Ewolucja dziennikarstwa i nagłówków prasowych

ewolucja

Dziś lekki, krótki tekścik, ponieważ pogoda niezła i chcę wybrać się nad wodę. Pod lupę wezmę nagłówki w prasie i na portalach internetowych oraz ogólną „ewolucję” dziennikarstwa. Za dawnych, „oldschoolowych” czasów dziennikarz musiał wyjść w teren, do ludzi (zresztą internetu nie było, więc nie miał wyboru). Dzień spędzał na zewnątrz, a potem wracał do redakcji i pisał to, co tego dnia widział na własne oczy. Była wtedy duża rywalizacja między dziennikarzami, a wygrywał ten, który miał lepszego „nosa” i bardziej się angażował w swoją pracę. Teksty oczywiście zawsze były okraszone tytułami, ale dawniej trzeba było przeczytać całość, aby przyswoić wszystkie informacje, które autor chciał przekazać. Nie ukrywam, że ja wzoruję się na tego typu „starodawnym” dziennikarstwie. Jeszcze wyższą szkołą jazdy było dziennikarstwo śledcze. Najlepsi redaktorzy byli oddelegowywani na wiele tygodni po to, by napisać jeden, mocny artykuł. Otrzymywali na to dodatkowe środki – aby pozyskać informatorów czy wprowadzić jakieś prowokacje dziennikarskie. Na koniec powstawała „bomba”, o której mówił cały kraj, a może nawet cały świat, np. afera Watergate opisana w „Washington Post” (ta gazeta była kiedyś całkiem porządna, nie to co teraz, gdzie bryluje tam Radek „ośmiorniczka i pizza” Sikorski z żoną Anne Applebaum). Ostatnio Clint Eastwood oficjalnie poparł Donalda Trumpa, więc z tej okazji polecam film z Clintem „Prawdziwa Zbrodnia” – o dziennikarzu starej daty, któremu pod względem zawodowym różne Maziarskie i inne heroinowe Piątki mogliby czyścić buty.

Z czasem dziennikarstwo ewoluowało, ale wstecz. Gdy pojawił się internet – wszystko strzelił przysłowiowy chuj. Spadły nakłady tradycyjnych gazet, a branża poszła w stronę tabloidów, bannerów, slajdów, reklam grających. Dziennikarze przestali wychodzić z redakcji – teraz siedzą na dupach przed komputerem cały dzień i wykonują wytyczne nadredachtora (Szechtera, Lisa, Żakowskiego, Smolara). Przeglądają zagraniczne portale, Twittera, Pejsbuka i na tej podstawie piszą „artykuły”. Te dziwolągi z portalu Natemat chyba ani razu nie wyszli na ulice (nie licząc lewackich imprez typu KOD czy Marsz Równości), a 100% artykułów piszą na podstawie internetu.

W erze nagłówków – prawie wszyscy odbiorcy znaleźli dość prostą metodę na oszczędzenie sobie czasu na czytanie bzdur – wystarczyło po prostu przeczytać sam nagłówek, gdyż było w nim zawarte 100% informacji. Gdy informacji na dany temat było na tyle dużo, że nie mieściły się wszystkie w nagłówku – „dziennikarze” po prostu robili kilka tekstów z osobnymi nagłówkami, np. „Ronaldo odchodzi z Manchesteru”, „Ronaldo przechodzi do Realu”, „Ronaldo kosztował 90 milionów euro”. Wystarczyło czytać same nagłówki, bo cała reszta artykułu to było owijanie w bawełnę i powtarzanie tego samego innymi słowami (ja tak robiłem w szkole na języku polskim – gdy nie wiedziałem co pisać – pisałem w kółko to samo, tylko synonimami – teraz takie coś nazywa się dziennikarstwem). Niektóre z nagłówków były „pułapkami”. Jeżeli dziennikarz nie miał kompletnie żadnego pomysłu na artykuł, a nie chciał być uznany za bumelanta – pisał jakieś powszechnie znane rzeczy lub wynajdował coś o nikomu nieznanych ludziach, ubierał w slajdy i robił nagłówek typu: „Cała prawda o…” albo „Znany człowiek coś zrobił” – z kilometra było widać, że nie ma sensu w to klikać. To były bardzo oszczędne czasy (jeżeli chodzi o poświęcanie własnego czasu na czytanie wiadomości), bo wystarczyło przeczytać same nagłówki na kilku największych portalach i po 2 minutach człowiek mniej więcej był na bieżąco (dawniej trzeba było przeczytać całą gazetę czy obejrzeć wiadomości w TV, co zajmowało pół godziny dziennie).

gowno_wyborcze

Niestety – dziennikarstwo w ciągu ostatniego roku znowu „ewoluowało” i same nagłówki znowu nie wystarczą. Dzisiaj jest tak, że nagłówek często wprowadza odbiorcę w błąd i znowu trzeba przeczytać wszystko, w dodatku bardzo dokładnie, bo teksty roją się od pułapek i manipulacji. Dziennikarstwo w Polsce jest w dodatku albo antypisowskie, albo pisowskie. Kilka dni temu miała miejsce taka sytuacja – cała główna strona „Gazety” była o odwołaniu Jacka Kurskiego z TVP, a cała główna strona „Niezależnej” była o zamachach terrorystycznych. Dlatego dzisiaj już trzeba czytać jednych i drugich, bo obie strony piszą tylko o wygodnych dla siebie rzeczach, a pomijają niewygodne. Media lewicowe poszły w stronę kłamliwych nagłówków. Najczęściej robi się wywiad z jakimś „autorytetem”, wyrywa się z kontekstu najbardziej kontrowersyjne zdanie i daje w nagłówek. Kolejna metoda to wsadzenie komuś w gębę słów, których nie wypowiedział. Słynne hasło „Polska w ruinie” zostało wymyślone przez Gazetę Wyborczą (nikt z PiS tak nie mówił, proszę sprawdzić), ale wypromowano je tak bardzo, że większość Polaków powie, ze to było główne hasło PiS w kampanii wyborczej. Inna metoda, która ostatnie bardzo szybko się rozwija to tzw. memy. Wczoraj na portalu Gazeta.pl był nagłówek: „Premier: Rezygnujemy z cyfr arabskich. Są obce naszej kulturze”. Dopiero po wejściu okazało się, że to „śmieszny” mem. Gazeta zastosowała zabezpieczenie przed procesem sądowym, gdyż udostępniła mem z pejsbuka, więc gdyby ktoś oskarżył ich o kłamstwo – umyją ręce i wpuszczą w maliny tego, który tego mema zrobił. Inna metoda „nowoczesnego” dziennikarstwa to fabrykowanie wiadomości, np. krzyczący nagłówek „Murzyn pobity przez narodowców”, a w treści czytamy, że „miał zostać pobity”. Słowo „miał” można zastosować praktycznie do wszystkiego, bo nie ma ono konsekwencji prawnych, dlatego jest nadużywane przez pseudodziennikarzy. Ja mogę sobie napisać, że rabin miał zgwałcić chrześcijańskie dziecko i przerobić na macę. Dlatego coraz częściej mamy szokujący nagłówek, a w treści „miał”… Ja, gdy widzę w artykule, że ktoś coś „miał zrobić” – od razu zamykam, bo nie mam czasu na czytanie wymyślonych głupot. „Miał” jest na dnie worka z węglem, a nie w dziennikarstwie. Ja chcę dziennikarski koks, a nie dziennikarski miał.

Tak więc moi mili – era nagłówków się skończyła, bo są tworzone tak, aby specjalnie wprowadzić czytelnika w błąd. Mi się będzie trudno odzwyczaić, bo przez ostatnie lata stosowałem „nagłówkowe” źródło informacji. Na szczęście „internety” odpowiedziały na te próby manipulacji – powstały pejsbukowe strony: „Żelazna logika”, „Logikatory” czy „Nagroda złotego Goebbelsa” (i kilka innych), które każdemu szczerze polecam. Te strony nigdy nie zaistniałyby, gdyby „dziennikarze” byli tacy jak dawniej i nie próbowali manipulować czytelnikiem. Stało się inaczej – dlatego strony te notują bardzo szybki przyrost popularności i zaczynają być coraz bardziej wpływowe. Można powiedzieć, że te strony to kolejne (po Marszu Niepodległości) niechciane dziecko Blumsztajna.


Na koniec coś śmiesznego – Wojciecha Czuchnowskiego z GW trudno w ogóle nazwać dziennikarzem, natomiast „swoi” nazywają go… dziennikarzem śledczym 🙂

czuchnowski

RacimiR, 7.08.2016

5 myśli nt. „Ewolucja dziennikarstwa i nagłówków prasowych

  1. RacimiR, a mógłbyś podać te inne pejsbukowe strony o których wspominałeś?

    od RacimiR: Napisałem przecież – Żelazna Logika, Nagroda Złotego Goebbelsa i Logikatory – wpisz sobie w google.

    • a do zestawu Kamieni Kupa, Krótka Lanca, Dobra Zmiana. I jeśli ktoś lubi publikacje (to tylko moje wrażenie) w stylu Kisielewskiego – Pitu-pitu.pl

      od RacimiR: Pitu-pitu to przecież Dobra Zmiana. Kamieni kupa to ewidentnie odpowiedź PiS na KODowski Sok z buraka, a krótka lanca trochę zdziadziała – gdy nazywali się „Gówno Prawda” byli dużo lepsi, teraz chyba boją się kolejnego bana na pejsie i wyluzowali. Aczkolwiek można polecićte 3 strony (zwłaszcza pitupitu).

  2. Tak na marginesie to na temat ogłosił konkurs na wyzwoliciela Polaków.Lubię czasem wskoczyć na te portale liska chytruska

    od RacimiR: To może zróbmy konkurs na to, kto odgadnie kandydatów bez wchodzenia na Lisa? Ja stawiam na Bolka, Geremka i profesura Bartoszewskiego.

  3. RacimiR doczekamy się tekstu o Turcji i to w jaki sposób dogaduje się z Rosją oraz tej teoretycznej prowokacji Rosji na temat rzekomych terrorystów z Ukrainy?

    od RacimiR: Ostatnio mam mało czasu, ale dzisiaj przed północą postaram się coś napisać o Turcji, a najpóźniej w poniedziałek (jutro jadę na mecz). Potem znów mnie nie będzie przez tydzień w domu, a tematy się gromadzą 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *