpośrednio z ekstraklasy (z Polonio-Groclinu do Turcji, nawet Lewandowski z Lecha do Borussii kosztował mniej). Australiczycy (głównie przeciętniacy z tejże ligi) zaprezentowali się lepiej od Polski, byli blisko urwania punktów Francji, więc Adrian na pewno by się sprawdził, choćby na wejście z ławy, albo za Kubę gdy ten doznał kontuzji.
    Ja też Nawałkę pożegnam bez żalu, ale kto za niego? Największe szanse ma Probierz (chłop z niebieskich Łagiewnik 😉 ).

    • Jest takie powiedzenie, że tylko idiota powtarza ciągle te same czynności i oczekuje innych rezultatów, dlatego uważam, że powinniśmy już dać sobie spokój z trenerami z ekstraklasy, która poziomem dorównuje lidze mołdawskiej. Z całą sympatią do niewątpliwie barwnej postaci pana Probierza, ale byłoby to co najmniej o jednego z ekstraklasy za dużo.
      Ja od czasów Fornalika uważam, że żaden trener z buraczanej ekstraklapy nie zasługuje na to by prowadzić kadrę, pamiętam jak mnie rozczarował. Kibicuję kadrze odkąd pamiętam, tylko za czasów farbowanych lisów zrobiłem sobie przerwę. Pamiętam jak jakiś folksdojcz na konferencji nam tłumaczył, że nie życzy sobie by wołać do niego Gienek, bo u niego w dojczach nie ma takiego imienia tylko Eugen. Pamiętam jakie wtedy były głównie wobec kadry zarzuty. Mianowice to, że grają farbowane lisy, które nic nie wnoszą, oraz to, że gramy jednym napastnikiem (Lewym), który jest łatwo odcinany i wyłączany z gry. Liczyłem na to, że jak przyjdzie Fornalik to zrobi porządek i podziękuje lisom, a ten zaczął grać tymi samymi ludźmi i tym samym ustawieniem co Smuda. Bardzo się wtedy na Fornaliku zawiodłem i później do Nawałki byłem z góry sceptycznie nastawiony (jak widać się nie pomyliłem), od początku mi się nie podobało, że promował swoich koleżków z Szachtiora Zabrze. Wiem, że Probierz to charyzmatyczna postać i budzi sympatię, do tego sukcesy w Jagiellonii, ale uważam że selekcjoner zza granicy to jedyny kierunek.

      od RacimiR: Też sadzę, że Probierz nic tu nie pomoże, ale on jest faworytem bukmacherów na objęcie posady selekcjonera. Smutny Waldemar to stracony czas, w Ruchu potrafił ukręcić bicz z gówna, ale w kadrze kompletnie zawiódł. Wg mnie powinniśmy zatrudnić kogoś z zagranicy, ale nie jakiegoś no-name Włocha czy Argentyńczyka, który od 5 lat jest bez pracy i bez ofert, tylko chłopa z nazwiskiem i sukcesami, na bieżąco z piłką. Oczywiście trzeba będzie mu sowicie zapłacić, ale PZPN budżet ma niemały, więc niech go wykorzystają lepiej, niż dotychczas.

  4. Moim zdaniem kadra Nawałki osiągnęła szczyt formy na Euro 2016, od tamtej pory powoli ale słabnie. Szczyt formy zapoczątkowała wygrana z Niemcami 2:0 a koniec następuje teraz po spektakularnej klęsce. Zresztą od lat 90 nasza reprezentacja jest słabą drużyną, czasami głównie dzięki indywidualnością ma zrywy (np. za Jerzego Engela udało się awansować do Korei PŁD/ Japonii, koniec dobrej passy zakończył się oczywiście na mundialu; podobnie w 2006 w Niemczech za Pawła Janasa, gdzie znów tylko trzy mecze; trzeci raz dość szybko drużynę poskładał Leo Beenhakker i awansowaliśmy na Euro 2008 i jak wiemy znów trzy mecze, a po tymże turnieju czekaliśmy długich parę lat do kolejnych indywidualności [na Euro 2012 graliśmy tylko dlatego że byliśmy współgospodarzem], aż w końcu nastał czas Nawałki i jak już wspomniałem skończyła się dobra kilkuletnia passa Polski).
    A jak wygląda przyszłość naszej reprezentacji ? No niezbyt kolorowo. Parę piłkarzy którzy zostali wymienieni w tekście jest blisko skończenia kariery a i sam Lewandowski nie jest już młodym piłkarzem; mało tego nie mamy następców (rok temu było u nas organizowane młodzieżowe tzn. do 21 lat Euro i kompromitacja naszej młodzieżówki). Pewnie będziemy musieli poczekać kolejne kilka/ kilkanaście lat na chwilowy progres polskiej reprezentacji.
    A te kilkuletnie podrywy reprezentacji to w dużej mierze dzięki taki zawodnikom jak odpowiednio: Olisadebe, Smolarek czy Lewandowski. I pewnie na ,,drugiego Lewandowskiego” poczekamy kolejnych kilka/ kilkanaście lat.
    Wracając do orłów Nawałki jak już wspominałem szczyt formy to Euro 2016 a eliminacje do MŚ to stopniowy spadek. Np. na Euro straciliśmy tylko dwie bramki (te z serii rzutów karnych się nie wliczają), nasza obrona była nazywana ,,żelazną”. W eliminacjach straciliśmy najwięcej bramek z drużyn z 1 i 2 miejsca, sęk w tym że strzelaliśmy jeszcze więcej niż traciliśmy, nasz atak był jeszcze bardzo mocny, graliśmy na zasadzie ,,jeśli masz stracić cztery bramki to strzel pięć”. Tylko że na mundial wszystko musi działać, przegrany mecz eliminacyjny z Danią 0:4 już powinien być ostrzeżeniem dla trenera.

    od RacimiR: To prawda, Olisadebe i Smolarek nie byli wybitnymi piłkarzami, ale dobrze wstrzelili się w eliminacje ze swoim szczytem formy, teraz w Rosji było odwrotnie- na papierze skład dobry, ale większość piłkarzy była w dołku z formą i mieli za sobą nieudane sezony. Nadzieja w tym, że na mundialu w Katarze ma być rozszerzona ilość drużyn, więc eliminacje będą dużo łatwiejsze, wystarczy wygrać z jakimś San Marino i już awans, a na mistrzostwach oczywiście klasyka, 2 szybkie wpierdule i mecz o honor 😉 Gdyby było tak jak dawniej, że tylko 16 drużyn występuje, to nie mamy co liczyć na awans. Problem zacznie się właśnie wtedy, gdy obecni 30-latkowie zakończą kariery, młodych nie widać, poza (nie takim już młodym) Zielińskim, który zresztą w Rosji zaprezentował się tragicznie.
    Boję się powrotu do mrocznych czasów, gdy wystawialiśmy Rasiaka, Saganowskiego czy Jelenia, którzy wystawieni na szpicy strzelali gola raz na 10 meczów, a lepszych piłkarzy po prostu nie było. Według mnie system szkolenia młodzieży w Polsce jest nieodpowiedni, ale to temat na wielogodzinną dyskusję. Zawsze gdy jakiś polski piłkarz wyjedzie za granicę, to jest w szoku że trzeba tam aż tak ciężko trenować, bo w Polsce miał bajlando- 1.5 godzinny trening 4 razy w tygodniu, zazwyczaj zagraniczne wojaże Polaków szybko kończą się powrotem do Polski z podkulonym ogonem (np. Filip Starzyński, który był gwiazdą ekstraklasy, otarł się o reprezentację, potem kompletnie nie poradził sobie w belgijskim średniaku i teraz znów jest gwiazdą ekstraklasy).
    Polskie gwizdory poewnie teraz siedzą na grillu organizowanym przez Peszkę i Iwana, kibicując żeby Nigeria wyrzuciła Agrentynę z mundialu, to wtedy będą mieli alibi, że nawet najlepszym może się zdarzyć wpadka.

    • Pilka (sport) to jest biznes. Na zachodzie wieksze pieniadze (chocby za siedzenie na lawce i tyle).
      Z dobrego zrodla wiem jak to wyglada na przykladzie cracowi (choc w innych klubach polskich mysle podobnie). Generalnie kluby sa maskotkami biznesmenów i trzeba ciagle dokładać, dlatego jak juz dokladac to jak najmniej. W ektraklasie to sie jeszcze jako tako zwraca dzieki operatywnosci managera klubu o ile jest dobry i znajdzie sposob na biznes: reklamy, imprezy, transmisje i niestety sprzedaz poczatkujacego talentu do zachodnich klubow. Tak wlasnie jest z Cracovią – klub jest slawny w polsce i robi za rreklame prez filipiaka swojej firmy (nawet w kosztach jest to spolka corka i zadekretowane jako marketing).
      Mianowicie firma doklada do cracowi ale od czasu do czasu jakis talent wyskoczy i bez zbednej zwloki handlowany jest do jakiegoś zagrraniczne go klubu (a potem sie ludziska dziwia ze taki podolski gra dla niemcow), a oficjalnie w prasie jest to przemilczane … do czasu jak sie po kilku latach okazuje ze taki Kowalski grajacy teraz w real madryt wczesniej gral w cracowi.
      Sam prezes zresztą nieformalnie mowi ze liczy sie glownie zzysk, dlatego cracowia ciagle jest na dole tabeli ektraklasy bo potencjalny pilkarz wylapywany jest przez ligi zachodnie jak dobrze rokuje. W efekcie w cracowi graja przecietniacy – gdyby nie bylo zhandlowania na zachod to cracowia bylaby na czolowych miejscach ektraklasy … no ale to trzeba byloby kilka mln wlozyc a biznesowo sie to filipiakowi nie oplaca.
      I to jest podstawowy problem, mamy talenty tyle ze liczy sie $ (zreszta 2 miliony polakow spieprzylo na zachod i pilkarze takze), mamy dziadowski kraj i dziadowskie fundusze na sport (moze z wyjątkiem w pizdu wypasionej lodzi kusznierewicza). Bedziemy sie liczyc na rozgrywkach mundialowych jak dla polskiej druzyny narodowej bedzie gral ronaldo, messi, kaka, no i wtedy mozna im dac pazdana, lewka do ferajny.

      od RacimiR: Pieniądze w polskiej piłce są niewielkie w porównaniu z zachodem. Szejkowie z PSG czy Manchesteru mogliby wykupić wszystkie kluby w Polsce, oni to dopiero się bawią, tracą na swoich „zabawkach” grube miliardy. Transfery z polskiej ligi za granicę to rzadkość, i to za śmieszną kasę, na tym nie da się zbilansować budżetu (dużo lepsi są w tym Holendrzy i Chorwaci, czyli dwie największe kuźnie talentów w Europie). Dużo więcej polskie kluby otrzymują od władz samorządowych (zwłaszcza przed wyborami jak teraz). Korona, Piast, Górnik i inni bez wsparcia miast by splajtowały w ciągu jednego sezonu, nowe stadiony też zawsze buduje miasto, a nie klub.
      Filipiak wiadomo, że każdą złotówkę ogląda z obu stron, ale jednak Cracovia w ciągu ostatnich 20 lat mocno ruszyła naprzód. Gdy byłem dzieciakiem, to błąkali się po niższych ligach, a ich „stadion” był żenadą do kwadratu. W Krakowie panowała Wisła, a na drugim miejscu był Hutnik. Teraz Cracovia trochę odzyskała- fajny stadion + ekstraklasa, w której się utrzymują już od wielu lat.

    • Będą mieli jeszcze większe alibi niż Argentyna która rzutem na taśmę awansowała. Niemcy przegrali z Koreą Południową 0 2 i odpadają z turnieju, nie obronią tytułu mistrza świata.

      od RacimiR: Skoro taka wieloletnia tradycja została przerwana, to jutro pewnie padnie kolejna (czyli, że Polska zawsze wygrywa trzeci mecz o honor).

  5. Zawsze się dziwię, dlaczego ludzie oglądają biernie piłkę nożną i inne sporty, ciesząc się z cudzego sukcesu i wydając przy tym niemały hajs. Rozumiem byłych piłkarzy, ich rodziny, trenerów, wszystkich którzy zawodowo byli, lub są związani z futbolem. Ale faceci którzy nigdy nie grali zawodowo, a są fanatycznymi kibolami jakiejś drużyny, to mnie co najmniej dziwi. Przecież jak któraś drużyna wygra, czy przegra 10:0, to kibolom ani nie przybędzie niczego, ani nie ubędzie.
    Mogę zrozumieć, wygraliśmy wojnę, jest ziemia, surowce, łupy do podziału, samice wroga, nadania, ordery, tytuły, awanse, czyli wymierne z tego korzyści:)). A tutaj kibole i tak w poniedziałek muszą iść do roboty harować cały tydzień, czy ich ulubiona drużyna wygra, czy przegra.

    Kilka lat temu jak niejaki Małysz zaczął skakać trochę dalej niż inni, to zaczęła się „małyszomania” i szybko się znaleźli zagorzali kibice, nawet tacy którzy nigdy w życiu na nartach nie jeździli. A przed Małyszem zainteresowanie tym sportem było bliskie zeru.
    To się też przenosi do partii politycznych, gdzie jest dajmy na to beton PiS-u i Platformy Oszustów. Jedni i drudzy gdyby mogli, wyrżnęliby stronę przeciwną. Albo nawet są zwolennicy antywirusów komputerowych, i na forach internetowych się prawie wyzywają, który antywirus jest lepszy względem innych:))

    od RacimiR: Nie potrafię na to odpowiedzieć 😉 Kibole raczej nie patrzą specjalnie na wynik sportowy, dla nich liczy się rywalizacja z innymi kibolami. Mnie śmieszy utożsamianie się z klubami zagranicznymi, na których stadionie delikwent nigdy nie był, a cały pokój w plakatach i innych gadżetach 🙂 Prym w tym wiodą kibice Barcelony i Realu Madryt, w Polsce ich nie brakuje. Obie te drużyny, gdy grają mecz przeciwko sobie, to w internecie aż huczy od napinki, typu: „ale wam dzisiaj dokopiemy” (a ani autor, ani adresat tego wpisu w życiu w Hiszpanii nie byli) 😀

    • A Ty Archer za młodu nigdy za piłką nie biegałeś? Za dzieciaka każdy marzył o piłkarskiej karierze, a w wakacje to się grało od świtu do zmierzchu. Dlatego obecnie, u dorosłych ludzi, piłka nożna to najważniejsza rzecz spośród wszystkich rzeczy nieważnych. Po za tym, jest to miła odskocznia od szarej codzienności, od czasu do czasu wolę się jednak powkurwiac na Nawalke niż uroszczenia żydowskie, judeopolonie itd.
      Co do kiboli to w większości przypadków zaczęło się za dzieciaka, a teraz już chodzi głównie o kibicowanie samo w sobie i wszystkie związane z tym aspekty jak wyjazdy itd. Po za tym, jest to lokalny patriotyzm i utożsamianie z lokalną drużyną. Niestety w dzisiejszych czasach, kluby piłkarskie nie są już lokalnymi reprezentacjami. Ruch Chorzów odnosił największe sukcesy w czasach, kiedy grali w nim wychowankowie z Chorzowa i Świętochłowic. Bardzo żałuję, że te czasy już nie wrócą i dlatego też nie potrafię zrozumieć przesadnego utożsamiania się z klubami z Hiszpanii albo z wysp itd.
      Skoki narciarskie są mi idealnie obojętne, ale szanuję Małysza za to, że żaden inny Polak nie zdominował tak absolutnie swojej dyscypliny.

    • https://www.salon24.pl/u/sporozdziwien/877022,chleba-i-igrzysk
      Ogólną fascynacja spolzawodnictwem (sportem, igrzyskami) była od starozytnosci, jak tylko ludzkosc istnieje, artykul powyzej przedstawia to w miare wyczerpująco. Po prostu jest to w czlowieku, w naszej zwierzecej naturze. Chleba i igrzysk jak mowia rzymianie. To takze odskocznia od trudow zycia,jeden ze sposobowspedzania czasu dla plebsu poprzez panowanie i przemyslane rzadzenie nim (takim sposobem jest tez religia) aby lud nie obalil warstwy rządzącej.
      I z grubsza ten sposob sprawdza sie do dzis tyle ze we współczesnej otoczce marketingowej.
      Za mlodu to zainteresowanie jest silne (taka jest mlodosc zresztą) na starosc to zanika, nabiera sie rozumu, dojrzalosci zyciowej i obeznania, odpornosci na prrzemycana propagande.

      Kazdy kraj ma swoja specyfike, u nas jest to chwilowe szalenstwo malyszem, radwanska, zlotkami, pilkarzami, boksem, ksw, golata, w zaleznosci kto jest na podium, za komuny to byl takze wyscig pokoju kolarski.
      Ale w takich stanach dominuje rugby i bejzbol (choc w polsce przypada najwiecej kiji bejzbolowych na obywatela…ciekawe).
      Co ciekawe w stanach w colledgach, uczelniach jest wskazane aby uczestniczyć w sporcie, u nas natomiast taki WF to w polowie zwolnienie lekarskie.

      • Owszem, z jednej strony są to igrzyska dla plebsu, ale druga strona medalu jest taka, że środowiska kibicowskie są bardzo liczne i zorganizowane. Dlatego swego czasu platforma tyle wysiłku włożyła w ich pacyfikacje.

  6. A Wam powiem jak mnie rozbawił mecz Niemcy – Szwecja.

    Niemcy mieli jednego śniadego (chociaż on jest bardziej mulatem, czy to rasizm, jak powiem, że ja ich nie rozróżniam??) i jednego czarnego obrońcę, reszta reprezentacji biała. Szwecja miała jednego śniadego (czy tam o urodzie arabskiej), który zdaje się wszedł na mecz gdzieś pod koniec, reszta reprezentacji biała.

    Moim zdaniem wszyscy kolorowi wyżej wymienieni kremialnie dali dupy i dłubali w nosie, podczas gdy pracowali i biegali biali, którzy potrafią skakać – fakt faktem niemieckie pomocnicy i napastniki prawie nigdy nie oddają piłki, a same statystyki meczu na koniec to chyba ‚ball possession: Germany->72%’, ale od początku:

    Mecz zaczyna się piękną akcją Szwedów, ich napastnik ma akcję na 100% gola, obok dobiegają obrońcy: ciapaty i murzyn z reprezentacji Niemiec. Pole karne, piłka już tylko czeka na kontakt szweckiego napastnika, wystarczy ją puknąć na metr w górę by przeszmaciła się nad leżącym niemieckim bramkarzem. Co się dzieje? Ciapaty obrońca podstawia nogę szweckiemu napastnikowi, daje mu z bara, a że prędkość szybka, to prostuje rękę popychając go. Przed nogą Szweda więc zmaterializowała się noga rodowitego Niemca i poczuł dyskomfort z powodu nagłej utraty równowagi czego wynikiem było poturlanie się piłki do leżącego jak placek na ziemi bramkarza. I co? Nic. Kartka, upomnienie, karny?? A może chociaż review akcji? Nieeee… Sędzia był polski i ja uważam, że sędziował ten mecz dobrze, ale ta akcja to skandal. Już nawet jak główny jej nie wyhaczył, to od razu ci od rekordingu powinni stwierdzić „stefan, cho do TV, bo to kurła musisz obejrzyć, jaja są i nawet to, że głosujesz na PO tutaj nie pomoże”.

    Później akcja nr 2 Szwedów, ale chyba mało kto zauważył, że piłka jednocześnie niemalże zostaje podbita przez szweckiego napastnika i murzyńskiego obrońcę przez co idealnie trafia w bramkę. W obecnej wersji wszechświata nie jest możliwe pokazanie jak poleciałaby piłka gdyby czarnej nogi tam nie było, więc gol trafia na konto rasistowskiego, znaczy białego napastnika. Kończymy pierwszą połowę bezowocnym blitzkireg’iem na szwecką bramkę. Szwecja 1:0 Niemcy.

    Zaczynami drugą połowę, chyba niemieccy piłkarze dostali niezły opie*dol w przerwie, bo już 3. minuta i mamy gola, lewe skrzydło, dośrodkowanie, no i jak we flipperze -> swift, ding, ding i gol.

    No to 1:1, blitzkrieg nie ustaje… Niemcy muszą wygrać ten mecz i wygrać go chcą. Niestety pojawia się problem koło 80. minuty. Pamiętacie może tego ciapatego-mulata-jasnegomurzyna który to w cale nietaktyczniesfaulował napastnika szweckiego w pierwszej połowie? Ano nasz bambo-koleżka dostaje właśnie już drugą żółtą kartkę przez co musi zejść z boiska. Kto by pomyślał, że po tych wszystkich pięknych akcjach jak podstawianie nogi z popychaniem rodem z podstawówki czy też wślizgami pod nogi przeciwnika gdy piłka dolatuje do niego koziołkując metr nad ziemią , sędzia wyprosi go z gry. Ojej. [A teraz chwila bez satyry – Szwedów to chyba suty pieką, że w takim meczu, gdy można mistrzów świata skasować już w grupie, gdy tylko mają tą przewagę jednego gracza nie przyspieszają gry, nie przerywają blitzkiregu… ja nie wiem – ktoś powie, ale są zmęczeni – tam biega 22 milionerów za świńskim balonem i to ich obowiązek, więc w dupie mam ich zmęczenie].

    Jak więc wspomniałem w tym dziwnym i pozbawionym relaksu zdaniu, chociaż Niemcy grają teraz w dziesiątkę, nadal blitzkireg nie ustaje. Może chociaż posiadają mniej piłki? Gdzie tam. Tak samo szybko biegają, tak samo celnie podają i nadal jej nie tracą. Bramka jednak nie pada, chociaż pety i snajpy się leją… to trafiają po słupkach 🙁

    Ale jak to? Mistrzowie świata i w fazie grupowej z porażką i remisem, co się stanęło? „a w ogule mieszko to muwiles , ze wszyscy ciapaci dali dópy, a tutaj tylko niemieckie dali dópy no lol ej”. Faktycznie, niemal zapomniałem, przecież jest jeszcze szwecki ciapatek, który wszedł na boisko pod koniec gry. Jego rola w tym meczu była bardzo ważna. O tak! Zacznijmy od tego, że Niemcy wygrywają ten mecz 2:1. Ostatnia bramka piękna. Dosłownie niemiecka precyzją, well EXECzUTED. Rzut wolny, Hans trąca piłkę do Goebelsa, który niespodziewanie nie kontynuuje akcji, lecz od niechcenia swą siłą woli zatrzymuję piłeczkę w bezruchu. Wówczas nabuzowany Hans wykorzystuje tą okazję nadając iście snajperski strzał z rotacją. Piłka nie ma innej opcji, jest teraz małą dziwką Hansa i robi wszystko co chcą jego buty. Po przekroczeniu nieprzebytego chińskiego muru z dwóch Szwedów wpada idealnie do bramki, w okienko. Kibice szaleją, mistrzowie świata wygrywają. No akcja tak precyzyjnie wykonana i zupełnie przypadkiem rozegrana w 97-mej minucie, ktoś by się aż pokusił o stwierdzenie, że piłka nożna to 100% aktorstwa i wszystko jest już rozegranie zanim mecz się rozpocznie [ej serio, ale po tej akcji sam zacząłem mieć wątpliwości].

    Jak mogło dojść do tego rzutu wolnego? Pamiętacie jedynego ciapatego reprezentacji Szwecji. No to on właśnie sfaulował niemieckiego napastnika, tuż przed polem karnym. Ot cała historia 🙂

    od RacimiR: Śniady Niemiec czerwoną kartkę obejrzał, to dopiero rasizm (z kumplami meczowymi się nieraz śmiejemy, że z powodów antyrasistowskich ciemnoskórzy powinni dostawać czarne kartki zamiast żółtych).
    Sędzia Marciniak niestety ma sporo błędów, w poprzednim meczu również miał 2 kontrowersje z karnymi, to prawdopodobnie jego ostatnia duża impreza (w trakcie mundialu sędziów nie zwalniają, aby nie tracić autorytetu).
    Ten podwójny strzał przypomina mi Braci Tashibana z bajki o Tsubasie, ci bracia też strzelali jednocześnie we dwóch, a takie strzały były nie do obrony. Za małolata z kumplami na boisku też uczyliśmy się tak strzelać, ale zawsze któryś kopnął piłkę pierwszy, gdy za tysięcznym podejściem w końcu się udało kopnąć piłkę jednocześnie, to wcale nie dostała ona ognistej poświaty, jak w bajce, poczuliśmy się wówczas bardzo rozczarowani, wręcz zdradzeni przez naszą ulubioną bajkę. Strzał Kroosa w ostatniej minucie to chyba jakaś boska interwencja. Tego mi brakowało u Polaków- chęci strzelenia gola za wszelką cenę. Gdy było 2:1 z Senegalem to nasi człapali po boisku jak zombiaki w filmach o żywych trupach, piłkę 50 razy między sobą wymieniali (mniej lub bardziej koślawo) trzej muszkieterowie- Cionek, Pazdan i Szczęsny, a minuty uciekały nieubłaganie. Niemcy w podobnej sytuacji (nóż na gardle) grając w dziesiątkę robili blitzkrieg i im się to opłaciło.
    Z pigmentalnie uposażonych piłkarzy nie ma co się nabijać, a dwa główne powody to: 1) Francja, 2) mecz Polska-Senegal. Może nie są bardzo kreatywni, ale mają żelazną kondycję i są silni, zwłaszcza obrońcy.

  7. Sorry że zjeżdżam ma politykę ale mnie odnośnie do mundialu utkwiła w pamięci wypowiedź Dudy sprzed kilku lat która krąży po internetach: ,,Stan polskiego sportu, zwłaszcza gier zespołowych, jest smutnym odzwierciedleniem stanu polskiego państwa. :(”
    Mnie to zdanie pasuje jak ulał zwłaszcza do działań MSZ. W 2016 na euro jakoś to szło w miarę i wstydu na koniec nie było. Podobnie w polityce za Szydło był twardy kurs (choć nie wszystko się udawało) i duża część społeczeństwa to popierała. Rok 2018 kompromitacja na mundialu i kompromitacja rządu zwłaszcza w polityce zagranicznej bo żydki na nas nasrali a z naszej strony żadnej reakcji i wycofywanie się rakiem choćby z ustawy i IPN.

    od RacimiR: I w piłce i w polityce zagranicznej jest oczywiście lipa, ale ja bym nie wiązał tych dwóch spraw. Wychowanie piłkarzy to kwestia pokolenia, a zmiana polityki jak napisałeś dokonała się w ciągu 2 lat.
    Oczywiście KODziarstwo jest przekonane, że te sprawy mają związek i odpadliśmy z mundialu przez Kaczora, ale mi się wydaje, że to niezależne sprawy.
    Ustawa o IPN skandal, właśnie cichaczem ją odwołują na rozkaz z Izraela i bezczelnie mówią, że ją poprawiają, aby była jeszcze lepsza. Dotychczasowi zwolennicy PiS są zawiedzeni murzyńskością, a dotychczasowi wrogowie PiS zobaczyli, że ten rząd jest słaby i po tym sukcesie można zacząć go cisnąć o kolejną antypolską sprawę.

    • Nie o to mi chodziło że te sprawy są powiązane tylko że tak się złożyło że wygląda jakby Duda miał rację 🙂 Wiadomo że jedno i drugie nie ma ze sobą wiele wspólnego.
      Co do ustaw to widzę że Jakiego wystawili w warszawce na prezydenta, jak wygra to odejdzie z ministerstwa wtedy ustawę reprywatyzacyjną się wyrzuci do niszczarki, Ziobrę się wykopie i koniec śpiewki.
      W ogóle to wygląda że premierem i prezydentem w jednym jest sierżant Daniels z którym się wszystko ,,konsultuje” i który wypowiedział się o zbieraniu podpisów w sprawie wznowienia ekshumacji w Jedwabnem: Choćby podpisało się 40 milionów Polaków ekshumacji i tak nie będzie.
      Tak wygląda ,,wstawanie z kolan” (kurwa mać!!!)
      Krew mnie zalewa.

  8. http://nczas.com/2018/06/27/skandal-w-sejmie-winnicki-blokowal-mownice-poslom-zakazano-dyskusji-w-ekspresowym-tempie-zmieniono-ustawe-o-ipn/

    Jak spoleczenstwo rozgwaruje sobie o pilce noznej nasi wspaniali politycy udowodnili ze nie tylko plaszcza ale tez czolgaja sie przed zydami. I jeszcze w najbardziej ponizajacym stylu nawet jak na nasz dziadowski kraj i sejm.
    Z ustawy o IPN poprzez „jej zmiany” wywalili mozliwosc kar (czyli w zasadzie wszystko to co w niej jest idzie do kosza a jej znaczenie jesr symboliczne – na wniosek Maowieckiego.
    Malo tego uchwalanie zajelo max 2 godziny, zablokowana zastala mozliwosc zadawania pytan i dyskusji, czyli knebel totalny, wogole nawet nie starano sie pozorowac jakichkolwiek przejawow parlamentaryzmu. I to jeszcze jest najsmieszniejsze ze tylko kukiz15 ich poslowie jako jedyni sie sprzeciwili.
    Chcialbym aby takim ekspresem prrzeglosowywali porzadkj w sadach.

    Teraz juz chyba najglupszy polak zdal sobie sprawe ze sami soba nie rzadzimy (czy kiedykolwiek w historii sami soba rzadzilismy …?) tylko rzadzi nami usrael i zydzi poprzez wasala usa i ue.

    Za premier Szydlo pis rzadzil jako tako znosnie, ale Maowiecki to po pol roku wyszło kogo jest mapetem – banksterki zydowskiej.
    Kaczynski takze temu przytaknal, nawet w sejmie nie glosowal, a spiewka o odzkodowaniach od niemiec za ii wojne swiatowa juz jej nie ma. Teraz mozemy sie spodziewać odszkodowan izraela za holokaust (podstawa w usa ustawa 447 juz jest), 65, 100 a moze 200mld$, ile sobie zydki zaspiewaja tyle pisiory zaplaca (z naszych podatków), ciekawe swoja droga jaki interes zakulisowo ubito z zydami.
    A zydzi oczywiscie ciągle za malo – w prasie usrraela pisza ze poska tym samym przyznala sie do holokaustu.
    Maowiecki natomiast kontynuuje polityke zaciskania pasa obywatelom – vat 23% bedzie utrzymany po wsze czasy i tworza juz do tego ustawy, wszak wszelakie 500+, wcześniejsze emerytury trzeba z czegos sfinansowac.
    Teraz chyba pisiory moga zapomniec o samodzielnych rządach, ich elektorat to teraz tylko bedzie janusze i patologia pijacka.
    Mojego glosu pis juz nie ma.
    W sumie za bardzo nie ma na kogo głosować, zostaja kowinisci, kukizowcy i male ruchy narodowe.

  9. Nawet peowskie zdrajcy nas tak nie upodlili jak te pisowskie bydło sejmowe. Od zawsze mówiłam że pis to takie samo zło jak po, a Kaczyński taki sam zdrajca jak Tusk. Nazywali peowców folksdojczami a sami pełzają dając dupy usraelowi .Nie mogę się patrzeć na te mordy które wycierają sobie powierzchownym patriotyzmem i katolicyzmem.Oto polityka pisowskich zdrajców :upodlanie Polski wobec usraela, podwyżki podatków na 500 plus i inny socjal, żadnej konkretnej reformy, przyjmowanie cichaczem nachodzców .Już jeden mówił u sowy że Polska jest krajem teoretycznym i niestety miał rację. Zobaczycie ze to dopiero jest początek pisowskiej hucpy, teraz dopiero się rozkręci talmudowska polskojęzyczna banda. A przed wyborami znowu obiecają ochłapa podobnego do 500 plus i durni zmanipulowani wyborcy znów zagłosują na te samą zdradziecką bandę.

  10. Jednak udalo sie nam strzelic gola Japonii, polska japonia 1:0 .
    Szoguny wraz z dystrybutorami bialego magicznego proszku ida dalej i wygodza z grupy.
    My mamy honorowe zwycięstwo, czyli nie jestesmy najgorsza na mundialu druzyna (no moze druga lub trzecia od konca).
    Ogolnie mecz byl słabą gra obu drużyn co kibice ocenili gwizdami.

    od RacimiR: No i Peszko wszedł nie wiem po co 😉 Miał łącznie 3 zagrania (w tym 3 podania do tyłu)

  11. Tradycja zwycięskich meczów o honor podtrzymana. Polacy wygrali z Japończykami 1:0. Gola strzelił Jan Bednarek po ładnym dośrodkowaniu z wolnego Rafała Kurzawy. Pierwsza połowa dosyć słaba, ale w drugiej Polacy grali lepiej, częściej atakowaliśmy, widać było szybkość Grosika, obrona też dobrze – zwłaszcza Kamil Glik który zablokował ładnie jedno dośrodkowanie.
    Trzeba również podkreślić że Japończycy – zwłaszcza w końcówce – nie pokazali nic ciekawego. Można ująć to tak: Polacy zagrali dość słabo ale Japończycy jeszcze gorzej (pewnie dlatego że chcieli utrzymać wynik wiedząc że korzystny wynik jest w meczu Senegal – Kolumbia [0 1] i dlatego przechodzą dalej).
    PS: Miałem beke jak w końcówce dwóch tych samych Japończyków podaje do siebie nie ruszając się z miejsca, wszyscy się na to przyglądają; Błaszczykowski nie mógł wejść przez to na boisko.

    od RacimiR: Szkoda tego Glika i jego siatkonogi, gdyby nie miał kontuzji to może nawet byśmy awansowali. Na pewno Kamil nie strzeliłby gola Szczęsnemu jak jego zastępca Cionek, więc co najmniej mielibyśmy 1 punkt więcej, być może w innych sytuacjach też by coś ugrał.
    Zabawne były zbliżenia na twarz Grosickiego- za każdym razem mówił albo k…. , albo ja p…. 🙂

    • PS 2: Druga przyczyna że Japończycy w końcówce grali tak jak grali to że nie chcieli dostawać więcej żółtych kartek. A to dlatego że Japonia i Senegal mają 4 punkty, taki sam bilans bramkowy ale w tzw. rankingu fair-play Senegalczycy mają więcej żółtych kartek i dlatego to oni odpadają z turnieju a Japonia przechodzi dalej.

      od RacimiR: Wydaje mi się, że Japończycy wiedzieli, że Kolumbia wygrywa z Senegalem i dlatego ostatnie minuty grali tak, jak Polska w 2 pierwszych spotkaniach. Żenująco to wyglądało, jeszcze Grosicki dostał skurczu, obie drużyny najchętniej by się położyły na ziemi. Jest taka audycja „Stan mundialu”, konkretnie odcinek 15, polecam, jak się komuś nudzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *