Gównonewsy w natarciu, cz. 1

Na początku lat 90-tych, gdy byłem małym chłopcem – ukazywała się gazeta: „Skandale”. Pisano w niej takie zmyślone bzdury, że byłem przekonany, iż głupszej gazety nie da się już zrobić (dla ciekawych – nieliczne skany można znaleźć w google). Myliłem się – „Skandale” w porównaniu z dzisiejszymi mediami były całkiem fajne, bo przynajmniej można było się pośmiać. Współczesne media są skrajnie upolitycznione i już nawet nie próbują udawać, że są obiektywne. Dotychczas przedstawiały one każdą informację w sposób naciągany, przemilczając niewygodne informacje oraz naciągając te wygodne. Ostatnio jednak zauważyć można całkowicie nowe zjawisko, czyli wymyślanie nieprawdziwych „wiadomości” tylko po to, aby dosolić przeciwnikom. Brylują w tym media lewicowe, choć tym prawicowym również niekiedy się to zdarza (np. legendarny „dziadek z Wehrmachtu” Donalda Tuska). Do napisania tego tekstu sprowokowała mnie sprawa z panią „dziennikarz” Agnieszką Kublik, która w Gazecie Wyborczej napisała, że Wojciech Mann został wezwany na dywanik przez dyrektorkę Polskiego Radia, gdzie zostały wytknięte mu rzekome „braki warsztatowe”. Momentalnie temat został podjęty przez wszystkie lewicowe media – TVN, TokFM, Natemat, Newsweek, Polityka, Wirtualna Polska, Onet, Interia i wiele innych. Stworzono swoisty viral. Do sprawy włączyły się lewicowe autorytety, które w mediach społecznościowych zaczęły nagłaśniać ten „skandal” (np. pan Zimoch – patrz foto poniżej), a kolejne dziesiątki tysięcy pożytecznych idiotów zaczęły to lajkować, udostępniać i komentować. Następnego dnia Wojciech Mann wydał specjalne oświadczenie, w którym napisał, że nikt mu nie wytykał żadnych braków warsztatowych. Pani Kublik napisała wtedy, że jacyś trzej anonimowi informatorzy wprowadzili ją w błąd i ona sama nie ma sobie nic do zarzucenia. Problem w tym, że o „brakach warsztatowych” Wojciecha Manna usłyszały miliony Polaków, a sprostowanie dotarło tylko do niewielkiego ułamka społeczeństwa. Media, które w najbardziej eksponowanych miejscach reklamowały „braki warsztatowe” Wojciecha Manna – sprostowanie umieściły już w mało dostępnych „czeluściach”, albo w ogóle go nie udostępniły swoim odbiorcom. Od początku w tej sprawie chodziło oczywiście o obrzydzenie ludziom rządu PiS, który rzekomo uwziął się na legendarnego dziennikarza radiowego (pomijam już to, że Mannowi zdarzyło się przeklinać na antenie, krytykując utwór, który sam puścił, prawdopodobnie będąc pod wpływem alkoholu). Sprawa ta pokazuje, że w dzisiejszych czasach w Polsce można w mediach napisać jakiekolwiek kłamstwo, dla bezpieczeństwa powołując się na anonimowych informatorów, których tożsamość objęta jest tajemnicą dziennikarską.

Tomasz Zimoch na pejsbuku reklamuje rewelacje GW o „brakach warsztatowych” Wojciecha Manna. 4000 polubień, 460 udostępnień, 100 komentarzy. Gdy wyszło na jaw, że to kłamstwo – nie przeprosił, ani nie usunął tego wpisu.

Zresztą nawet, gdy nie ma pośrednictwa „informatorów” – sprawy sądowe potrafią ciągnąć się w nieskończoność. Niecałe 2 miesiące temu Gazeta Wyborcza przeprosiła Antoniego Macierewicza za napisanie nieprawdy – chodziło o artykuł z… 2008 roku. 3 lata trwał proces (2008-2011), a kolejne pięć lat (2011-2016) Gazeta zwlekała z opublikowaniem przeprosin, więc już nikt nie pamięta czego ta sprawa dotyczyła. Innym razem ta sama Gazeta nazwała Grzegorza Brauna faszystą. Pech chciał, że akurat trwała kampania wyborcza (pan Grzegorz był kandydatem na prezydenta), więc proces odbył się w „trybie wyborczym” (wyrok w tym trybie musi zapaść maksymalnie w przeciągu 48 godzin). Sąd orzekł, że Grzegorz Braun faszystą nie jest, a Gazeta ma go przeprosić. Gazeta więc napisała przeprosiny, a obok nich napisała artykuł, w którym uzasadniono, że Gazeta nie zgadza się z tym wyrokiem i nie wycofuje się ze słów o faszyście. Sprawy te pokazują, że w Polsce można de facto napisać dowolne bzdury o kimkolwiek i nic poważnego za to nie grozi. Co najwyżej po trzech latach procesu i kolejnych pięciu latach zwłoki umieści się przeprosiny, a obok nich napisze, że redakcja się z nimi nie zgadza, wyrok był motywowany politycznie, a gazeta jest obiektem ataku reżimu na wolność słowa. Według mnie wolność słowa w Polsce jest nadużywana, bo dzięki bezkarnemu szkalowaniu medialnemu można zniszczyć wizerunek każdego. Wyróżniłbym cztery poziomy szkalowania wizerunku przeciwnika politycznego, w zależności od „kalibru” publikowanych bzdur:

Poziom 1 – Podpisując się własnym nazwiskiem, stosując środki ostrożności

W ten sposób można bezkarnie zrobić lekkiego „gównonewsa”, najeżonego stekiem kłamstw, zabezpieczając się swego rodzaju lingwistycznymi wytrychami, np. „miał”, „niewykluczone, że”, „mógł”, „być może” itd. Ważne, żeby nikogo wprost bezpodstawnie nie oskarżyć, ani nie obrazić (aby po 8 latach przypadkiem go nie przeprosić). Przykłady na tego typu „gównonewsy” to praktycznie wszystkie teksty takich „dziennikarzy” jak Tomasz Lis, Tomasz Piątek, Wojciech Maziarski, Jacek Żakowski.

Poziom 2 – Pośrednik „bezpośredni”

Jeżeli „dziennikarz” w swoim gównotekście chce zawrzeć fałszywe oskarżenia lub pomówienia, które mogłyby znaleźć finał w sądzie – stosuje on anonimowego (najczęściej zmyślonego) informatora, którego personaliów nie ujawni, zasłaniając się tajemnicą dziennikarską. Wtedy w przypadku zarzutów o pisanie nieprawdy „dziennikarz” tłumaczy się, że „informator” wprowadził go w błąd, a on sam nie miał złych intencji. Pierwszy przykład to opisywana sprawa Agnieszki Kublik i „braków warsztatowych” Wojciecha Manna. Drugi przykład to obrzydliwy paszkwil Gazety Wyborczej na pierwszą damę, Agatę Dudę, zatytułowany: „Pierwsza dama tańczy sama”, gdzie autorka Małgorzata Niemczyńska stosuje „informatorów”, których nazywa: A, B, C, i D. Gdy na Niemczyńską spadła fala krytyki za napisanie tego tekstu – Gazeta broniła jej, mówiąc, że po prostu jej informatorzy byli słabej jakości, więc pretensje należy kierować do nich, a nie do Niemczyńskiej (oczywiście do dziś nie wiadomo, kim byli A, B, C i D). Z tej metody bardzo często korzysta też antykatolicki tygodnik Joska Urbacha: „Nie”.

Poziom 3 – Pośrednik „niezależny”

Jeżeli zlecone jest obrzucenie kogoś totalnym gównem, pod którym nawet pijany Maziarski nie będzie chciał się podpisać, a cała redakcja mogłaby za to beknąć w sądzie – używa się wtedy pośrednika „niezależnego”. Wiodącym z nich jest pejsbukowo-twitterowy profil: „Sok z Buraka”. Tam nikt nie podpisuje się z imienia i nazwiska, nie ma też adresu korespondencyjnego, a pejsbuk bardzo promuje i chroni ten profil przed ciekawskimi. Gówniane memy „Soku z buraka” znajdziemy w mediach Agory, Tomasza Lisa czy KODu. W/w media promują te buraczane treści, ale w razie zagrożenia procesem mogą powiedzieć, że oni to tylko wkleili z zewnętrznego źródła, a pretensje należy kierować bezpośrednio do „Soku z buraka”, którego adres i właściciel jest tajny, a oni nie wiedzą kto to jest (chociaż doskonale to wiedzą). Inny przykład to program „Tomasz Lis na żywo”, gdzie prowadzący, wspólnie z pseudoaktorem Tomaszem Karolakiem atakowali córkę Andrzeja Dudy (za rzekomy jej wpis, który pochodził z fałszywego konta) na kilka dni przed decydującą turą wyborów prezydenckich. Dla uwiarygodnienia swoich rewelacji podparli się autorytetem innej stałej bywalczyni programu – Agnieszki Holland. Na szczęście w tamtym przypadku sprawa bardzo szybko została wyjaśniona, a efekt finalny był odwrotny do zamierzonego (Komorowski z tego wszystkiego przejechał na pasach zakonnicę w ciąży).

Poziom 4 – Podwójny pośrednik „niezależny”

Najgorsze możliwe „gównonewsy”, takie jak oskarżanie przeciwników politycznych o ciężkie przestępstwa czy wkładanie im do ust skandalicznych słów, których nigdy nie wypowiedzieli – mogłyby narazić na wyrok nawet „Sok z buraka”. Dlatego, dla zachowania bezkarności należy wtedy zastosować wielokrotne pośrednictwo, czyli łańcuszek z kilku elementów. „Gównonewsa” publikuje się wtedy ze świeżego konta na portalu społecznościowym. Tę publikację udostępnia jakiś „Sok z buraka”, to udostępnienie następnie prezentuje się w Gazecie Wyborczej, a na koniec mówią o tym w „Faktach” w TVN, powołując się na Gazetę Wyborczą. Wtedy w przypadku kłopotów winę zwala się na tego „piętro niżej” – ten z „parteru”, który to stworzył, jest zupełnie nieosiągalny, gdyż zrobił to z profilu „Jan Nowak”, założonego w kawiarence internetowej lub z wykorzystaniem serwera proxy.

Osobną kategorią są pseudo-satyryczne strony, gdzie wszystkie wiadomości są zmyślone, takie jak „Asz dziennik” Tomasza Lisa czy „Faktoid” Michnika. Niby z góry wiadomo, że podawane są tam same bzdury, ale w społeczeństwie nie brakuje idiotów, którzy często wezmą to na poważnie.


System pośredników świetnie sprawdza się w oddaleniu od siebie winy za podanie nieprawdziwej informacji. Jest takie mało znane prawo Murphy’ego, brzmiące: „jeżeli winne są więcej, niż dwie osoby – wtedy nikt nie jest winny”. Podobnie jest zresztą w branży finansowej – największe korporacje świata przechowują i piorą pieniądze w rajach podatkowych, ale dzięki systemowi spółek pośredniczących – udaje im się ukrywać przychody przed fiskalizacją.

Jak starałem się wyjaśnić – Polskie sądownictwo jest bezradne wobec „gównonewsów”, które „osłaniane” są przez anonimowych, tajnych pośredników. Odpowiednio się zabezpieczając – można podać w mediach dowolną bzdurę wobec dowolnej osoby. W tych sprzyjających warunkach proceder produkcji „gównonewsów” rozwija się w zastraszającym tempie. Nasze sądownictwo jest nietknięte od czasów PRL (gruba kreska Mazowieckiego), pełno tam postkomunistów, więc lewicowe media rozzuchwaliły się na potęgę – wiedząc, że nic im nie grozi za produkowanie „gównonewsów”. Nie było moim celem skupianie się na mediach lewicowych, jednak to one przodują w „gównonewsach”. Media prawicowe po prostu nie muszą nic zmyślać, ponieważ nie brakuje im realnych tematów, dotyczących oczerniania swoich przeciwników politycznych (np. liczne wpadki Komorowskiego, infoafera, afera taśmowa, afera hazardowa, Amber Gold, afera reprywatyzacyjna, akta z szafy Kiszczaka etc.) Media lewicowe nie mają tego komfortu, więc siłą rzeczy muszą kreować „gównonewsy”, bo przecież nie będą wiecznie pisać o martwym koniu żony perkusisty Rolling Stones. Jeżeli jednak jakimś cudem politycy opozycji staliby się porządnymi ludźmi, to jestem przekonany, że media prawicowe także na potęgę zaczęłyby tworzyć „gównonewsy”. Dlatego zalecam podchodzić z dużym dystansem do każdej wiadomości, która uderza w konkretną opcję polityczną, zwracając uwagę na to, od kogo wyszedł źródłowy komunikat. Najlepiej dotrzeć do najbardziej pierwotnego źródła, bo najgorsze są interpretacje i publicystyczne omówienia.

Szkoda, że Polska to nie Stany Zjednoczone. Tam za podawanie „gównonewsów”, uderzających w konkretne osoby grożą kary, liczone w milionach dolarów (nie jak w Polsce – pseudoprzeprosiny po 8 latach, milimetrową czcionką na 17 stronie, a obok informacja, że redakcja się z tym nie zgadza). Tłumaczenia, że anonimowy informator był nierzetelny – nikogo tam nie interesują. Jeżeli bezpodstawnie szkalujesz drugiego człowieka lub rozpowszechniasz nieprawdziwe informacje – musisz sięgnąć do portfela, najczęściej bardzo głęboko. Prosta zasada: piszesz gówno – płacisz dolary. Jednakże Stany Zjednoczone również nie są wolne od „gównonewsów”, ale tam proceder działa na nieco innych zasadach, o czym w drugiej części.

RacimiR, 16.12.2016

11 myśli nt. „Gównonewsy w natarciu, cz. 1

  1. 100/100
    Znam takich, którzy uwierzyli w te „rewelacje” na temat Wojciecha Manna.

    Są jeszcze „megagównonewsy” – na przykład masowe groby w Rumuni co dało pretekst do „rewolucji” i zgładzenia małżeństwa Causescu.
    Albo „eksodus” Albańczyków z Kosowa – a zaraz potem amerykańskie bombowce nad Belgradem…
    Przykładów jest wiele…..

  2. Dzisiaj oPOzycja totalna (totalitarna) zablokowała mównicę sejmową. Prowokują byle tylko oczernić PiS. Na miesięcznicy smoleńskiej chcieli wywołać zamieszki ale na szczęście policja dobrze zabezpieczyła obydwie manifestacje (swoją drogą protestowali przeciwko ustawie o zgromadzeniach a jednocześnie udowodnili że ta ustawa jest potrzebna, HIPOKRYZJA ?, bo chyba wiedzieli że jak będą prowokować to dadzą pretekst PiS-owi)

  3. Dobrze przeanalizowane. Ale nie w temacie, Koderzy idą pełną parą na Majdan. Będzie rozróba czy to juz ostatni ich bój?

    od RacimiR: Zwariowany wieczór, totalna lepperyzacja polityki. Niedługo KODowcy zaczną jeszcze zboże i węgiel wysypywać z pociągów… Zobaczę jak sytuacja się rozwinie i wtedy ewentualnie napiszę. Wg mnie PiS niepotrzebnie w sali kolumnowej głosował nad budżetem, bo to nośny temat dla KOD i zagranicy. Pójdzie w świat informacja: „Polski rząd bez udziału opozycji nielegalnie przegłosował budżet na 2017 rok” – oczywiście nie napiszą o okolicznościach, czyli blokadzie sali głównej. Wg mnie PiSowcy mogli w małej sali zagłosować tylko nad ustawą „deubikacyjną” (a budżet przełożyć na wtorek, jak chciał Petru) – mogliby wtedy mówić, że cały ten cyrk był tylko dlatego, żeby zablokować obniżkę UB-eckich emerytur. A tak opozycja temat przekieruje na ustawę budżetową. Dziś napiszę drugą część Gównonewsów, a potem zobaczę, czy warto o 16/17 grudnia pisać osobno (miałem już nie pisać osobnych tekstów o KOD). Najlepsze, że wczoraj lewackie media zarządziły „dzień bez polityków” , że niby przez 24 godziny nie będą pokazywać zdjęć polityków i pisać o nich – oczywiście nie wytrzymali nawet do wieczora. Gdy w sejmie zaczęła się jazda, to na „Gazecie” było chyba 10 zdjęć Kaczyńskiego jednocześnie 😀 Podobną „żelazną konsekwencją” wykazała się Schuering-Wielgus – napisała w social media, że z mównicy można usunąć ich tylko siłą, a 20 minut później mównica była już pusta (siły nie użyto).
    Co do rozróby to według mnie KOD nie ma najważniejszego, czyli żołnierzy, a bez tego nigdy nie zrobiono żadnej rewolucji. Same tam dziadki, większość kobiet, trochę hipsterki, polityków i celebrytów. Nie brakuje im dmuchaczy wuwuzelowych i internetowych nawoływaczy, ale jak przyjdzie co do czego – nie ma się dla nich nikt sensowny bić. Nie mają ani studentów, ani głodnych, zdesperowanych ludzi w wieku produkcyjnym. Lewackie bojówki z Niemiec pewnie byłyby chętne, ale to trochę za duże ryzyko, ocierające się o skandal dyplomatyczny. Wyborcza z tego wszystkiego nawet zaczęła ciepło pisać o górnikach (wcześniej przez 8 lat wieszając na nich psy). Niekiedy pojadę na mecz wyjazdowy i widzę, jak policja jest świetnie wyszkolona w porównaniu z tym, co było w złotych kibicowsko latach 90-tych. KOD po prostu nie ma ludzi do bicia. Szczyt ich wojaczki to zrobienie „żywego łańcucha”.

    • Do wywołania rewolucji potrzebni są wkurwieni, młodzi ludzie. A tam takich jak na lekarstwo. Są za to posunięci wiekowo esbecy i zomowcy, którzy co prawda wiedzą jak fachowo dać w mordę, ale siły już nie te co kiedyś….
      Nie wierzę też, że w wojsku ktoś jeszcze będzie słuchał jakiś mazgułów i będzie próbował dokonać puczu…. Macierewicz skutecznie trzyma to towarzystwo za mordy.
      Moim zdaniem Kaczyński panuje nad sytuacją swoimi kolejnymi posunięciami dyskredytując opozycję – co zresztą nie jest trudne mając za przeciwników takie tuzy intelektu jak Rysiek, Grzesiek i ta kretynka o niemieckim nazwisku (w razwiedce musiało być spore zamieszanie, skoro postawiono na takie miernoty).
      Gdyby przed wyborami ktoś przyjmował stosowne zakłady, to milionerem zostałby ten, kto postawiłby, że najpoważniejszym i najbardziej merytorycznym posłem opozycji będzie…. Piotr „Liroy” Marzec… 😉

    • Opozycja teraz pewnie wyciągnie wszystkie działa przeciwko PIS. Znalazła haczyk na PiS i to teraz wykorzysta jak tylko może. Dla nich to jest teraz albo nigdy (choć pewnie jak im się nie uda, będą jeszcze bardziej sfrustowanie próbować). Chcą się pokazać Sorosowi, żeby jeszcze na nich kasę wysyłał. Dobrze byłoby przeczytać o tym obiektywny tekst, który obejmuje cały ten temat

      od RacimiR: Ja tam nie widzę żadnego haczyka na PiS, po prostu umówili się politycy, media i celebryci z KOD, że 16-go wieczorem zrobią wielki raban bez większego powodu. Nawet nie umieją ustalić, przeciwko czemu teraz protestują – jedni mówią, że przeciwko ustawie o dziennikarzach w sejmie, inni o ustawie de-UB-kizacyjnej, inni o rzekomej brutalności policji, inni o wykluczeniu posła PO z posiedzenia. Cała hucpa została umówiona już wcześniej, poseł Liroy powiedział, że poprzedniego dnia do budynku sejmu zamówionych zostało 1000 kanapek – czyli wiedzieli wcześniej, że będą tam nocować. Brzydzę się nimi, najlepiej niech wszyscy wyjadą do Niemiec albo Izraela i zostawią Polskę w spokoju. Może coś napisze o tym cyrku, poczekam jeszcze ze 2 dni na nowe wydarzenia, bo dzisiaj pewnie będą jakieś prowokacje uliczne, a jutro koniec kadencji Rzeplińskiego, więc pewnie zaś coś debilnego wymyślą, aby dogodzić Sorosowi.

  4. I ja mu wtedy mówiem: „Połóż się na ulicy i udawaj trupa”.
    https://www.youtube.com/watch?v=mIpiG11NSBg

    Jaka opozycja takie „ofiary”.

    A tak poważnie: TVN powinien za to stracić koncesję.

    od RacimiR: Platforma Obywatelska zrobiła spot, w którym użyto tego aktora, oczywiście wycięli fragmenty gdy się kładł i wstawał 🙂 Jeszcze podpięli to jako główny post na oficjalnym twitterze. Nie wiem co jest bardziej żenujące – ta opozycja, czy ludzie, którzy jej ufają.

    • Twarz tego „trupa” jest dobrze widoczna na filmach, więc nie powinno być problemu z ustaleniem kim on jest.
      Na pewno ktoś go w końcu rozpozna.
      A wtedy jeszcze więcej się dowiemy o kulisach tej sejmowej zadymy…..

      • Już wiadomo kim jest męczennik KODu.

        http://www.tvp.info/28266522/mamy-do-czynienia-z-wojna-propagandowa-symulujacy-manifestant-wykorzystany-w-spocie-po

        To komunista związany z Sierakowskim niejaki Wojciech Diduszko.

        od RacimiR: Jeszcze się tłumaczy na pejsie, że chciał zablokować samochody. Szkoda, że jedyny samochód na tym filmiku jest tyłem do niego i bynajmniej nie jedzie na wstecznym. W dodatku Diduszko atakuje prawicowe media, a nie wspomniał, że TVN, PO, Fakt i wiele innych mediów użyło zdjęcia gdy leży do zobrazowania rzekomej brutalności policji. Pan Diduszko jest u mnie w ścisłej czołówce klasyfikacji na idiotę roku. On ponoć pracował wcześniej w TVP, więc coraz bardziej zaczynam się przekonywać, że te czystki Kurskiego były dobrym pomysłem. Nie wspomnę już o tym, że to podobno Żyd…

        • Jutro powinien być przesłuchany przez ABW. I powinni sprawdzić jego billingi – do kogo on dzwonił po tej „akcji”. A ci, którzy wykorzystali to widowisko medialnie powinni zostać oskarżeni o chęć wywołania rozruchów. Zdaje się, że są na to paragrafy.
          Zero tolerancji dla czerwonego bydła!
          Tutaj jest pokazana całość:
          https://www.youtube.com/watch?v=di4Y7FuP-cE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *