Francja na 1 dzień przed Euro 2016

policjaW dniu jutrzejszym, czyli 10 czerwca rozpoczną się mistrzostwa Europy „Euro 2016”, rozgrywane we Francji. Przed każdą imprezą z „wielkiej trójki” (MŚ, ME i Olimpiada) media tradycyjnie lubują się w wyszukiwaniu błędów i niedostatecznego przygotowania organizatorów. Teraz jednak sytuacja jest najpoważniejsza, bo nie chodzi o niepomalowany stadion, ani o Sola Campbella któremu codziennie śni się rasizm, ani o niezapłacenie podwykonawcom za zbudowaną autostradę. Francja na dzień dzisiejszy to kraj pogrążony w chaosie, który przypomina jedną wielką „13 dzielnicę”. Rząd jest nieudolny i skorumpowany, muzułmanie panoszą się jak nigdy wcześniej, zadłużenie kraju jest najwyższe w historii, pod Wieżą Eiffela grasują naćpane dzieciaki i bezdomni, od ponad pół roku wprowadzony jest najwyższy poziom zagrożenia terrorystycznego, na ulicach strajkują energetycy, śmieciarze, lewacy, pracownicy kolei, taksówkarze i wiele innych grup społecznych. Jakby tego było mało – Paryż nawiedziła wielka powódź, która przysporzyła dużo problemów (francuscy policjanci z tej łódki chyba naoglądali się filmów o gamoniowatych żandarmach z Luisem de Funèsem i postanowili zrobić coś jeszcze głupszego). Właśnie do Francji zjeżdżają się dziesiątki tysięcy kibiców, z których część nie lubi się nawzajem, część nie lubi muzułmanów i niejednokrotnie lubią czasem dać komuś w zęby. Nie wygląda to dobrze i według mnie może skończyć się skandalem. Podzieliłem zagrożenia na 3 części – powódź sobie odpuściłem, bo wydaje się być opanowana, a żadnych stadionów nie zalało.


Strajki

https://www.youtube.com/watch?v=KL1O4pUYJ2w

Powyżej na filmie przykład tego, co w ostatnim miesiącu dzieje się w Paryżu. Abstrahując od tematu – to jest właśnie prawdziwa oddolna demonstracja uliczna, a nie żaden sorosowy KOD z Bolkiem, Polmosem, Szogunem, Blumsztajnem, podskakującym Giertychem i rykiem wuwuzel głośniejszym, niż na mistrzostwach świata w RPA. Niedawno pisałem o „francuskiej wiośnie” Nuit Debout. Wtedy byłem przekonany, że sytuacja się aż tak mocno nie rozwinie i skończy się na hipsterskich pogaduchach o pielęgnacji brody przy piwerku ze sprajtem i sojowym latte ze starbusia. W sprawę jednak włączyły się związki zawodowe i reprezentujące ich lewackie bojówki, więc przestało być sympatycznie. Od ponad miesiąca cała Francja przeżywa falę strajków i zamieszek ulicznych. Główny powód to wydłużenie tygodniowego czasu pracy z 35 do 48 godzin. Lewacy nie mogą się z tym pogodzić, ale nie rozumieją, że to wszystko przez nich. Francja jest zadłużona po uszy, na samą „obsługę” długu wydając kilkanaście procent budżetu rocznego. Drugie tyle idzie na zasiłki, zapomogi, dopłaty i inny socjal. Kilkumilionowa mniejszość muzułmańska nie należy do tytanów pracy. Akcja „Reviens Léon” nie przyniosła żadnych rezultatów, poza dobrym materiałem na szyderę. Bezrobocie wśród młodych jest gigantyczne i nie ma powodów, by w przyszłości spadło. Przemysł albo przeniósł się do Chin, albo ledwo zipie, obłożony wysokimi podatkami i różnymi pakietami klimatycznymi. Logiczne jest więc, że już zatrudnieni Francuzi muszą pracować więcej godzin za tą samą stawkę, bo inaczej gospodarkę czeka katastrofa (co i tak się stanie, tylko zostanie odsunięte w czasie). Francuski rząd jest z natury bardzo uległy i gdyby tylko mógł, to by nie wydłużał czasu pracy, ale inaczej po prostu kraj zbankrutuje – więc nie ma wyjścia. Stąd protesty, zamieszki i strajki, które dalekie są od kompromisu z rządem. Widzę tutaj analogię do Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Tam wkurzone, ubożejące społeczeństwo ścięło Ludwika XVI, który w dużej mierze odpowiadał za kryzys ekonomiczny. Ludzie byli głodni, a oderwany od rzeczywistości dwór królewski przeznaczał gigantyczne kwoty na niepotrzebne gospodarce rzeczy – fryzury, peruki, stroje, perfumy, fontanny, taniec, gry i zabawy, uroczyste polowania, wystawne bale, tresurę zwierząt, prostytutki, bezsensowne wojny, megalomańskie inwestycje. Lud w końcu zrobił z tym porządek, nowym przywódcą kraju został Napoleon Bonaparte. Przesunął on po prostu pieniądze z wyżej wymienionych pasywów w kierunku gospodarki – w krótkim czasie kraj się odbudował, a społeczeństwo nasyciło się i uspokoiło (w dodatku forsy wystarczyło jeszcze na podbój Europy). Obecnie Francuzi chyba myślą, że wystarczy powtórzyć ten przećwiczony przez przodków manewr, a efekt będzie ten sam. Dzisiaj jednak sytuacja jest dużo trudniejsza – powywieszanie rządu na latarniach nic nie da, a gdyby pojawił się drugi Napoleon – nic on nie załatwi. Tu już nie chodzi tylko o to, że władza na swoje próżności wydaje pół budżetu, więc nie wystarczy przeksięgować wydatków z jednego słupka do innego, aby uratować kraj. Tutaj potrzeba totalnej, długofalowej odbudowy strukturalnej Francji – zmniejszenia podatków, przywrócenia konkurencyjności przemysłu, zmniejszenia zasiłków, wyzerowania długu, stawienia czoła islamowi, zmniejszenia korupcji i biurokracji. Tego nie da się załatwić egzekucją rządu czy wyciąganiem łap po socjal. Według mnie Francja już sobie z tym problemem nie poradzi i wkrótce zamieni się w kraj upadły. Jakby tego było mało – sami Francuzi nie są jakoś specjalnie napaleni na wielką piłkarską imprezę (w przeciwieństwie do Polaków w 2012) i raczej traktują ją jak piąte koło u wozu. Ich reprezentacja przeżywa kryzys tożsamościowo-patriotyczny, pół ich składu to muzułmanie, którzy nie chcą śpiewać hymnu Francji przed meczem. Ich najlepszy piłkarz Benzema okazał się psychopatą i został odsunięty od składu, a inni dają bardzo zły przykład młodym, wikłając się w liczne skandale obyczajowe. To już nie jest ten historyczny, zwycięski monolit z roku 1998 – z Zidanem i Lorą Blą, całującym łysą glacę Bartheza. W kontekście samej organizacji imprezy piłkarskiej myślę jednak, że we Francji nastąpi chwilowe spięcie pośladów – czyli miesięczne zawieszenie strajków i zamieszek, więc kryzys polityczny raczej nie przełoży się bezpośrednio na mistrzostwa (ktoś najwyżej nie dojedzie na mecz na czas, a ktoś inny będzie spał w namiocie, a nie w hotelu). Mniej więcej podobna sytuacja jest w Brazylii, która 2 lata temu organizowała mistrzostwa świata, a wkrótce zorganizuje olimpiadę. Sytuacja codzienna wygląda tam, jak na filmach „Elitarni”, ale gdy zjeżdżają się zagraniczni kibice i światowe telewizje, to chwilowo malują trawę na zielono i organizują całkiem niezłą imprezę. Miejmy nadzieję, że tak samo będzie we Francji.


Kibole

Przed meczem Polska-Rosja, Euro2012, Warszawa

Przed meczem Polska-Rosja, Euro 2012, Warszawa, fot: youtube

Innym rodzajem zagrożenia są kibole. Interesuję się trochę tematem. Sam chodzę na mecze swojej drużyny odkąd skończyłem 10 lat, mam na koncie też kilkadziesiąt wyjazdów po całej Polsce i kilka zagranicznych. Jednak nie jestem ‚wariatem’ i nigdy nie pcham się do pierwszego rzędu bijatyki (od tego są bardziej wykwalifikowane osoby w ekipie). Nie kręci mnie atak, co najwyżej mogę się bronić. W sytuacjach „stresowych” ustawiam się tak, żeby wszystko widzieć, ale żeby nie wystawiać się na strzał czy aresztowanie. Taka postawa daje duże możliwości obserwacyjne, skutkujące pewnym zrozumieniem mentalności kibolskiej. Zaczynałem kibicować w latach 90-tych, gdy nie było pociągów specjalnych czy policyjnej obstawy – można było dostać w zęby w każdej chwili. Zadymy wtedy były naprawdę ostre. Teraz jest już inaczej, policja jest świetnie wyposażona, a sami kibice też się trochę uspokoili. Z krajów, które zakwalifikowały się do francuskich mistrzostw wyróżniłbym 3 typy kiboli – pierwszy to „stara, chrześcijańska szkoła” (Polska, Rosja, Ukraina, Węgry, Rumunia, Chorwacja) – poza pojedynczymi sympatiami (np. Polska i Węgry) wszystkich innych kibiców traktują „z automatu” jako wrogów. Lubią dać w ryja praktycznie każdemu, kto się nawinie, ale nie używają „sprzętu”, zostawiają w spokoju leżącego w bezruchu, nie biją przypadkowych ludzi. Drugi typ to muzułmanie – Albania i Turcja (która wg mnie powinna grać w mistrzostwach Azji). Ci się nie bawią w żaden honor, nałogowo stosując chwyty poniżej pasa – noże, kastety, maczety, przedmioty miotane, a nawet broń palną. Prawdopodobnie wspierani będą przez lokalną społeczność muzułmańską i tzw. „uchodźców”. Trzeci typ to cała reszta, czyli ‚Janusze’, którzy jadą napić się piwa, zjeść kiełbasę, wymalować sobie gębę w narodowe barwy, wymienić się szalikiem  i obejrzeć mecz – do tej najliczniejszej grupy należą: Francja, Hiszpania, Szwajcaria, Belgia, Walia, Słowacja, Anglia, Walia, Irlandia Północna, Czechy, Irlandia, Szwecja, Włochy, Austria, Portugalia i Islandia. Oczywiście od każdej reguły mogą zdarzyć się pojedyncze odstępstwa. Policja francuska oczywiście o tym wszystkim wie, więc wystarczy im zabezpieczyć pojedyncze mecze. W fazie grupowej wytypowano 5 „groźnych” meczów: Polska-Niemcy, Anglia-Rosja (w sumie nie wiem dlaczego te dwa – tu nic się nie wydarzy ze strony kiboli), oraz Polska-Ukraina, Anglia-Walia i Chorwacja Turcja (w tych trzech w grę wchodzi historia i niechęć między narodami, więc może być bitka). Wyłączając dwa pierwsze, które wcale nie są wysokiego ryzyka – zostają w fazie grupowej do zabezpieczenia tylko trzy mecze, a w sumie dwa, bo na Anglia-Walia też raczej nic nie będzie, co najwyżej jacyś najebańcy zwyzywają się w kolejce po piwo. Myślę, że policja sobie poradzi, bo mają bardzo dobre uzbrojenie, wyszkolenie, procedury i są zaprawieni w boju po ostatnich strajkach. Stadiony są świetnie zabezpieczone, więc na samych meczach na pewno nic „kibolskiego” się nie wydarzy – co najwyżej przed meczami na ulicach lub w knajpach. Inną sprawą są umówione „ustawki” – gdy dwie strony umówią się w ustronnym miejscu i nie będą się z tym afiszować – to żadna siła ich nie powstrzyma. Jednak wtedy odbędzie się to z dala od głównej imprezy i nikt postronny nie ucierpi. Wydaje mi się, że jedyne co Francuzi mają profesjonalne to policja, inaczej muzułmanie by ich już dawno powybijali. Dlatego będzie kilka niegroźnych incydentów kibolskich, ale bez większego wpływu na całe Euro.


Terroryści

terrorysci

Jedyne poważne zagrożenie, które może zagrozić piłkarskiej imprezie jako całości to oczywiście terroryzm islamski. W skrajnym przypadku mistrzostwa mogą zostać przerwane, albo rozegrane bez udziału publiczności. Próbkę mieliśmy kilka miesięcy temu, podczas paryskich zamachów – od tego czasu trwa najwyższy stopień zagrożenia terrorystycznego. Na domiar złego właśnie zaczął się ramadan, a jakiś ważny brodacz wezwał wyznawców Allaha do wykonywania zamachów w czasie jego trwania (niby powinni w tym czasie pościć, ale wolą zamiast tego ubogacić kulturowo Europejczyków). Pytanie tylko – czy islamistom będzie się chciało stosować taką formę rozrywki. Warunki mają wręcz wymarzone – wielki turniej w niestabilnym pod każdym względem kraju. Potencjalny zamach obróciłby się przeciwko nim (wzrost poparcia dla prawicy, wzrost strachu i niecięci do islamu), więc może pójdą po rozum do głowy i nie będą robili sobie pod górkę. Jednak zamach na lotnisku w Brukseli, kilkaset metrów od lewackiego Parlamentu Europejskiego (który jest ich sojusznikiem) pokazał, że terroryści nie myślą logicznie i lubią czasem uciąć gałąź, na której siedzą. Służby francuskie nie są w stanie udaremnić tych zamachów w zarodku, bo terroryści to hermetyczne środowisko, cicho wspierane przez społeczność muzułmańską. W dodatku zamach może przeprowadzić ktoś z zewnątrz – czyli np. „Belg” lub „Szwed”, więc infiltracja samej Francji nie wystarczy. Terroryści to również środowisko zdecentralizowane – nie ma kto wydać rozkazu „czasowy zakaz wybuchów”, więc nawet, gdy 99% terrorystów zrobi sobie wolne, to wystarczy kilku „samotnych wilków”, aby zrobić niezły bajzel. Jeżeli stanie się coś dużego – być może będzie to początek wojny religijnej o Europę, która czeka nas tak czy inaczej. Właściwie to im wcześniej się zacznie – tym lepiej, gdyż z każdym dniem islamiści są coraz silniejsi, a Europejczycy coraz słabsi.


Podsumowując – strajkujący Francuzi mogą zablokować drogę, kibole mogą dać sobie nawzajem w mordę, ale islamiści się nie patyczkują i mogą wysadzić w powietrze stadion lub strefę kibica. Jeżeli dobrze to zaplanują to dopną swego, pytanie tylko – czy będą chcieli to zrobić (kopiąc sobie dołek pod sobą). Bardziej opłaca się im przejmować Francję w sposób „pełzający”, czyli „na sępa”, a nie „na rympał”. Jednak są oni nieprzewidywalni i w gorącej wodzi kąpani, więc może być różnie. Jak to się mówi – dla chcącego nie ma nic trudnego. Zechcą się trochę rozerwać na meczu? Wkrótce się o tym przekonamy. Nawet jak będzie spokojnie, to Francja i tak zmierza ku chaosowi, bo strajki wrócą po mistrzostwach ze zdwojoną siłą, a pieniądze z nieba nie spadają.

RacimiR, 9.06.2016

PS: Polsat jak zwykle pojechał po bandzie w swym skąpstwie i nawet wobec własnych, długoletnich abonentów wyciągają łapy po dodatkowe pieniądze za odkodowanie Euro. Ja mam to w dupie – wolę chodzić po piwnych lokalach (mimo, żem abstynent), albo w ostateczności meczyki.pl

PS2: Z ciekawością, pierwszy raz w życiu obejrzę ceremonię otwarcia. Prawdopodobnie będzie tam więcej Afryki, niż Europy – jak na nowoczesną Francję przystało.

5 myśli nt. „Francja na 1 dzień przed Euro 2016

  1. RacimiR polecam jako laudację dla Twego komentarza dotyczącego frankreichu, z początku komentarza. http://www.filmweb.pl/film/W%C5%82adca+wszech%C5%9Bwiata-2013-693691 Niemiec bardzo ciekawie mówi, co będzie jak Francja zwyczajowo wyciągnie zużyte krochmalone barchany na kijek. Chociaż nie wiem czy się nie spóźniłem z linkowaniem, bo pewnie to oglądałeś, gdyż poruszasz się w tej tematyce wybornie, co mnie akurat cieszy, bo moje moje spostrzeżenia są wybitnie zbieżne.

    Co do kibolstwa – śmiem twierdzić i obym się nie mylił, że nachodźcy będą unikać konfrontacji z „husarią”, „bojarami”, ba nawet z januszowatymi „husytami”, bo to im się zwyczajnie nie będzie opłacać. Poziom wkurwu w społeczeństwach tzw. grupy wyszechradzkiej jest o krok od odtrąbienia „safari”, czyli wesołej zabawy ludowej zwanej tu i ówdzie „berkiem z przygodami”. Może się okazać, że zdrowe, spokojne społeczeństwo nagle sięgnie po instrukcję postępowania do książek powszechnie poważanych (choć tak naprawdę durnowatych) jak np. sienkiewiczowski „Potop” i ni z tego, ni z owego urządzi sobie, zgodnie ze wskazówkami książkowy „kulig”. Rolę łosiojebców odegrają miłośnicy kóz.

    Na szczęście rządzą jarkacze i ich telewizyjny przekaz będzie bardziej obiektywny, niż lamenty Zimocha nad tym, że w 2012 pobito „kibiców rosyjskich”, a oni chcieli nam pokazać gdzie jest Rosja pięknym niedźwiadkiem na rozkładówce stadionowej. Zapomniał tylko Tomcio pierdoła, że kałmuki szły z imperkami (czarno-żółto-białymi szmatami) przez cała drogę przez most, a tego nawet ja – będąc bez kozery powiem „pińcet” kilometrów dalej zdzierżyć nie mogłem. Zdrowia życzę RacimiRze i oby teksty były częściej, bo coraz trudniej o dobra lekturę 🙂

  2. 11.06.2016
    Gratuluje Ci RacimiRze znakomitego artykulu,
    ktory dokladnie oddaje aktualna sytuacje we Francji.
    Zgadzam sie ze wszystkimi tezami w nim zawartymi:
    Francja zmierza ku upadkowi, i to z wlasnej winy!
    W wirze internetowych, pejsbukowych i smartfonowych banalow –
    Francuzi zapomnieli, jak brzmi ten najwazniejszy numer,
    numer do Pana Boga…
    Pozdrawiam patriotycznie RacimiRa,
    i wszystkich myslacych rodakow,
    w kraju i za granica!
    Zagonczyk.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *