Frank Szwajcarski – dramat w 5 aktach

frank

Kurs Franka Szwajcarskiego w ostatnich 10 latach
źródło wykresu: money.pl , nakładki: RacimiR

Ledwo dwa tygodnie temu napisałem tekst o Wall Street (ewolucja z giełdy w finansową hydrę)- dostępny jest on TUTAJ. Można potraktować go jako prolog do niniejszego artykułu. Dzisiaj będzie o konkretnym przykładzie, czyli o spekulacyjnym szwindlu banksterskim, który odbył się na Franku Szwajcarskim (CHF). Temat jest ostatnio bardzo głośny, gdyż dotyczy kilkuset tysięcy Polaków, którzy spłacają kredyty hipoteczne w tej walucie. „Spłacają” to jednak nienajlepsze słowo- gdyż dłużnicy płacą raty, ale kwota do spłacenia jest… coraz większa. Zacznijmy jednak od początku, chronologicznie. Dramat ten podzieliłem na 5 aktów- zaznaczyłem ich trwanie u dołu powyższego wykresu.


Akt I – Naganianie zwierzyny (przed 2008)

zwierzyna

fot: wedlinydomowe.pl

Najpierw należy cofnąć się do lat 2006-2007, gdy w krótkim czasie ceny mieszkań w Polsce wzrosły niemal dwukrotnie. Gospodarka miała się w tym czasie świetnie, bezrobocie spadało, płace rosły aż miło, na każdym rogu wysiały rozpaczliwe ogłoszenia o pracę od zaraz, panoramy miast zdobił las dźwigów wieżowych, nastroje społeczne dotyczące przyszłości były dobre. Podobnie było zresztą w prawie całej Unii Europejskiej (zwłaszcza w Hiszpanii i Irlandii). Triumfy święciły różnorakie fundusze inwestycyjne, lokujące kapitał klientów w deweloperce. Sam w 2006 roku (z czystej ciekawości) wybrałem się z piękną współtowarzyszką na prezentację funduszu, inwestującego w budownictwo. Odbyła się ona w luksusowym Qubus Hotel, panował tam ogromny przepych, był szampan, smokingi, krewetki, kawior, sushi, śliczne hostessy. Jednakże sama prezentacja przypominała pranie mózgu i ocierała się o hipnozę, dodatkowo połowa publiczności była podstawiona przez organizatorów. Mnie trudno zrobić „w ciula”, więc od pierwszej minuty „prezentacji” byłem nastawiony negatywnie, jednak wiele obserwowanych przeze mnie osób dało się zmanipulować i wpłaciło niemałe pieniądze. Tak właśnie pozyskiwano klientów biznesowych. Ponadto w tych czasach wchodziło na ‚rynek mieszkaniowy’ polskie kilkumilionowe pokolenie wyżu demograficznego lat 1978-84 (które chciało wyprowadzić się od rodziców), więc było kogo golić. Z nadajników telewizyjnych i pierwszych stron gazet różnoracy „eksperci” przekonywali, że teraz jest idealny czas na kupno mieszkania, bo będą one drożały w nieskończoność i inwestycja szybko się zwróci. Słynne hasło „kto nie kupił mieszkania- przegrał życie” powstało właśnie wtedy. Oczywiście nikt siłą nikogo nie zmuszał, ale wykorzystano elementy manipulacji, socjotechniki i psychologii ‚owczego pędu’. Stąd wiele (nieogarniętych w sprawach ekonomii) osób nabrało się na te kłamstwa i pobiegło sprintem do banku po kredycik hipoteczny. Tam już czekali na nich świetnie wyszkoleni akwizytorzy doradcy, którzy ładnie ubrani i ostrzyżeni, używając mowy ciała i technik manipulacyjnych przekonywali klientów wyuczonymi na pamięć formułkami, że najlepiej będzie wziąć ten kredyt w (lecącym łeb na szyję) nisko-oprocentowanym Franku Szwajcarskim (kosztującym natenczas niewiele ponad 2PLN). Nabić w butelkę dało się kilkanaście milionów osób w Unii Europejskiej, w tym kilkaset tysięcy Polaków. Banki zrobiły wtedy złoty interes- dzięki systemowi kreacji pieniądza założyły dożywotni kaganiec na miliony rodzin i zapewniły sobie dochody (prawdziwego już pieniądza) na wiele, wiele lat.


Akt II – Krach na Wall Street (2008)

AP Photo/Richard Drew

AP Photo/Richard Drew

W roku 2008 w USA zaczął się największy kryzys finansowy w dziejach ludzkości (wg niektórych- już się on skończył , a wg mnie- trwa on do dzisiaj i niedługo znowu się uaktywni). Najbardziej spektakularne symbole krachu z 2008 to „bankructwo” banku Lehman Brothers oraz afera z „funduszem” Bernarda Madoffa (absolutnie przypadkowo Madoff, bracia Lehman i pół Wall Street ma pochodzenie żydowskie). Pękła gigantyczna bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, najbardziej oberwały kraje cywilizacji łacińskiej (czyli USA i Europa). W krajach tych- ceny mieszkań momentalnie stanęły w miejscu i stoją do dzisiaj, a uwzględniając inflację- wręcz straciły na wartości. Niestety- wraz z nadejściem kryzysu z 2008 roku- kurs Franka odbił się od dna (patrz wykres u góry) i zaczęła się gehenna milionów żab ludzi.


Akt III – Podgrzewanie wody z żabą (2009 – wiosna 2011)

rys: Lisa Benson

rys: Lisa Benson

Jest taka fajna przypowieść (podobno prawdziwa, ale nie sprawdzałem osobiście) o syndromie gotowanej żaby. Jeżeli wrzuci się żabę do bardzo gorącej wody- żaba będzie za wszelką cenę chciała się wydostać. Jeżeli jednak wrzuci się żabę do zimnej wody, a potem wodę zacznie się powoli podgrzewać- żaba pokornie będzie w niej pływała. Gdy wpadnie na pomysł, żeby wyskoczyć- będzie już zbyt osłabiona i czeka ją ugotowanie. Odnosząc tą przypowieść do realnych wydarzeń- żaba to osoba, która ma kredyt hipoteczny we Frankach, a Wall Street to płomień, podgrzewający wodę.

Jak wiadomo- podstawowym celem każdej giełdy jest maksymalizacja zysku. Nie inaczej było w tym przypadku. Rynki finansowe słusznie zauważyły, że po kompromitacji z 2008 roku, nikt już nie ma najmniejszego zamiaru kupować mieszkania po nadmuchanych cenach. Sprzedaż mieszkań spadła niemal do zera, deweloperzy bankrutowali jeden po drugim, nikt już nie organizował pełnych blichtru i splendoru prezentacji w Qubus Hotel. Jak więc banksterzy mieli wykarmić swoje rozpieszczone brzuchy, rodziny i kochanki? Banalnie proste- uruchomić machinę spekulacyjną, grającą na maksymalne umocnienie Franka Szwajcarskiego (w którym zaciągnięto ogromną liczbę długoterminowych kredytów hipotecznych). W związku z powyższym kurs Franka w latach 2008-2011 wzrósł prawie dwukrotnie, w stosunku do praktycznie każdej innej waluty. Jednakże ten wzrost był rozłożony w czasie, kilka razy nawet (dla zmylenia przeciwnika) lekko spadał (patrz wykres u góry) więc żaba spokojnie sobie pływała (płacąc coraz wyższe raty kredytu, co kosztowało ją rezygnowanie z kolejnych przyjemności typu kino czy uroczysta kolacja). W połowie 2011 roku nastąpiło w Europie przegrzanie wody, w której pływała żaba. Kurs CHF/PLN osiągnął rekordowe 3.70.


Akt IV – Żaba próbuje walczyć (lato 2011-styczeń 2015)

orban

Viktor Orbán, prezydent Węgier.

Oczywiście już od 2008 roku rząd Szwajcarii próbował zapobiec sytuacji, bo silny Frank uderzał także w eksporterów z tego kraju oraz ich przemysł turystyczny. Zmniejszano stopy procentowe do minimum, stosowano wszelkie możliwe mechanizmy obronne, którymi dysponował Bank Centralny Szwajcarii. Jednak Szwajcaria jest za małym krajem, żeby obronić się przed atakami spekulacyjnymi z Wall Street, dlatego jej waluta umacniała się dalej. Szwajcarii potrzebni byli sojusznicy z innych państw.

Taki sojusznik pojawił się w 2011 roku na Węgrzech (populacja żab = 3 miliony). Prezydent Viktor Orbán odważył się powiedzieć „dość mafii bankowej” i zamroził kurs Franka (ustawa weszła w życie 1-go lipca 2011). Na Wall Street zapanowała konsternacja. Oczywiście nierząd Platformy Obywatelskiej (prawdopodobnie po odebraniu wytycznych z USA) nie miał najmniejszej ochoty wykonać tego samego manewru, a powiązane z nim media smarowały hurtowe artykuły, oskarżające Orbána o faszyzm, nazizm, ciemnogród, antysemityzm, ksenofobię, zacofanie i średniowiecze (co zresztą trwa do dzisiaj).

Aby w Polsce „Frankowicze” nie wyszli na ulice- próbowano łagodzić sytuację na wszelkie sposoby, np. powiązana zarówno z rządem PO, jak i z Wall Street- Gazeta Wyborcza w tylko jednym artykule z 2011 roku napisała wszystkie poniższe cytaty: „Dlaczego w Polsce na razie nie trzeba sięgać po tak drastyczne środki, choć frank też mocno zdrożał?” , „Jak wybuchł kryzys, to rata skoczyła o jakieś 200 zł, ale dzisiaj jest nawet niższa niż na początku. Nie narzekamy – opowiadają.”, „LIBOR ocalił Polskę”, „Polscy eksperci uspokajają (…) W Polsce problemy ze spłatą ma mniej niż 2 proc. kredytobiorców.” , „Komisja Nadzoru Finansowego tłumaczy, że w Polsce problemu udało się uniknąć dzięki prewencji.” , „W KNF twierdzą, że Węgrzy spóźnili się z gaszeniem pożaru.” , „Dlaczego więc Węgrzy wpadli w tarapaty?” „(…)oprocentowanie ich kredytu jest dzisiaj o połowę niższe, co łagodzi skutki drogiego franka. To dlatego Justyna i Marcin płacą dzisiaj niższą ratę, niż kiedy zaciągali kredyt”, „Ekonomiści, analitycy walutowi w Polsce mówią jednym głosem: nam powtórka z węgierskiego kryzysu nie grozi.” , „Frank po 4 zł? Prawdopodobieństwo, że tak się stanie, wynosi najwyżej 20 proc. – twierdzi Marcin Kiepas, analityk XTB.” , „Większym zagrożeniem niż kurs franka jest pogorszenie sytuacji na rynku pracy, ale obecne tendencje są raczej korzystne – rosną płace i zatrudnienie – uspokaja Mateusz Szczurek z ING” (obecnie minister finansów- przyp.- RacimiR), „Mieczysław Groszek z ZBP jest optymistą. Przypomina, że kredyty hipoteczne najczęściej biorą młodzi ludzie w okresie awansu zawodowego.”. 

Tyle bzdur w jednym artykule to sporo, nawet jak na Gazetę Wyborczą. Minęły niecałe 4 lata i gdzie są dzisiaj węgierskie żaby, a gdzie polskie? Otóż węgierskie żaby są bliskie wyjścia z naczynia z niezbyt gorącą wodą, natomiast polskie żaby zaczynają się powoli rozpuszczać we wrzątku. Kopia tego paszkwila jest TUTAJ, bo panowie z Czerskiej lubią kasować kompromitujące ich artykuły z przeszłości (np. ten z mydłem w węgierskiej synagodze czy teksty wychwalające Putina, lub slajdy z Shoah Hebdo). Ten artykuł to tylko przykład, bo w sieci można znaleźć setki podobnych z tamtego okresu.

Wracamy do Franka- Szwajcaria zobaczyła po 1 lipca 2011, że nie taki diabeł straszny, jak go malują- USA jednak nie wypowiedziały wojny militarnej Węgrom. Szwajcaria postawiła więc wszystko na jedną kartę i we wrześniu tego roku jej politycy powiązali „na sztywno” kurs Franka z kursem Euro, na poziomie EUR/CHF=1.2. Widać to doskonale na wykresiku u góry- od września 2011 do stycznia 2015 kurs Franka ustabilizował się (na bardzo wysokim poziomie, ale zawsze coś). Frankowicze (żaby) odetchnęli z ulgą, wprawdzie rata kredytu była ponad połowę wyższa, niż obiecywał im w banku akwizytor przy zawieraniu umowy, ale jednak mieli pewność, że drożej już nie będzie. Innymi słowy- woda w naczyniu z żabą przestała być podgrzewana, ale pozostała gorąca. Sytuacja się jako-tako unormowała, co trwało do stycznia 2015.


Akt V – Kapitulacja

bezdomni

Z pewnością między wrześniem 2011, a styczniem 2015 miały miejsce gigantyczne naciski na linii USA/Izrael -> Szwajcaria, które (prośbą, groźbą i Bóg jeden wie czym jeszcze) domagały się ponownego uwolnienia kursu Franka. Prawdopodobnie był to główny temat Grupy Bilderberg w tym okresie. W końcu, w połowie stycznia bieżącego roku Szwajcaria uległa i uwolniła kurs Franka. W ciągu jednego dnia (15 stycznia 2015) kurs CHF/PLN zmienił się z 3.57 do 4.20 (i nadal rośnie). Raty kredytów w tej walucie wzrosły w ciągu dnia o (kolejne) 12%. Sytuacja stała się beznadziejna, woda w naczyniu z żabą zaczęła wrzeć. Jednakże żaby są już na tyle wyczerpane, że nie są w stanie nic zrobić. Wczoraj w całej Polsce odbyły się demonstracje żab (rząd oczywiście nie dał na nie pozwolenia, więc gdyby doszło do rozruchów, to zostałyby brutalnie spacyfikowane przez policję), przeszły one zupełnie bez echa, a frekwencja na żadnej nie przekroczyła 500 osób żab. Rząd oczywiście przyjmuje zasadę: „Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało!”. Maciej Samcik- najważniejsza osoba w biznesowej ‚Wyborczej’ radzi: „Najważniejsze to zachować spokój i nie podejmować pochopnych decyzji” (z tymi ‚pochopnymi decyzjami’ miał na myśli samobójstwo?). Marek Belka, prezes NBP (syjonista, skompromitowany w aferze taśmowej) mówi: „zamrożenie kursu byłoby istotnym naruszeniem umów. Frank nie będzie kosztował więcej niż 5 zł”. Pół Europy zamroziło kurs, czy ich nie dotyczą te umowy? Swoją drogą, jak Belka mówi, że Frank nie przekroczy 5zł, to jutro pędzę do kantoru kupić Franki 😉

Nadzieja dla żab przyszła nieoczekiwanie z… jaskini lwa. Prawdopodobnie kilka dni temu do Warszawy dotarła depesza z Nowego Jorku, brzmiąca: „Rozkaz nr4567. Dopłacić polskim żabom ze skarbu państwa, bo polskie żaby same nie są w stanie spłacić swoich długów, a my chcemy te długi mieć spłacone w całości. I sprzedajcie w końcu te lasy państwowe, bo inaczej się wkurwimy. Wykonać bezzwłocznie.” . Tak więc- prawdopodobnie żaby zostaną uratowane pieniędzmi z naszych wspólnych podatków. Tak się dzisiaj robi dużą kasę proszę państwa- Wall Street jest zadowolone, bo sprzedali milionom jeleni jedno mieszkanie w cenie dwóch, a na koniec jeszcze podwoili ratę kredytu. Polski rząd też jest zadowolony, bo dostanie z Ameryki jakieś prezenty (np. szwajcarski zegarek czy kubańskie cygara), a społeczeństwo polskie się jeszcze bardziej skłóci (dziel i rządź). Jedyny niezadowolony będzie Skarb Państwa- ale kogo by to obchodziło, wszak to Państwo istnieje tylko teoretycznie (jak powiedział szef MSW, Bartłomiej Sienkiewicz).


Epilog Dramatu:

rys: Keith Tucker

rys: Keith Tucker

Gdybym ja bym premierem Polski- powiedziałbym bankom tak: „Robimy przewalutowanie kredytów hipotecznych w cenie 2.20 CHF/PLN (czyli po kursie z 2008). Nie podoba się? To nie dostaniecie nic- wasz wybór.”. Każdy bank postawiony w takiej sytuacji przyjąłby tą ofertę. Ewentualnie by splajtował, ale co to kogo obchodzi- to i tak nie są polskie banki, żaden patriotyczny Polak po nich płakał nie będzie. Premierem jest jednak Ewa Kopacz, więc nie ma na to żadnych szans. Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Wszystko prowadzi Polskę do wpadnięcia w spiralę zadłużenia, co jest w linii prostej likwidacją kraju. W kolejce do naszego budżetu, za bankierami z Wall Street, stoją inni (a może to ci sami?) nowojorczycy- syjoniści, domagający się 380mld PLN za jakieś wyimaginowane odszkodowania wojenne.

Ostatni promyk nadziei przyszedł dzisiaj ze strony… greckich lewaków. Właśnie skończyły się wybory parlamentarne w tym kraju, wygrała je radykalnie lewicowa SYRIZA z wynikiem około 37% (pierwszy raz w życiu kibicowałem lewactwu). Najważniejszy postulat tej partii to nie oddawanie długów. Jeżeli dopną swego- stworzy się cudowny precedens. Wtedy każdy europejski kraj będzie mógł powiedzieć „hola hola, skoro Grecy nie oddali, to dlaczego my mamy oddawać?”. Wtedy nikt nie będzie oddawał i lichwa walutowo-kredytowa się raz na zawsze skończy (a Nowy Jork zamieni się w Detroit).

PS: Dawno się tak nie rozpisałem, mam nadzieję, że choć jeden czytelnik zdzierżył do końca.

PS2: Dobra rada, którą stosuję od urodzenia i dobrze na tym wychodzę: Jak Cię na coś nie stać, to tego nie kupuj. A jak już koniecznie musisz to kupić, to zadłużaj się w walucie, w której dostajesz wypłatę.

RacimiR, 25.01.2015r

9 myśli nt. „Frank Szwajcarski – dramat w 5 aktach

  1. w sumie teraz to chyba jest dobry czas do wzięcia kredytu we frankach, przy takiej cenie może już tylko spaść a wraz z nim wartość kredytu ale tego nigdy nie można być pewnym 😉

  2. Pozwolę sobie nie zgodzić się z pochwałą Węgier. Banksterzy zwinęli ogony pod siebie, ale nie wątpię, że za jakiś czas (zmiana rządu?) odważnie poproszą o rekompensatę strat na przewalutowaniu. I to będzie kuku, jaki każdy europejski sąd uzna za słuszne.
    Dawno temu pisałem, że Węgier właściwie już nie ma.
    Co do Grecji sam jestem ciekaw co się stanie, ale nigdy w życiu socjalistom nie będę kibicować. Tak mi zostało z czasów PRL. Jeśli Grecja powie „nie płacimy” to może zostać wyłączona z eurokołchozu szybciej niż się nam zdaje. I wrócą na pozycję jaką zajmowali.

  3. Witaj. Świetny artykuł. Na twoją stronę trafiłem niedawno i bardzo mi się podoba.
    Na każdy temat piszesz dokładnie tak jak ja myślę i co potwierdziły moje wieloletnie obserwacje i doświadczenia.
    Trzymaj tak dalej.

  4. Niestety jedynie co do sytuacji w Grecji to bardzo się pomyliłeś, ale pisałeś ten artykuł dawno.
    Dzisiaj wiemy co się stało. Ten pikuś jak został wybrany to od samego początku jeździł na dywanik do Brukseli i ciągle się tłumaczył.
    Nieraz widziałem ujęcia z kamer jak to był poklepywany, uśmiechał się razem z elitą brukselską, widać było, że wcale nie czuł się tam źle.
    Niby walczył o Grecję, niby się opierał, doszło nawet do referendum w Grecji gdzie obywatele powiedzieli „NIE” banksterskim długom, a o ile dobrze pamiętam, dwa tygodnie później, banksterzy dopięli swojego, referendum zostało zmieszane z gównem, Grecja zobowiązała się spłacać „długi” i dodatkowo dostała karę, ale to nie koniec smutnej historii.

    Zdrajca ten, „pikuś” (nawet nie będę wymawiał nazwiska tego ścierwa), zostaje NA NOWO WYBRANY w następnych wyborach.

    Do dzisiaj pamiętam jaki był to dla mnie szok. I tak sobie myślałem, że albo naród grecki ocipiał do reszty, albo te wybory po prostu zostały sfałszowane. Nic innego do głowy mi nie przychodzi. Pikuś wygrał, bo to była nagroda za posłuszeństwo bandytom z Brukseli. Pamiętam zdjęcia jak się cieszył.
    Chyba to niemożliwe, żeby zdrajca, który zmieszał z gównem WOLĘ SWOJEGO NARODU wyrażoną w referendum wygrał potem wybory.

    A może jednak to możliwe? Może to poświadcza stan społeczeństw dzisiejszych „narodów”?

    od RacimiR: Ćipa raz (bo chyba o niego chodzi) faktycznie odkrył swoje prawdziwe oblicze w międzyczasie, lepiej zachował się ten łysy minister finansów, który nie chciał firmować swoim nazwiskiem tego syfu. Tragedia Grecka została odwleczona w czasie i za jakieś 2 lata temat bankructwa wróci ze zdwojoną siłą. Prawdopodobnie zbiegnie się to w czasie z upadkiem strefy euro.

    • Zgadza się, a dodaj do tego najazd na ten upokorzony kraj hord islamistów.
      Na pewno widziałeś film o grekach błagających o pomoc, bo imigranci chodzą po ich miastach i wręcz włażą do ich domów.

      Dokładnie, Ćipa to ten pikuś, którego miałem na myśli. Ale dostał nagrodę za posłuszeństwo.

  5. Od kilku godzin siedzę i czytam Twoje artykuły, a jest już prawie 3 nad ranem. Bardzo mi się podobają. Kompilują moje przemyślenia z kilku ostatnich lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *