Uzupełnianie luki na rynku pracy

murzyniJoseph Goebbels, minister propagandy III Rzeszy powiedział: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Tę nazistowską teorię wzięli sobie do serca lewicowcy z Polski i zaczęli ją bezwzględnie realizować. W efekcie, każdy z Was przynajmniej tysiąc razy słyszał w różnych miejscach o „uzupełnianiu luki na rynku pracy”, więc według teorii Goebbelsa- jest to prawda niezaprzeczalna. Musimy więc szybko uzupełnić tą lukę (imigrantami) i basta, bez dyskusji.

Dla potwierdzenia kilka konkretów:

  • „Bez podjęcia próby ściągnięcia nad Wisłę pracowników z zagranicy, rąk do pracy po prostu u nas zabraknie”– Maciej Miłosz, Gazeta Prawna – KLIK
  • „Stoimy przed koniecznością otwarcia się na zagranicznego pracownika, również spoza krajów UE.”– Monika Zaręba, specjalista ds. rynku pracy, Pracodawcy RP. Tytuł artykułu brzmi: „Imigranci mogą być ratunkiem dla polskiego rynku pracy”, Justyna Koc, Polskie Radio – KLIK
  • „Imigracja zwiększa potencjał siły roboczej, pozwala uzupełnić luki na rynku pracy”, Ignacy Morawski, Kultura Liberalna- KLIK
  • „W miejsce ludzi, którzy wyjeżdżają, z czasem napływają inni, bo tworzy się luka na rynku pracy.”– Dr Sabina Kubiciel-Lodzińska, Politechnika (Sic!) Opolska – KLIK
  • „Za kilkanaście lat czeka nas poważna luka na rynku pracy”– wiceminister pracy i polityki społecznej Czesława Ostrowska- KLIK
  • „Imigranci są ważni z punktu widzenia funkcjonowania polskiej gospodarki”– dr Joanna Nestorowicz z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego- KLIK
  • „Polska nie tylko dla Polaków. Jeśli chcemy zatrzymać nadchodzącą katastrofę demograficzną, potrzebujemy 140 tys. imigrantów. I to co roku.”– Gazeta Wyborcza- KLIK
  • „W ciągu najbliższych kilkunastu lat będziemy mieć braki na rynku pracy i potrzeba nam będzie pracowników z zewnątrz” – posłanka PO Magdalena Kochan – KLIK

 

fot: swoje.info

fot: swoje.info

Mógłbym wklejać podobne cytaty do białego rana. Jak się to ma do rzeczywistości? Dokładnie odwrotnie, niż twierdzą powyżsi eksperci z bożej łaski. Prawda jest taka, że nie ma żadnej luki ani niedoborów na polskim rynku pracy, zresztą w całej Unii Europejskiej jest podobnie. Rynek pracy w XXI wieku kurczy się z dnia na dzień. 100 lat temu szewc szył 2 pary butów miesięcznie (i wtedy faktycznie była luka na rynku pracy). Dzisiaj pracownik fabryki obuwia naciska guzik, a z taśmy wyjeżdża 1000 par butów na godzinę. Podobnie jest w każdej innej branży przemysłowej. Przy dzisiejszej mechanizacji jeden rolnik jest w stanie „obrobić” kilkaset hektarów pola, zapewniając żywność nawet tysiącu ludzi. Produkty wytwarzane ręcznie praktycznie zniknęły ze sklepów. Jest masowa produkcja, maszyny CNC, inteligentne technologie, a za chwilę na rynek detaliczny wejdą drony i drukarki 3D, które poślą na bruk kolejne miliony pracowników. Pomijam już to, że 4/5 światowej produkcji uciekło do Chin. Zatrudnienie w przemyśle (procentowo) jest najniższe w historii świata. W dzisiejszym rynku pracy w Unii Europejskiej na jedną osobę, która coś wytwarza- przypada 8 urzędników, 7 prawników, 6 doradców biznesowych, 5 politologów, 4 akwizytorów, 3 księgowych, 2 lewackie fundacje pozarządowe i 1 architektka krajobrazu. Z punktu widzenia PKB- wszyscy są zbędni, a wręcz szkodliwi dla gospodarki. Jednak technologia wytwórcza jest tak zaawansowana, że nie potrzeba tam wielu rąk do pracy, więc trzeba było stworzyć tysiące niepotrzebnych zawodów (głównie dla wyzwolonych kobiet, które chcą się ‚samorealizować’), inaczej bezrobocie wynosiłoby 70% i ludzie wyszliby na ulice. Innymi słowy- aby ludzie nie siedzieli całymi dniami bezczynnie (i nie knuli teorii spiskowych), trzeba było ich zatrudnić gdziekolwiek się tylko da. TUTAJ bardzo mądra wypowiedź Janusza Korwina-Mikke, wprawdzie dotyczy innego tematu, ale sens jest ten sam.

Jako, że jestem umysł ścisły- pobawię się liczbami: W Polsce zarejestrowanych jest około 2mln bezrobotnych. Drugie tyle uciekło z Polski za chlebem w ostatnim dziesięcioleciu. Kolejne 2mln to Polacy, zesłani na wygnanie w okresie stalinizmu (głównie Sybiracy). Wreszcie 4mln obecnych „zatrudnionych” w Polsce to osoby, których praca jest absolutnie zbędna (większość urzędników, doradców, pośredników, rolników mało-ziemskich itp.) Razem daje nam to 10 milionów ludzi, którzy reprezentują „bezrobocie ukryte”. W każdej chwili można by zatrudnić te osoby w pożytecznych zawodach, gdyby zaszła taka potrzeba. Swoista „anty-luka” na rynku pracy. Nawet za 10, 20 czy 40 lat, gdy demografia da o sobie znać, zawsze zostanie jakaś rezerwa. Tym bardziej, że technika ciągle się rozwija i coraz więcej ludzkich zadań będą przejmowały maszyny (a więc kolejne osoby na bruk).

Healthcare not WarfareO co więc, do diabła chodzi z tą Goebbelsowską, powtarzaną tysiąckroć „luką na polskim rynku pracy”? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi… Wszystkie tropy prowadzą do lewactwa. Lewactwu nie chodzi o żadne „ratowanie” rynku pracy, tylko o to, żeby (za wszelką cenę) ściągnąć do Polski jak najwięcej jednostek obcych nam kulturowo. Musi być jednak do tego jakiś pretekst, więc wymyślono bajkę o rzekomych niedoborach kadrowych, którą powtarzając tysiąc razy- zamieniono w prawdę objawioną. Poniżej przykłady beneficjentów ściągania do Polski „uzupełnień luki” na rynku pracy:

  • Zagraniczne banki– im więcej w Polsce obcokrajowców, tym większe wydatki Skarbu Państwa (na asymilację, bezpieczeństwo, socjal itp.), więc większy też będzie deficyt budżetowy, który łatany jest długiem w zagranicznych bankach. Banki napędzają sobie popyt na własne usługi kredytowe.
  • Organizacje „antyrasistowskie” typu Nigdy Więcej– im więcej w Polsce obcokrajowców, tym więcej incydentów o podłożu rasistowskim, czyli napędzanie sobie popytu na własne „usługi” i łatwiejsze wyciąganie łap po dotacje z publicznej kasy na „walkę z faszyzmem”.
  • „Byznesmeny”– którym tęskno do feudalizmu, zatrudniający ludzi za marne grosze (a jak się nie podoba to wynocha, na twoje miejsce jest 10 innych). Im więcej obcokrajowców w Polsce, tym bardziej „byznesmeny” będą mogli upodlać swoich niewolników pracowników.
  • NWO (New World Order)– tu chyba nie trzeba tłumaczyć. Miksowanie ras i tworzenie bezmózgiej masy niewolniczo-konsumpcyjnej.
  • Antykatolicy i syjoniści– import przedstawicieli innych religii do Polski zmniejszy procentowy udział katolików w społeczeństwie, a nic bardziej nie boli tej grupy, jak fakt, że Polska jest jednym z najbardziej katolickich krajów świata.
  • Kraje wrogie Polsce– im więcej w Polsce obcokrajowców, tym kraj słabszy wewnętrznie, a więc bardziej bezbronny oraz podatny na różnorakie machlojki i szantaże.
  • Islam– tu też nie trzeba tłumaczyć. Sami widzicie, co się dzieje teraz we Francji, tam też kilkadziesiąt lat temu lewacy „uzupełniali lukę” na rynku pracy…

Jedyne, co możemy zrobić, to domagać się (na wszystkie możliwe sposoby) deklaracji antyimigranckich od wiodących partii politycznych. Politycy dla poparcia i koryta zrobią wszystko, więc jak zobaczą, że anty-imigracją da się zdobyć duży elektorat- przestaną w końcu majaczyć o luce na rynku pracy. Na dzień dzisiejszy bodajże jedyną partią, nastawioną chłodno do przyjmowania imigrantów jest Ruch Narodowy, z poparciem w okolicach 1%…

PS: Aktualnie na wylocie jest 4000 górników. Co by nie mówić o fatalnie zarządzanym polskim górnictwie- jest to ostatnia branża przemysłowa, która jest jeszcze w polskich rękach. Jak górnictwo zostanie zlikwidowane to będziemy już w 100% obcą kolonią we własnym kraju.

RacimiR, 10.01.2015r

6 myśli nt. „Uzupełnianie luki na rynku pracy

  1. Generalnie mądry artykuł, poza jednym – liczba miejsc pracy nie maleje bo dzięki postępowi powstaję nowe sektory (np. internet) o których jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał a które teraz dają zatrudnienie tysiącom osób. Sytuacja w której żadna ludzka praca nie będzie potrzebna bo wszystko będą robić maszyny to jakieś ponure lewackie science fiction. Potrzeby ludzkie są praktycznie nieskończone – osiągając jakiś poziom dobrobytu po chwili chcemy więcej – co jest motorem napędowym postępu i zapotrzebowania na pracę. Bastiat bardzo ładnie to rozkminił, chyba w ‚Harmoniach ekonomicznych’.

    od RacimiR: Nie twierdzę, że ludzkość zamieni się w bajkę „The Jetsons”, tylko że liczba chętnych do (godnie opłacanej) pracy zawsze będzie przewyższać liczbę „potrzebnych” miejsc pracy. Zawsze.
    CO do internetu to zatrudnił mnóstwo ludzi, ale tyleż samo zwolnił 😉

    • Nie zgadzam się że ‚rynek pracodawcy’ który masz chyba na myśli jest nieunikniony. Mamy z nim do czynienia obecnie, bo żyjemy w chorym państwie, które premiuje umiejętność wypełniania wniosków unijnych, zamiast przedsiębiorczości. Tą ostatnią rozumiem jako kombinowanie jak być bardziej pożytecznym, aby inni chcieli za to płacić, przekształcanie pomysłu w biznes i zatrudnianie ludzi.
      Odnośnie internetu – masz jakieś statystyki na potwierdzenie?

      od RacimiR: Statystyk nigdy nikt nie robił pod tym kątem, można tylko szacować. Internet „zwolnił z pracy” wielu kasjerów, listonoszy, kurierów, salony gier, producentów papieru i zeszytów… 🙂

      • Nie będę wymieniał listy zawodów i dziedzin w których internet wpłynął na zwiększenie zatrudnienia bo mam obowiązki rodzinne i zawodowe i nie mam tyle czasu do spędzenia przed klawiaturą. Tylko nie pisz proszę że internet zwolnił z pracy kurierów bo przesyłki ze sklepów online same się nie dostarczają. Sugeruję również abyś unikał takich uogólnień ‚zwolnił tyle co zatrudnił’ bo jak sam piszesz są niesprawdzalne. Trochę to przypomina lewackie odwoływanie się do emocji i powierzchownych wrażeń niż merytorycznych argumentów. Nie pasuje to tej strony, którą ogólnie oceniam wysoko (poza ostatnim okresem rzadkiej aktualizacji).

  2. Nie do końca jest tak, jak piszesz. Prawdą jest, że mamy rzesze bezrobotnych, że rzesze wyjechały i na horyzoncie mamy kolejne redukcje. Jednak otwarcie rynku pracy ma na celu ściągnąć tanią siłę roboczą, która dodatkowo rozkręci rynek usług, będzie musiała coś jeść, gdzieś mieszkać itd. Większa konsumpcja napełni portfele producentów/usługodawców, a dodatkowo pozwoli wielu bezrobotnym-wykwalifikowanym zająć się tym samym. Pomyśl, ile miejsc pracy musi powstać, aby zapełnić żołądki i rynek usług dla 140 tys. nowych twarzy rocznie.
    Nie oznacza to jednak, ze marzę o tym, aby ściągnąć tu muzułmanów. Myślę, że dobrą i bezpieczną grupą są np. Ukraińcy. Tu gdzie mieszkam, zatrudnia się ich wielu w stoczniach i przemyśle stalowym. Są tańsi od Polaków (dzięki temu firmy są bardziej konkurencyjne) pracowici i dalecy od radykalizmu.
    Każdy kraj otwierający się na imigrantów, doskonale chroni swoich, lepiej wykształconych pracowników. W takiej Francji czy Niemczech muzułmanów jest w brud, ale fakty są takie, że ich pochodzenie(pisząc otwarcie brak wykształcenia i zacofanie) sprawia, że przynajmniej przez kilka pokoleń nie będą w stanie odebrać pracy Francuzowi albo Niemcowi. Wielu z nich, pragnących zdobyć lepsze wykształcenie z przyczyn finansowych przyjeżdża na studia do Polski, ale to i tak za mało, bo po ich powrocie nasze papiery nie mogą konkurować z miejscowymi uczelniami.

  3. 1. W ciągu kilku lat bardzo dużo ludzi bedzie przechodzić na emerytury, będzie ich znacznie wiecej niż młodych ludzi którzy skoncza szkoły i bedą szukać pracy, więc naprawde możę być problem z nowymi pracownikami
    2. Jeśli ktoś pracuje np w Anglii, to trudno go uznać za bezrobotnego.
    3. Wśród bezrobotnych w Polsce, jest wielu takich którzy pracują (na czarno, ale pracują)
    4. Pracowałem w polskich firmach i zagranicznych. I to w polskich firmach czułem się jak niewolnik, w zachodnich warunki pracy były dużo lepsze
    5. Górnictwo jest w polskich rękach i chyba dlatego przynosi straty.
    6. W 19-stym wieku tez ludzie protestowali przeciwko maszynom, bo zabiera im miejsca pracy. Porównaj poziom życia przeciętnego europejczyka z 19 wieku i dzisiaj

    od RacimiR: 20 lat temu mówiono dokładnie to samo… Póki co rąk do pracy jest nadmiar i przez wiele lat się to nie zmieni. Nawet jakby się kiedyś zmieniło (w co wątpię) to nie oznacza, że już od dzisiaj mamy przyjmować 140.000 imigrantów rocznie (jak sugeruje Gazeta Wyborcza). Jak będą potrzebni to można podyskutować, póki co są niepotrzebni i jeszcze długo (wg mnie zawsze) tak będzie. CO do punktu 3 to dużo jest bezrobotnych, których Urząd wyrejestrował z błahego powodu, żeby poprawić sobie statystyki.

  4. chcą się ‚samorealizować’- nie tylko,po prostu muszą pracować.osobiście nawet chętnie pracuję, tylko w domu to nic dla mnie,ale czy nie szloby tak 50/50 dla wszystkich? Dzieci potrzebują również ojca! Ale nie-mniejszość pracuje aby utrzymać bezrobotnych i lada chwila jeszcze muzułmańskich osadników -to jest CHORE.

    od RacimiR: Kobiety muszą pracować, bo ich mężczyźni są tak opodatkowani, że nie są w stanie utrzymać rodziny z jednej pensji. Za wychowywanie dzieci z kolei bierze się państwo (są nawet pomysły wprowadzenia gender w przedszkolach), czyli model Szwedzki. Zgadzam się, że ten system jest chory.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *