Fanatycy lewaccy jak kibolska bojówka

Dzisiaj lekki tekścik – pół żartem, pół serio. Ostatnio odkryłem pewną ciekawą zależność. Otóż struktury polskojęzycznego lewactwa praktycznie niczym nie różnią się od struktur kibicowskich, którymi lewacy tak bardzo gardzą. Jest wiele podobieństw, które w tym tekście wyjaśnię. Mając na myśli lewaków – nie mam na myśli uwłaszczonej żydokomuny czy spasionych SB-ków, lecz młodsze, wojujące pokolenie, powiązane z Gazetą Wyborczą, Squatami, Partią Razem, George Sorosem oraz pracowników jego organizacji pozarządowych. Lewacy mają o tyle lepszą sytuację, że otrzymują pieniądze publiczne oraz są chronieni przez prawo, polityczną poprawność oraz media głównego nurtu. Jednakże sama „struktura członkowska” jest typowo kibicowska – pewnie dlatego lewacy tak bardzo nienawidzą kibiców, bo mają wręcz identyczne metody i stanowią dla nich konkurencję o pozyskiwanie młodzieży (co coraz gorzej lewakom wychodzi). Przyjęło się, że grupy kibicowskie dzielą się na 3 podstawowe grupy – elitę chuligańska, ultrasów oraz pikników (tzw. Januszy). To samo jest u lewaków, zobaczmy zresztą sami:


Elita chuligańska

sharks

Chuligani kibicowscy nie wchodzą do elity „ot tak”, lecz muszą się najpierw czymś wykazać. Skrojenie flagi rywala, pobicie kibola przeciwnej drużyny na meczu wyjazdowym czy uratowanie ziomka z rąk policji przed aresztowaniem. Takie rzeczy budzą szacunek i są niezbędne do wejścia do elity kibolskiej. Bycie członkiem elity to swego rodzaju sława, szacunek i uznanie w środowisku, kobiety, a nierzadko także pieniądze. Bycie w elicie to też mnóstwo obowiązków i odpowiedzialności – należy poświęcić temu całe swoje życie i gdy kroi się gruba akcja – nie ma wytłumaczenia, że „nie chce mi się”. Elita ma taką zasadę, że „ręka rękę myje” oraz „jeden za wszystkich – wszyscy za jednego” – w kłopotach panuje wyjątkowa solidarność. Nie inaczej jest wśród lewactwa. Aby dostać się do lewackiej elity – należy najpierw się wykazać w walce z przeciwnikiem i zrobić coś grubego. Można wylać piwo Ciechan jak Ewa Wanat i Wojciech Tochman. Można zrobić trzodę w kościele, jak feministka z serduszkiem na łbie. Można składać hurtowe donosy do prokuratury jak pani Grabarczyk z „Hejtstopu” czy pan Paczkowski z „Klamry”. Można rozesłać maile do zagranicznych studentów jak pani Kochaniak z Białegostoku, lub firmować środowisko w popkulturze, jak Maria Peszek. Najnowszym członkiem elity jest Andrzej Miszk, który właśnie zakończył 39-dniową głodówkę (po której nadal jest gruby). Powyższe przykłady to lewacka „elita chuligańska”, która wykazała się w walce z wrogiem i teraz stanowią autorytet, mając sławę i pieniądze. Również podlegają zasadzie „ręka rękę myje” i „jeden za wszystkich – wszyscy za jednego”. Gdy jeden z nich jest w kłopotach – od razu całe środowisko mobilizowane jest do obrony – wtedy idą hurtowe listy otwarte, artykuły w „Wyborczej” oraz pełne solidaryzowanie się z „ofiarą”. Np. niejaki Rafał Gaweł z Białegostoku – wojujący, elitarny lewak. Gdy został oskarżony o machlojki finansowe, całe środowisko stanęło w jego obronie, więc sprawa się rozmyła i prokuratura boi się go skazać, bo inaczej zostanie więźniem politycznym faszyzującego kaczego reżimu. Elita lewacka posiada swego rodzaju immunitet – mogą robić co chcą, a włos im z głowy nie spadnie, bo jeżeli ktoś z nimi zadrze – od razu narobią raban na pół Europy (razem ze wspierającymi ich mediami) i będą kreować się na męczenników. Elita lewacka trzyma za mordę pozostałe dwie grupy, stanowiąc swego rodzaju dowództwo (aczkolwiek głównym dowódcą jest ktoś inny i nie mieszka on w Polsce). Elita również decyduje o tzw. sztamach i kosach, a pozostali muszą to zaakceptować bezdyskusyjnie.


Ultrasi

faszyzm

Na innym poziomie są tzw. ultrasi. Jest to tzw. klasa średnia. Nie są oni w elicie z różnych powodów, np. nie mają cech przywódczych, nie są zbyt odważni, albo po prostu im się zwyczajnie nie chce poświęcać całego życia dla danej idei. Ultrasi mają najbardziej niewdzięczną robotę, bo poświęcają własny czas, a przeważnie nic z tego nie mają, oprócz satysfakcji z uzyskanego efektu. Ultrasi kibicowscy tworzą oprawy meczowe, malują graffiti oraz prowadzą zbiórki pieniężne. Zazwyczaj robią to za darmo. Ultrasi kibicowscy to w 99% chłopaki. Stanowią swego rodzaju osobne i niezależne środowisko – choć żyją w zgodzie z elitą i niektóre osoby się przenikają. U lewaków jest ta różnica, że „ultrasami” są prawie same (zmanipulowane) dziewczyny, które nie mają absolutnie nic do powiedzenia i ściśle podlegają pod rozkazy lewackiej elity. Poświęcają swój czas, jeżdżą na manifestacje, tworzą transparenty, malują murale, usługują na panelach dyskusyjnych i robię setkę innych rzeczy (za darmo lub za czapkę gruszek) – a całą śmietankę finansowo-medialną spija elita, która przychodzi na gotowe i szczerzy kły do obiektywów prasowych. Nie wiadomo, dlaczego lewackie „ultraski” nie zakończą współpracy, prawdopodobnie chodzi o pranie mózgu i syndrom sztokholmski. Jeżeli chodzi o zagrożenie ze strony wroga – ultrasi i ultraski po prostu mówią o tym elicie, która przejmuje dowodzenie i robi co trzeba (w przypadku kiboli – rozwiązanie siłowe, a w przypadku lewaków – donos do prokuratury, list otwarty, facebook i raban medialny).


Janusze

janusze

Trzecią grupą są tzw. Janusze. Jest to grupa, która najmniej udziela się w środowisku, ale jednak najważniejsza – bo najliczniejsza. Bez Januszy pozostałe dwie grupy nie miałyby racji bytu. U kibiców są to osoby, które przychodzą na mecz (niekoniecznie na każdy) i po meczu idą do domu, ewentualnie udzielając się jeszcze w internecie. U lewaków jest podobnie – głównie chodzi o manifestacje KOD i ewentualnie Parady Równości, Marsze Szmat i Manify feministyczne (pozostałe „mecze” lewackie są nieatrakcyjne dla „Januszy”, więc chodzi tam po 200 osób, czyli zwiezieni z całej Polski i Niemiec „ultrasi”). Janusze muszą respektować szamy i kosy, wyznaczone przez elitę – nawet, gdy nie bardzo im się to uśmiecha. U kibiców są to np. zgody: Wisła-Śląsk i Motor-Śląsk, gdzie „Janusze” Wisły i Motoru patrzą na siebie spod byka, ale nic nie mogą zrobić, a elita dba o spokój. U lewaków jest to np. sztama żydów z muzułmanami, którzy ramię w ramię stoją na manifach „antydyskryminacyjnych”, choć najchętniej pobili by się między sobą. Obok, na tej samej manifie stoją jeszcze ekolodzy i weganie, którzy krzywo gapią się na obie wymienione grupy z powodu uboju rytualnego. Przed jedną wielką bijatyką chroni autorytet i twarda ręka elity.


Reasumując – środowiska lewackie gardzą i czują się lepsi od środowisk kibicowskich, ale działają na identycznych zasadach. Rożni ich tylko to, że mają za sobą system (dlatego nie opłaca im się ćwiczyć sztuk walki), natomiast kibice są z natury antysystemowi.

RacimiR, 26.04.2016

PS: Jeszcze raz podkreślę, że tekst ten był pisany pół żartem – pół serio.

2 myśli nt. „Fanatycy lewaccy jak kibolska bojówka

  1. Wiem, że tekst nie jest całkiem na poważnie, ale trochę denerwuje mnie wrzucanie mnie do worka jako nacjonalista albo lewak. Z jednej strony w kwestii ekonomicznej i podejścia do imigrantów, czy podatków opowiadam się po stronie prawicy. Z drugiej strony mam znajomych biorących udział w skłotach i rozumiem ideę za nimi stojącą, choć nie popieram jej w pełni. Jestem też od prawie roku weganinem. Ale nie mógłbym chronić dupy muzułmanom przymykając oko na ubój rytualny (prędzej zgodzę się na ubój rytualny zwolenników uboju rytualnego 😉 ). Zresztą często deklaruję się jako osoba tolerancyjna i jako taka nie mogę tolerować środowisk i ludzi tolerancji pozbawionych (dlatego też z islamem bardzo mi nie po drodze).

    od RacimiR: Takie czasy, że albo faszysta albo lewak… Nie ma ludzi pośrednich. Społeczeństwo totalnie podzielone. Liberałowie ekonomiczni są zazwyczaj nieliberalni obyczajowo, a liberałowie obyczajowi to zazwyczaj socjaliści ekonomiczni, pomieszanie z poplątaniem. Dlatego ten głupkowaty tekst, aby to trochę ośmieszyć.

    • Tak czy inaczej, dzięki na zwrócenie na to uwagi. Swoją drogą mam znajomych, którzy udzielają się w różnych lewicowych akcjach (część aktywnie i fizycznie, większość na fb…). Jednak w praktyce, kiedy porozmawia się z nimi sam na sam to przyznają mi rację na przykład w temacie imigrantów (a zdanie mam podobne do Ciebie). Potem jednak kilku dniach i tak wracają do głoszenia swoich farmazonów o biednych uchodźcach z Syrii ogarniętej wojną. Wygląda to tak, jakby niektórzy głosili jedno, a myśleli drugie. To samo zauważam na zachodzie, gdzie obecnie mieszkam. Wszyscy deklarują się jako tolerancyjni, a w praktyce boją się bliższych kontaktów z jakimikolwiek innymi nacjami i rasami. Jestem pewien, że z co poniektórych po alkoholu wyszłaby głęboko skrywana, zakiszona pod grubą warstwą codziennie udawanej tolerancji i miłości do wszystkich ksenofobia.

      Praktycznie nikt w UK nie ma pojęcia o prowadzonych przez Brytyjczyków jeszcze długo po II Wojnie Światowej obozach koncentracyjnych w Kenii.
      http://zhistorii.blogspot.co.uk/2014/03/brytyjskie-obozy-pracy-po-ii-wojnie.html?m=1
      Ale Zachód jest pierwszy do nazywania na Polaków faszystami. Zabawne.

      od RacimiR: Też to zauważyłem. Podejście zwolenników to „pomagać uchodźcom, ale umieścić ich w zamkniętych obozach z dala ode mnie”. To jest koncert życzeń, a nie pomoc – bo oni we własnym sosie za drutem kolczastym się zradykalizują, zamiast asymilować (tak jak to ma obecnie miejsce w obozach greckich). Niech jeden z drugim lewak przyjmie uchodźców pod własny dach to uwierzę, że chcą pomagać. Takie liczenie na państwo to według mnie obłuda i umywanie rąk, przy jednoczesnym „spokoju moralnym” – bo przecież oni są za uchodźcami. Co śmieszniejsze – im większy przeciwnik rządu PiS, tym więcej od Kaczyńskiego wymaga w kwestii przyjmowania i asymilowania uchodźców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *